Co powie pisarz?

Chodzi tu bowiem nie tylko o lekturę, ale także o to co dzieje się „po” czytaniu. A co się dzieje? Myślimy o tym, co przeczytaliśmy. Wyobrażamy sobie świat, do którego zostaliśmy zaproszeni. Nadajemy mu kształt. Meblujemy po swojemu. Przy tym cały czas poruszamy się w naszej rzeczywistości, która wygląda już jednak nieco inaczej, a przynajmniej inaczej nam się jawi. Zaszła bowiem zmiana: najpierw w nas – dzięki literaturze, a potem w świecie – za naszą sprawą.

Po wywiady z pisarzami nie sięgałem z nadzieją na komentarz do spraw aktualnych, z tym profesja pisarska coraz mniej się już kojarzy. Ciekaw jestem raczej – na pewno nie ja jeden – co siedzi w ich głowach, jak układają i skąd biorą te puzzle, które znamy potem jako literaturę. Życie na poczytaniu Grzegorza Jankowicza to okazja, żeby w lekkiej formie wywiadu przyjrzeć się pisarzom (i tłumaczom) z bliska. I docenić, jak istotna jest teraz perspektywa, którą proponuje nam pisarz.

Tłumacze i łącznicy

Rozmówcy Jankowicza pełnią spośród wielu ról społecznych dwie szczególnie istotne: tłumaczy i łączników. Na czym one polegają?

W kulturze europejskiej artysta (a więc i pisarz) stał się archetypem indywidualisty. Musiał być outsiderem, żeby spojrzeć na społeczeństwo z dystansu, uwolnić swoją perspektywę od obiegowych myśli, używanych na co dzień jako protezy refleksji. Z drugiej jednak strony nie sięgamy do literatury po wskazówki mające nam pomóc odizolować się od ludzi, wręcz przeciwnie. Wielu czytelników sięga po lekturę właśnie po to żeby lepiej poznać mechanizmy funkcjonowania społeczeństwa, lepiej rozumieć zależności między „ja” a „my”.

Tłumacz jest potrzebny wszędzie tam, gdzie kody, jakimi porozumiewają się ludzie – lub częściej grupy ludzi – różnią się na tyle, że niepodobna jest się dogadać wyłącznie dzięki dostępnym nam możliwościom komunikacyjnym. Są tłumacze w sensie ścisłym, jak Krzysztof Bartnicki – osoby wykonujące ten zawód, przekładające jeden język na inny. Swoją drogą wciąż bardzo niedoceniani, sprowadzani do roli mechanicznych przekładaczy („ech, kiedy te translatory wreszcie zaczną zdawać egzamin…”). Ich praca to szukanie punktów wspólnych i uzgadnianie natur biorących udział w przekładzie języków. Można ich więc uznać także za łączników z językiem. Najpierw pomagają nam co prawda zrozumieć, że nie jest on narzędziem naturalnym, a uwarunkowanym kulturowo, inaczej konceptualizującym rzeczywistość niż jakiś inny język. Ale po przejściu tej traumy łączą nas z nim z powrotem. Nasze kategorie staję się wtedy elastyczniejsze, a poziom empatii wzrasta. Przynajmniej u większości czytelników.

Są też tłumacze kulturowi. Ich w książce jest najwięcej. Biografia takiej osoby zawsze zawiązuje się w momencie emigracji, przymusowej bądź nie. To dzięki takim jednostkom możemy przeglądać się w lustrze innych kategorii i warunków – tutaj pisarz ujawnia swoją anarchistyczną naturę, wytrącając nas z kolein, jakimi (nie)wygodnie chodzimy sobie na co dzień i pokazuje, jak bardzo zależne od własnej woli i przypadku są nasze losy. Mam przeczucie, że poznawanie innych jest narzędziem do takiego właśnie przeglądania się. Z naszej, europejskiej perspektywy ciekawi tutaj są szczególnie autorzy pochodzący z Bliskiego Wschodu czy też Turcji, rozpiętej między Azją i Europą, Zachodem i Wschodem. Ich kulturowy bilingwizm jest jednocześnie lustrem naszego świata i przynależnych mu kategorii, ale także cegiełką do zrozumienia coraz istotniejszej dla polityki międzynarodowej mentalności Wschodu. Ale jest też…

Milczenie

Grzegorz Jankowicz przywołuje słowa Herty Muller: „Milczenie nie jest przerwą w mówieniu, lecz czymś odrębnym. Znam z domu, z codzienności wśród chłopów styl życia, w którym używanie słów nigdy nie weszło w nawyk”. Na tle rozmów zgromadzonych w Życiu na poczytaniu, rozmaitych opowieści o potrzebie nazwania, wypowiedzenia i zachowania w słowie przed przepaścią przeszłości słowa noblistki wybrzmiewają jeszcze silniej. Milczenie jest substancjalne! Stanowi odrębną jakość, wokół której można zorganizować swoje życie. Ja o tym tylko tyle, więcej powie wam niemiecka pisarka. A resztę wymilczy.

Polityka

Polityka pojawia się w zdecydowanej większości tekstów, zazwyczaj wprowadzana przez samego Jankowicza. W tym sensie książka staje się lustrem historii głównie XX w. Najczęściej w perspektywie Żydów i Izraela. Ale nie jest jedynym tego powodem tragiczna historia, jaka spotkała ten naród: ich kultura i losy są mocno splecione z jednym z głównych motywów książki – opowieścią. Momentami można odnieść wrażenie, że kryzys literatury powieściowej tylko czeka, aż przełamie go ktoś łączący świat żydowski z Zachodem – jak wszyscy interlokutorzy, których genealogia wywodzi się ze świata żydowskiego i w mniejszym lub większym stopniu funkcjonuje albo przynajmniej dialoguje z Zachodem.

Jeśli szukać spójności manifestacyjnego przyznania literaturze prymatu nad rzeczywistością i nieustannego pytania o polityczność i politykę, to poprzez przytaczaną we wstępie anegdotę o osiemnastym wielbłądzie. Historia o pożyczonym przez mistrza zwierzęciu, które sprawia, że spadek (siedemnaście wielbłądów) staje się podzielny między trzech synów jest dla mnie węzłowym punktem pojawiających się w Życiu na poczytaniu aporii. Wszyscy dostrzegamy postępującą komplikację świata nas otaczającego. Komplikację, której w XXI w. nie jesteśmy w stanie sprostać ani – co gorsza – utrzymać swojego rozumienia świata chociażby w stanie chwiejnej równowagi. I to właśnie z tego punktu wychodzi duch przeprowadzanych przez Grzegorza Jankowicza rozmów. Jak się zachować?

Diagnoza jakie przyjmuje świat jest tutaj czytelna. Albo postawimy na kult siły, która mocą zamkniętych powiek redukuje „zbędne” dylematy, albo… będziemy potrzebowali literatury. I w tym sensie będzie ona ważniejsza od rzeczywistości. Nie większej ilości danych nam potrzeba – bronimy się przed nimi, nie jesteśmy w stanie przetwarzać ich nawet poprzez techniczne rozwiązania. Największym problemem obecnie staje się umiejętność takiej konceptualizacji, żeby zachowywać względną stabilność. Brzmi znajomo? Oczywiście: problem współczesnego świata do złudzenia przypomina dylematy pisarskie – chodzi koniec końców o kształt narracji, jaka pozwoli się w tym świecie poruszać. I nie pozabijać przy okazji.

Grafika: Pexels, licencja CC0

About Emil Pietras

Studiował Filologię Polską na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, gdzie obecnie mieszka. Od kilku lat także współredaktor facebookowego Polonisty Po Godzinach, członek załogi Warszawskiego Programisty. W czasie wolnym uprawia vita contemplativa.