Katastrofa kaczuszki czyli sens idzie na dno

Okładka najnowszej książki Rafała Różewicza krzyczy z daleka jednym, gigantycznym, nieco neonowym, kontrastowym dla tła słowem PAŃSTWO. Imię i nazwisko autora oraz drugi człon tytułu są ledwie widoczne, zlewają się z wszechogarniającą czernią.

Zabieg jest z całą pewnością celowy, ciekawy, ale nie mam pewności, czy właściwie zastosowany, gdyż wrażenie może być nieco mylące. Nie jest bowiem tak, że wkraczamy w czarną dziurę, w której jedynym jasnym punktem jest świecące z daleka, zawieszone w próżni jakieś „państwo” ani tak, że wiersze Różewicza ogniskują się tylko na tym jednym centralnym punkcie. Choć sprawy społeczne, państwowe, polskie mają w tych tekstach swoje miejsce, wydaje mi się, że lektura powinna skierować się w stronę innego rozumienia tytułu, może nawet bardziej (?) oczywistego. Państwo przodem to przecież także zwrot grzecznościowy, oznaczający, iż to innym pozwalamy iść przed sobą, przepuszczamy ich w drzwiach, robimy im miejsce. To właśnie czyni poeta, który – choć wciąż przygląda się rzeczom – robi więcej miejsca dla ludzi, ożywia przestrzenie księgarni, przestrzenie miejskie, przestrzenie domowe.

Różewicz poprzedza swoją książkę anty(?)mottem brzmiącym następująco: Bo sens nie w szarpaniu / Ani jest w radości, / Ale w cierpliwości / I wielkim czekaniu. I rzeczywiście jako antymotto trzeba to rozumieć. Cierpliwość i czekanie to słowa zupełnie nieprzystające do rzeczywistości Państwa przodem. Tu trzeba się szarpać, trzeba się wkurwiać, trzeba nieustannie weryfikować wiarygodność świata. Ta konieczność jest czymś, co narzuca się z zewnątrz, a jedyne remedium w tej sytuacji Różewicz wskazuje już w pierwszym wersie pierwszego wiersza: musimy przez to przejść. Żałobna czerń okładki i ten niezbyt optymistyczny początek szybko rozwieją ewentualne nadzieje czytelnika, że będzie miło. Nie będzie. Ale za to będzie dosadnie, wulgarnie (niekiedy aż nazbyt), a z całą pewnością szczerze. Różewicz znów podąża od nitki do kłębka – od rzeczy do człowieka, ale zdaje się, że do tego kłębka zbliża się coraz wyraźniej. Widzi chyba więcej niż do tej pory, a o tym, co widzi, mówi wprost. To wiersze, które zauważają problemy społeczne, polityczne, trudne kwestie historyczne, choć po drugiej stronie stawiają stoliki, kawy, kable, itd.

Różewicz wyraźnie rozbudowuje motyw, który pojawił się w jego debiucie Product placement w wierszu Uchwycone na leżąco. Chodzi o motyw książki, z którego korzysta przeważająca ilość tekstów. Mniej znaczące jest tu jednak postrzeganie przedmiotu; mówimy raczej o miejscu (księgarnia), ludziach (księgarze, bibliotekarze, sprzedawcy, inni czytelnicy) i – przede wszystkim – o książce jako bycie nieprzedmiotowym (namysł nad poezją, literaturą, jej rolą i własnym pisaniem). Poeta mimo wszystko wierzy w siłę słowa. Co prawda od świata dla nas kaczuszka sensu – // chropowata i bez piór. Różewicz mówi jednak: Sens to nie ta kaczuszka, co poprzednim razem. / Sens to kaczuszka, która nurza się w wodzie (…). Skoro świat pozbawia się i nas sensu, możemy spróbować go narzucić, przywrócić, a na pewno możemy o niego zawalczyć. W końcu wartość informacji w tym świecie jest największa.

Wiedza, która wypływa z informacji, może być mieczem obosiecznym i przynosić korzyść nie tylko władzy oraz korpo, ale także nam, bo dział z poezją przygląda się temu wszystkiemu // z rosnącym zainteresowaniem, bo literatura nie jest na sprzedaż, bo czarna skrzynka wiersza okaże się dowodem. Filary kultury europejskiej to słowo i sens. Oba jednak już od jakiegoś czasu znacznie się chwiały; być może to odpowiedni moment na ich wielki comeback. Nie możemy jednak zapomnieć, że za sensem kryją się kwestie niejednokrotnie zgoła nieprzedmiotowe – dlatego nawet w Państwie przodem pojawia się perspektywa kosmiczna i metafizyczna – zaś za słowem zawsze stoi konkretne ciało (stąd obecność ludzi jest nieunikniona).

Podmiot tych wierszy mierzy się z poczuciem, że świat zaczyna / na potęgę ściemniać. W takiej sytuacji naturalne jest poszukiwanie kontaktu z innym człowiekiem, który może zweryfikować to poczucie, może wesprzeć, ale przede wszystkim może nam dać coś autentycznego, co jest coraz trudniej dostępne.

Niemal równolegle z książką Różewicza czytałam Pański płaszcz Krzysztofa Kleszcza, byłam praktycznie świeżo po lekturze Pamięci zewnętrznej Radosława Jurczaka i gdzieś z tyłu głowy miałam rozmowę, jaką z debiutantami prowadziłam na festiwalu Fala poprzeczna. Recenzja nie jest miejscem na uwagi, które zaraz poczynię, a którym pewnie przydałoby się jakieś rozwinięcie w innym miejscu. Niemniej czuję potrzebę zasygnalizowania, że coś się dzieje, że na scenę polskiej poezji coś wkracza, choć jeszcze nie wiem, co takiego. Oto fakty: Jurczak pisze elegie, Różewicz pisze elegię, Kleszcz pisze #KONIECSWIATA. Jurczak mówi o wirtualności świata, Różewicz mówi ten przekaz dociera do nas, a my chwytamy go w lot, // wiedząc, że to ściema, Pranke na moje pytanie o symulakrum czyta w odpowiedzi nowy wiersz dokładnie o tym traktujący. Przykładów może być więcej; podaję kilka, bo to raczej uwaga przy okazji i dotycząca tylko tego, czego ostatnio doświadczam w świecie książkowo-festiwalowym. Być może mamy do czynienia z jakimś nowym katastrofizmem, który właśnie zaczyna raczkować, m.in. w Państwie przodem. Dodajmy do tego decyzję Różewicza, o zakończeniu wydawania 2Miesięcznika i wniosek, że pokolenie jednak nie istnieje. Istnieje czy nie – to czasopismo było platformą, która scalała wielu młodych poetów. Poetów, którzy, być może, tak jak podmiot najnowszej książki autora nominowanego do Silesiusa szukają człowieka i autentycznych relacji.

W Państwie przodem są momenty, w których sprawny język tej poezji wypada znacznie gorzej, głównie w kilku wierszach pozbawionych interpunkcji (gęsta fraza Różewicza nie sprzyja tego typu zabiegom). Są też jednak takie błyski, jak mój ulubiony Remont poranka u Reinera Kunzego, gdzie forma idealnie współgra z treścią i absolutnie wszystko się zgadza. Ten tom można lubić choćby dla samej kaczuszki sensu. Ale właściwie nie chodzi o to, żeby go lubić. Chodzi przede wszystkim o to, żeby go przemyśleć.


Tytuł: Państwo przodem
Autor: Rafał Różewicz
Wydawca: Fundacja Duży Format, Warszawa 2016

Article by Anna Mochalska

Rocznik ’92, bydgoszczanka, doktorantka literaturoznawstwa na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego. Autorka arkusza poetyckiego Okno na świat (Zielona Góra 2012, grand prix ogólnopolskiego konkursu) i tomu syndrom obcej ręki (Warszawa 2014). Publikowała w czasopismach (m.in. 2Miesięcznik, Wakat, Instynkt) i antologiach. Współpracuje z grupą Nowy Bruk i ze Stowarzyszeniem Salon Literacki, dla którego co miesiąc pisze recenzje ukazujące się na stronie salonliteracki.pl.