Będąc nieco młodszym i wiedząc dużo mniej, ilekroć słyszałem słowo „filozofia”, moje myśli szły w kierunku wyobrażeń wzniosłych, poważnych, czy może nawet patetycznych – w końcu mowa o tym, kim jest Bóg, co to jest byt i o zbiorze innych pytań, na których wymienianie nie ma tu miejsca. To wyobrażenie filozofii nie wzięło się znikąd.

Zawsze gdy mowa o tuzach filozofii, znanych również poza kręgami uniwersyteckimi, jak Platon, Arystoteles czy Kant, słyszy się o tych wszystkich podniosłych rzeczach – ci lepiej wykształceni potrafią nawet kilkoma słowami podsumować ich poglądy na jakiś temat. Ale zawsze mowa o tych podniosłych rzeczach. A teraz, gdyby zapytać przewrotnie: co filozofia powiedziała o rzeczach przyziemnych, niepoważnych, dajmy na to, o śmiechu? Jestem przekonany, że o ile ktoś nie posiada wykształcenia filozoficznego, to będzie miał pustkę w głowie. Nie jest oczywiście tak, że o śmiechu się nie mówiło – choć z drugiej strony powiedzenie, że o śmiechu się mówiło, byłoby grubą przesadą.

Oczywiście powstawały rozmaite teorie na temat humoru. Platon mówił to, Arystoteles tamto, Kant siamto i jakoś się to toczyło. Problem w tym, że gdy skupimy się wyłącznie na śmiechu, to… będziemy mieli problem. Rozważano o humorze, natomiast śmiech pozostawał sprawą drugorzędną, jedynie jako jego efekt i coś, co bez niego by nie istniało. A przecież – jakkolwiek zapewne te dwie kwestie mają sporo punktów wspólnych – nie trzeba wielkiego wysiłku, aby dostrzec, że humor i śmiech nie są tożsame ani nie zachodzą zawsze równocześnie (humor nie zawsze wywołuje śmiech, śmiech nie zawsze jest wywołany humorem). Pozostawiano tę kwestię więc samej sobie. Zapewne przyczyną było to, że humoru nie traktowano jako czegoś niskiego i niepoważnego. Można pomyśleć np. o Hobbesie, dla którego śmiech był wyrazem pogardy i triumfu nad kimś (czy też nad samym sobą), niczym niezwykłym było również ocenianie śmiechu jako czegoś z gruntu irracjonalnego, związanego z silnymi emocjami czy po prostu szalonego[1].

Sytuacja robi się więc ciekawa, gdy poznaje się myśliciela, zwącego się George Bataille, który wypowiada takie słowa:

„W istocie mogę powiedzieć, że o ile to, co robię jest pracą filozoficzną, to moja filozofia jest filozofią śmiechu. To filozofia ufundowana na doświadczeniu śmiechu i [która – MT] nie twierdzi nawet, że idzie dalej. To filozofia, która porzuca problemy inne niż te, które zostały mi dane w tym konkretnym doświadczeniu.”[2]

Tym cytatem można ukuć sobie wyobrażenie Bataille’a jako duszy towarzystwa, człowieka pogodnego i radosnego. Jednak nic bardziej mylnego – Bataille był osobą bardzo ponurą i bynajmniej nie był dowcipnisiem. Cała praca Bataille’a obraca się tak naprawdę na dwóch motywach – erotyzmie i śmierci, w dodatku przedstawionych w sposób, który brzydzi i szokuje. Osoba z nim niezaznajomiona po pobieżnej lekturze jego powieści czy opowiadań szybko stwierdzi, że to po prostu kawał obleśnej pornografii, natomiast Bataille sam mówi, że jednym z najważniejszych wydarzeń w jego życiu było zobaczenie fotografii uwieczniającej egzekucję pewnego Chińczyka, tzw. karą tysiąca cięć[3].

Jak jednak napisał Tadeusz Komendant: „Tylko, jakże arcyludzka, głupota każe widzieć w Historii oka wyłącznie pornografię. Sprawa przedstawia się o wiele tragiczniej: gdy zabrakło Boga, pozostały wybałuszone na nicość i śmierć oczy, po których łazi mucha”[4].

Skąd więc ten śmiech?

Żeby to wyjaśnić, trzeba zacząć od początku – czy może raczej od końca.

Dla Bataille’a ważną inspiracją – poza Nietzschem – był Hegel, z którym sporo dyskutował w tekstach, choć raczej niejawnie. Z rozważań nad Heglem Bataille doszedł do rozważań nad filozofią, o której stwierdził, że jest poszukiwaniem absolutu[5]. Tego opisu nie należy jednak wartościować pozytywnie, bo Bataille wskazał również, że jest ona (tj. filozofia) ograniczona dyskursem, czyli językiem i racjonalnością. Pisał bowiem:

„Aby zadowolić akademików, świat musiałby bowiem mieć formę. Cała filozofia nie ma innego celu niż ten: chodzi o wbicie w surdut tego, co istnieje, w matematyczny surdut. Natomiast twierdzić, że świat niczego nie przypomina i jest tylko bezkształtny, to tak jakby powiedzieć, że świat jest czymś takim jak pająk albo plwocina.”[6]

Bataille był nieufny wobec wszelkich ustalonych struktur i porządków symbolicznych[7], a mówiąc wprost: odrzucał racjonalność i ją wyśmiewał. Przyczyn jest kilka, ale żeby się nie zagłębiać, przywołam jedynie doświadczenie dwudziestowiecznych totalitaryzmów, o którym wspomina Marek Kwiek[8]. Natomiast główną motywacją myśliciela było uznanie racjonalnego poznania za redukcjonizm, który służy intencji zawłaszczenia świata, a której motywem z kolei jest „potrzeba bezpieczeństwa” i „neutralizujące strach poczucie panowania nad światem”[9]. I dalej:

„Wykreowany przez filozofię i uczyniony paradygmatem zachodniej kultury racjonalny świat okazuje się więc w istocie światem pracy, skoro zasada użyteczności, z jaką zespolona jest ratio, domaga się respektowania praw potocznie rozumianej ekonomii: gromadzenia środków i konsumowania ich tylko w takiej ilości, w jakiej jest to niezbędne […]. Świat pracy określony jest przez zakaz (zasadniczo dotyczący śmierci i seksualności), wymóg realizacji celu i odwleczoną przyjemność.”[10]

Takie rozumienie filozofii (było nie było – heglowskie) można podsumować prostą bataille’owską formułką: filozofia chce powiedzieć wszystko. I w tym punkcie objawia się jego antyfilozoficzność – Bataille nie ma aspiracji, by budować trwały i kompletny system. Jego metodą jest doświadczenie wewnętrzne – metoda absolutnej negacji, o której sam mówi że jest „kwestionowaniem (poddawaniem próbie), w gorączce i trwodze, tego, co człowiek wie o istnieniu”[11]. Dlatego też Bataille nie chce mówić o wszystkim, nie chce być wszystkim, bo „odrzucić pragnienie bycia wszystkim to wszystko zakwestionować”[12]. Co ciekawe, ten wątek nie jest tak antyheglowski jakby się mogło zdawać. Tak naprawdę myśl Bataille’a mówi jedno: u końca rozwoju dialektyki heglowskiej, końcowa postać heglowskiej wiedzy absolutnej okazuje się nie-wiedzą (non-savoir)[13] – ta myśl zatem to „tylko” heglizm zradykalizowany lub, jak kto woli, alternatywny[14]. „System jest anulowaniem”[15]. Nie-wiedza okazuje się być „ponad-historyczna”[16], w tym sensie, że dzięki niej dokonuje się historia i domyka się (historyczna) wiedza absolutna[17]. Zatem filozoficzna aspiracja, by wypowiedzieć wszystko (czyli dążenie do wiedzy absolutnej) wprowadza Bataille’a w śmiech.

Ofiarą tego śmiechu staje się właśnie Hegel. Bataille karykaturuje tego filozofia, obraca jego dialektykę w żart[18]. Zrozumiawszy dokąd prowadzi myśl Hegla, zaczyna szukać odpowiedzi w innych rejonach, w rejonach nie-rozumu. Chcąc zatem tworzyć filozofię śmiechu, tworzy on filozofię niepoznawalnego, kwestionując tradycyjny i dobrze znany model filozofii jako miłości do wiedzy/mądrości. Należy jednak mieć na uwadze, że śmiech Bataille’a nie ma nic w sobie z pogardy – jak słusznie zauważył Derrida, Hegla traktował zupełnie poważnie[19]. Jego śmiech bardziej aniżeli pogardę wyraża świadomość niemocy – zarówno własnej, jak i Hegla.

W obliczu tych barier Bataille, przywołując Nietzschego, mówi o afirmacji życia, które przybrało formę niemożliwego. Przytaczając słowa Zaratustry stwierdza, że w całej tragiczności tej sytuacji śmiech staje się święty[20]. Co więcej, biorąc pod uwagę wszystko powyższe, stwierdza, że śmiech jest jedynym możliwym wynikiem spekulacji filozoficznej[21]. Myślę, że warto w tym miejscu zaznaczyć, że śmiechu nie można traktować jako jakiegoś arche jego filozofii. Raczej należy nań patrzeć, jak na punkt wyjścia wybrany bez przywiązania, bowiem Bataille stawia śmiech w jednym szeregu z ekstazą, ofiarą, poezją, tragedią, trwogą i łzami jako różnymi doświadczeniami, które mają wspólną cechę[22]. Jak sam zresztą mówi: „Wierzę w możliwość odejścia od doświadczenia śmiechu i nie porzucenia go, kiedy się przejdzie od tego konkretnego doświadczenia do doświadczenia sąsiedniego: sakralnego czy poetyckiego”[23].

Jaką więc koncepcję filozofii proponuje Bataille? Wydaje mi się, że najlepszym w wyjaśnieniu tej kwestii będzie oddanie głosu samemu filozofowi:

„Filozofia […] wyraża jednak jednostkę, nie zaś niepodzielną ludzkość. Musi być więc otwarta na przyszłe przemiany ludzkiej myśli…, gdy ci, którzy myślą, o tyle, o ile odrzucają swą odmienność, to, czym nie są, pogrążyli się już w uniwersalnym zapomnieniu. Filozofia nigdy nie jest domem, lecz placem budowy. Jej niedokończoność nie jest jednak niedokończonością nauki. […] [W] wysiłku osiągnięcia spójności niedokończoność nie sprowadza się do ubytków myśli – we wszystkich punktach, w każdym punkcie, mamy niemożliwość stanu ostatecznego.

Owa zasada niemożliwości nie jest usprawiedliwieniem niezaprzeczalnych braków, ogranicza ona wszelką rzeczywistą filozofię. Uczony jest kimś, kto zgadza się czekać. Filozof też czeka, nie może jednak czynić tego wprost. Filozofia odpowiada od początku na nieprzemijający wymóg. Nikt nie może „być” niezależnie od odpowiedzi na stawiane przez nią pytanie. […] Rezygnacja z poszukiwania ostatecznego stanu, który nie będzie nigdy dany, to zatem akt świadomości, podnoszący wyjaśnienie do granic bezpośrednich możliwości. […]


Nieunikniona niedokończoność bynajmniej nie powstrzymuje odpowiedzi, która jest ruchem – jeśli nawet niedokończone jest w pewnym sensie brakiem odpowiedzi. Przeciwnie – zyskuje ona dzięki niemu prawdę krzyku niemożliwości. Zasadniczy paradoks Teorii religii, która czyni z jednostki „rzecz” i zaprzeczenie bliskości, polega na niewątpliwym wydobyciu na jaw pewnej niemocy, krzyk tej niemocy stanowi jednak zapowiedź najgłębszego milczenia.”[24]

Przypomina się teraz stwierdzenie Wittgensteina, że dobra praca filozoficzna mogłaby zostać napisana i zawierać wyłącznie żarty. Wróćmy jednak do śmiechu.

Nieznane

Naturalnie nie jest to jego jedyny wymiar. Bataille wspomina też o innych: po pierwsze, śmiech konstytuuje suwerenność (brak tu miejsca, by dostatecznie rozjaśnić to pojęcie, jednak sam Bataille zapewne by powiedział coś w stylu „suwerenność to stan absolutnej niezależności, niekrępowany zasadami świata pracy czy zasadami w ogóle”)[25]. Co więcej, Bataille poświęca sporo miejsca omówieniu więzów śmiechu z komunikacją i wspólnotowością – stwierdza, że śmiech jest komunikacją wcześniejszą (metafizycznie) i bardziej kompletną aniżeli język[26]. Ponadto śmiech łączy społeczność, zawiera „święte jądro śmierci”[27].

Ważny jest również stosunek śmiechu do komizmu. Mówiłem już o tym, jak Bataille odwraca tradycyjną koncepcję filozofii. To samo robi ze śmiechem. Tradycyjne jego koncepcje uzależniały kwestię śmiechu od humoru/komizmu lub – by być bardziej ścisłym – stwierdzały, że śmiech jest ich efektem. Bataille dokonuje inwersji – stwierdza, że to komizm jest efektem śmiechu. Śmiech, inaczej niż komizm, przekracza logikę i znajduje się „poza” systemem filozoficznym, jednakowoż produkując w samym tym systemie efekty[28]. Ważnym jest, że Bataille rozróżnia to, co jest śmieszne od komizmu. Pierwsze to nie-wiedza, natomiast komizmu to już nie dotyczy. O komizmie możemy wiedzieć. Śmiech z kolei nie podlega analizie – śmiechu można tylko doświadczać[29].

Interesuje mnie jednak co innego. Wykryliśmy już, dlaczego Bataille się śmieje, jednak nie jest to odpowiedź na pytanie ogólne: skąd pochodzi śmiech i co jest jego przedmiotem? Odpowiedź jest prosta i bezpośrednia: przyczyną śmiechu jest nieznane (l’inconnu)[30]. Dlatego Bataille mówi: „Do nieba krzyczę jednak: ‚nie wiem nic’. I powtarzam komicznym głosem (krzyczę czasami do nieba w ten właśnie sposób): ‚nic, absolutnie nic'”[31]. Ta intuicja pojawia się już u Kanta, który stwierdza że w przyczynie śmiechu musi zawierać się coś „niedorzecznego”, a sam śmiech jest „afektem, [którego źródłem jest] nagła przemiana napiętego oczekiwania w nicość”[32].

Nieznane ma wiele słownych zamienników (ale nie ekwiwalentów! Raczej fenomenów powiązanych bądź pokrewnych), np. śmierć czy nicość. Chodzi zasadniczo o coś, z czym nie możemy mieć kontaktu, o czym nie możemy nic wiedzieć. „Dynamika śmiechu lub łez zatrzymuje myśl. W rzeczywistości to przedmiot śmiechu lub przedmiot łez niszczy myśl, odwodzi nas od wszelkiej wiedzy. Śmiech i łzy wybuchają w pustce myśli, którą ich przedmiot stworzył w umyśle”[33]. Ta nicość jest zresztą powodem dla którego śmiech często jest oznaką grozy[34].

Michel Borch-Jakobsen jeszcze inaczej określa tę nicość jako niemożliwe albo też jako najwyższą suwerenność[35]. Problem z mówieniem o nicości jest taki, że – jak stwierdza sam Bataille – żadna nauka nie zaoferuje wiedzy o nieznanem, ono może zostać co najwyżej dane w biernym doświadczeniu, np. w doświadczeniu śmiechu[36]. Ale ten śmiech nie jest śmiechem wyparcia, bowiem, jak ładnie to ujmuje Lisa Trahair, śmiech bazuje na jednoczesnym przywołaniu i zaprzeczeniu noumenu (czyli właśnie nieznanego)[37]. Nie bez powodu przywołuje ona ten wynalazek niemieckiego idealizmu, albowiem takie fenomeny jak śmiech, ekstaza, etc. zostały wykluczone z systemu heglowskiego. Więc nawet w tym przypadku można zobaczyć ten złożony, niejednoznaczny stosunek Bataille’a do Hegla – z jednej strony Bataille rozwija myśl heglowską, z drugiej strony – to rozwinięcie jest niejako nieheglowskie.

Bataille rozwinął absolutny projekt heglowski w projekt doświadczenia wewnętrznego, negującego wszystko, które doprowadziło go do filozofii nie-wiedzy, w obrębie której najważniejszymi elementami są efekty nieznanego, które są niedyskursywne i dlatego były wykluczone. Mowa o śmiechu, łzach, podnieceniu seksualnym, emocji poetyckiej, poczuciu świętości i ekstazie[38].

Myślę że najlepszym zakończeniem podsumowującym ten tekst będzie komentarz samego Bataille’a:

„Pierre Angelique [pseudonim Bataille’a – przyp. MT] stara się nam powiedzieć tyle: nie wiemy nic i pogrążeni jesteśmy w mrokach nocy […] Udaje nam się popaść w ekstazę tylko w perspektywie – jakkolwiek odległa by była – śmierci, tego, co nas niszczy.”[39]

Przypisy

  1. S. Critchley, O humorze, s. 20: „Jako zjawisko cielesne śmiech najlepiej porównywać z równie konwulsyjnymi reakcjami, takimi jak orgazm i płacz. […] Podczas gwałtownego śmiechu utracimy nad sobą kontrolę tak samo, jak w chwilach radykalnej ekspozycji cielesności po orgazmie lub gdy płacz przechodzi w niewstrzymany szloch.”, zob. też Koh 2:1-2.
  2. G. Bataille, Non-savoir, rire et larmes [w:] G. Bataille, Œuvres complètes, tome VIII, Paryż 1974, s. 220. O ile nie będzie podane inaczej, wszystkie teksty francuskie Bataille’a będą czerpane z wydania dzieł zebranych Gallimarda, dalej oznaczanych jako OC wraz ze stosowną liczbą oznaczającą tom. Ewentualne pojawiające się fragmenty są w moim tłumaczeniu, chyba że podano inaczej.
  3. G. Bataille, Łzy Erosa, tłum. T. Swoboda, Gdańsk 2009, s. 256.
  4. T. Komendant, Oko błękitu [w:] G. Bataille, Historia oka i inne historie, różni tłumacze, Kraków 1991, s. 21.
  5. K. Matuszewski, Wstęp [w:] G. Bataille, Doświadczenie wewnętrzne, tłum. O. Hedemann, Warszawa 1998, s. 6-7; zob. też: „Istotnym – i świeżym – charakterem filozofii heglowskiej jest opis totalności tego, co jest. W konsekwencji, jednocześnie tłumaczy ona wszystko, co ukazuje się naszym oczom, wyjaśnia spójnie myśl i język, które wyrażają – i ujawniają – to zjawisko.”- G. Bataille, Hegel, la mort et le sacrifice, OC 12, s. 328.
  6. G. Bataille, Informe, OC1, s. 217. Cytat za: T. Swoboda, Historie oka : Bataille, Leiris, Artaud, Blanchot, Gdańsk 2010.
  7. M. Krzykawski, Efekt Bataille’a, Pamiętnik Literacki CVI, 2015, z. 4, s. 68.
  8. M. Kwiek, Dylematy tożsamości, Poznań 1999, s. 112.
  9. K. Matuszewski, Wstęp [w:] G. Bataille, Doświadczenie wewnętrzne, dz. cyt., s. 9.
  10. Tamże.
  11. G. Bataille, Doświadczenie wewnętrzne, dz. cyt., s. 54.
  12. Tamże, s. 48.
  13. Tamże, s. 199.
  14. J. Derrida, Od ekonomii ograniczonej do ekonomii ogólnej [w:] tenże, Pismo i różnica, tłum. K. Kłosiński, Warszawa 2004, s. 451; Bataille, zdaniem Derridy, powtarza dyskurs heglowski.
  15. G. Bataille, Doświadczenie wewnętrzne, dz. cyt., s. 107, zob też. J. Derrida, Od ekonomii ograniczonej…, dz. cyt., s. 441: „Wszystkie pojęcia Bataille’a są heglowskie”.
  16. J. Derrida, Od ekonomii ograniczonej..., dz. cyt., s. 467.
  17. Zob. G. Bataille, Doświadczenie wewnętrzne, dz. cyt., s. 123: „Kiedy nie-wiedza zostaje osiągnięta, wiedza absolutna jest już tylko jednym z możliwych rodzajów poznania”.
  18. L. Trahair, The Comedy of Philosophy, Albany 2007, s. 23.
  19. J. Derrida, Od ekonomii ograniczonej…, dz. cyt., s. 439.
  20. G. Bataille, Le rire de Nietzsche, OC 6, s. 311.
  21. G. Bataille, La valeur d’usage de D.A.F. de Sade, OC 2, s. 64.
  22. „Powiem, że ekstaza, ofiara, tragedia, poezja, śmiech są formami, gdzie życie stawia się w podobnej pozycji co niemożliwe.” – G. Bataille, Le rire de Nietzsche, OC 6, s. 310
  23. G. Bataille, Non-savoir, rire et larmes, OC 8, s. 219
  24. G. Bataille, Teoria religii, tłum. K. Matuszewski, Warszawa 1996, s. 13-15.
  25. Szerzej o tym w: J. Derrida, Od ekonomii ograniczonej…, dz.cyt., s. 446.
  26. Por. G. Bataille, Le coupable, OC 5, s. 388-392., por.też: „W istocie, tym co poprzedza śmiech jest komunikacja.” – tamże, s. 390.
  27. L. Trahair, The Comedy of Philosophy, dz.cyt., s. 18.
  28. Tamże, s. 16.
  29. G. Bataille, Non-savoir, rire et larmes, OC 8, s. 215; zob. też L. Trahair, The Comedy of Philosophy, dz. cyt., s. 30.
  30. L. Trahair, The Comedy of Philosophy, dz. cyt., s. 26, zob. też G. Bataille, Non-savoir, rire et larmes, OC 8, s. 216; tenże, Conferences 1951-1953, OC 8, s. 567.
  31. G. Bataille, Doświadczenie wewnętrzne, dz. cyt., s. 98.
  32. I. Kant, Krytyka władzy sądzenia, tłum. J. Gałecki, Warszawa 1964, s. 271.
  33. G. Bataille, La connaissance de la souveraineté, OC 8, s. 254.
  34. G. Bataille, Madame Edwarda [w:] G. Bataille, Historia oka…, dz. cyt., s. 46.
  35. M. Borch-Jakobsen, Laughter of Being, MLN, Vol. 102, No. 4, French Issue (Sep., 1987), s. 756.
  36. G. Bataille, Conferences 1951-1953, OC 8, s. 567.
  37. L. Trahair, The Comedy of Philosophy, dz. cyt., s. 23.
  38. G. Bataille, Conferences 1951-1953, OC 8, s. 567-568.
  39. G. Bataille, Madame Edwarda, dz.cyt., s. 47.

Published by Marek Tokarzewski

Marek Tokarzewski (ur. 1997) - Romanista in spe. Zajmuje się filozofią współczesną, językoznawstwem, literaturą i niekończeniem swoich projektów. Klasyczny przypadek człowieka, który im wie więcej, tym wie mniej.