Narodziny imperium: klasyczny amerykański pragmatyzm

Zaorali neoheglistów, powodowali ból głowy u Bertranda Russella, inspirowali Husserla, rozwijali psychologię, matematykę, socjologię, logikę, a nawet geologię, znacząco wpłynęli na rozwój tak zwanej „filozofii świadomości”. Pisano o nich w Wielkiej Brytanii, w Szwajcarii, w Polsce i we Włoszech. Kim oni byli? Co to jest pragmatyzm?

Geneza

W świecie filozofii rzeczy dzieją się wolno. Mimo, że od opublikowania eseju Jak uczynić nasze myśli jasnymi Charlesa Sandersa Peirce’a minęło już 140 lat (został opublikowany w styczniu 1878 roku), to pragmatyzm nadal jest uważany za filozofię jak najbardziej współczesną. Mimo, że to nurt mocno związany z filozofią analityczną, to jednak zasadniczo wymyka się standardowej dystynkcji na filozofię analityczną i kontynentalną. Podobnie jak inne powstające w drugiej połowie XIX wieku kierunki filozoficzne, pragmatyzm również wyrasta z krytyki wszechobecnego wtedy idealizmu niemieckiego, jak i kryzysu w filozofii i naukach w ogóle. Nastrój na świecie był nieciekawy. Wielu myślało, że po Heglu przyjdzie już jedynie Duch Absolutny – dla filozofów nie zostało wiele roboty.

Amerykańscy pragmatyści spotykali się w klubie metafizycznym, który powstał w 1872 roku na Uniwersytecie Harvarda. Ironiczne jest to, że pragmatyści w większości odrzucali metafizykę i uważali ją za niepotrzebną. Ba, szkodliwą! Utożsamiali ją zazwyczaj z neoheglizmem anglosaskim w postaci filozofii Josiaha Royce’a i Francisa Bradleya, którzy mieli wielki posłuch w środowisku intelektualnym Stanów Zjednoczonych i Zjednoczonego Królestwa.

W klubie tym spotykali się nie tylko filozofowie, ponieważ pragmatyzm często nie był filozoficzną postawą. Można wręcz stwierdzić, że maksyma pragmatyczna Peirce’a natchnęła innych do stania się filozofami. Flagowym przykładem takiego zdarzenia jest transformacja Williama Jamesa, który mimo, że był psychologiem z wykształcenia i na Harvardzie zajmował się przede wszystkim psychologią, zainteresował się filozofią. Jego najbardziej twórcza i aktywna filozoficznie część życia przypada na jesieni. Do klubu należeli również prawnicy, pisarze, matematycy, fizycy i w ogóle różni ludzie. Sam Peirce, poza tym, że wielkim filozofem był, to również był wielkim geologiem, matematykiem i w ogóle wielkim człowiekiem.

Pragmatyzm formował się obok takich nurtów jak pozytywizm i materializm, które podobnie jak pragmatyzm sprzeciwiały się wszechobecnej spekulacji metafizycznej. Pozytywizm chciał w ogóle wyrugować filozofię, zastępując ją naukami pozytywnymi, a materializm chciał zajmować się bardziej przyziemnymi sprawami, jak zarabianie hajsu i rewolucje. Tendencje antymetafizyczne były szeroko rozpowszechnione, a ich korzenie sięgały różnych źródeł.

Macierzy pragmatyzmu można doszukiwać się w tradycji empiryzmu brytyjskiego. Połączenie to nie jest bez znaczenia, ponieważ jak zaznaczyłem w poprzedniej części, pragmatyzm niefilozoficzny rozwijał się głównie w północnych Stanach, zdominowanych przez emigrantów brytyjskich. William James sam przyznaje się do swoich inspiracji empiryzmem, a Peirce do swoich inspiracji brytyjską scholastyką w postaci myśli Jana Dunsa Szkota.

Ja pokuszę się jeszcze o to, by stwierdzić, ze Wilhelm Ockham ze swoją tezą metodologiczną (brzytwa Ockhama – nie mnożyć bytów) był głównym proto-pragmatystą, ponieważ on jako pierwszy sprzeciwił się spekulacjom metafizycznym, które nic nie wnoszą do życia. Nie można jednak zapominać, że pragmatyzm nie był jednolitym nurtem myślowym i że istniały w jego ramach zasadnicze różnice programowe. Mimo to jest jeden czynnik, który łączy wszystkich pragmatystów.

O samym pragmatyzmie

Nazwa „pragmatyzm” czerpie z maksymy pragmatycznej, którą sformułował Peirce i którą wprost zerżnął z filozofii praktycznej Immanuela Kanta. Nazwa pragmatyzm została stworzona i spopularyzowana przez Williama Jamesa. Wspólnym mianownikiem wszystkich pragmatystów jest kategoria działania, która mimo, że przybiera różne formy, to jest zasadniczo taka sama. O wszystkich formach działania napiszę w następnych częściach tego cyklu, więc nie będę się za bardzo rozpisywać tutaj.

Działanie jest dla pragmatystów kluczowe, ponieważ to właśnie działanie jest źródłem poznania, prawdy, wiedzy i w ogóle tych wszystkich ciekawych rzeczy. Etyka, epistemologia, logika, aksjologia, a nawet sama metafizyka, by być spoko, musi nam mówić jak mamy działać. Inaczej jest zwykłą, bezsensowną spekulacją.

Tutaj widać zasadniczą różnicę między kategorią sensu u pragmatystów i neopozytywistów, ponieważ dla pierwszych sensowne jest to, co działa, a dla drugich, to co mówi nam coś o świecie. Pierwsi chcieli filozofię ufilozofić, a drudzy unaukowić. Taka jest super pozycja filozofii na świecie, że jej celem, wbrew temu, co myślą niektórzy, nie jest opisywanie świata, a mówienie, jak żyć w tym świecie. Suchy, empiryczny opis tak naprawdę nic nam nie mówi o świecie, ponieważ nie mówi nam nic o tym, jak mamy działać.

Pragmatyzm często jest klasyfikowany jako filozofia życia, zwłaszcza pragmatyzm Jamesa i Deweya. Peirce nie był aż taki życiowy – typowy piwniczak – bardziej interesowały go sprawy matematyki, logiki i semiotyki (teorii znaków). Z tego powodu pod koniec życia zaczął się odżegnywać od pragmatyzmu i nazywać siebie pragmatycystą. To jednak nie działało, ponieważ wszyscy uznali, ze Peirce zdziadział i załapał „bul dupy” do Jamesa i Deweya, że podprowadzili mu termin i przypisali sobie całą chwałę. Tak się troszkę stało, ponieważ Peirce przez długi czas nie wzbudzał zbytniego zainteresowania (może poza semiotyką), a cała scena pragmatyzmu została zajęta przez jamesistów i deweyistów.

William James Superstar udawał się na tripy po Ameryce i Europie wykładać pragmatyzm, czym zdenerwował lokalne środowiska idealistów transcendentalnych i Bertranda Russella. Ale poza Russellem i idealistami na świecie żyli jeszcze inni ludzie, którzy podłapali flow Jamesa i sami zaczęli pisać o pragmatyzmie. Ciekawostką jest tutaj Giovanni Papini, lubujący się w makaronie filozof, który działał we Florencji i wydawał pismo Leonardo, które zbierało pisma włoskich pragmatystów. O innych wpływach pragmatyzmu napiszę w następnych artykułach.

Opozycje

Jak wspomniałem pragmatyzm był filozofią raczej obrazoburczą, która powodowała ból tęgich głów filozoficznych i naukowych. Często zarzucano pragmatyzmowi relatywizm, jednakże ten zarzut był o tyle nietrafiony, że pragmatyzm wychodzi na metapoziom w dyskusji obiektywizm-relatywizm. W zasadzie pragmatystów nie obchodziło, jak się rzeczy mają, a jedynie, co z tego wynika. Nawet jeżeli bylibyśmy zwodzeni przez kartezjańskiego demona (taki ziomek, co mówi, że czarne jest białe, a łyżki nie ma), to co za różnica? Dopóty nie będzie to powodować praktycznych konsekwencji w moim życiu, to mogę całe życie niepoprawnie nazywać widelec łyżką i kroić mięso talerzem.

Pragmatyzm nie stara się wyjaśnić jaki jest świat, a jedynie powiedzieć nam, jak w nim żyć, czym zdenerwował jeszcze innych ludzi. Powszechnie wiadomo, że religia chciałaby mieć monopol na mówienie ludziom jak mają żyć, jednakże pragmatyści, mimo, że często wierzący, to i w kwestii religii byli heterodoksami. Dla Pierce’a rozkmina, czy w eucharystii spożywa się chleb i wino, a jedynie nazywa się to ciałem i krwią, czy rzeczywiście zachodzi transsubstancjacja i spożywa się ciało i krew Chrystusa, jest pseudo-problemem, który nie niesie ze sobą żadnych praktycznych konsekwencji. Przykład odwołuje się do znanej spiny między protestantami, którzy uważają, że jest jak w pierwszej opcji, a katolikami, którzy uważają jak w drugiej.

W Ameryce było spoko, ponieważ Amerykanie byli przyzwyczajeni do takiego sposobu myślenia, jednakże w wielu krajach Europy były konflikty na linii pragmatyzm-reszta świata, ponieważ nowoczesne sposoby myślenia nie mieściły się w głowach ówczesnych Europejczyków. Wspominany już parę razy Bertrand Russell uważał Jamesa za szaleńca i psychopatę, ponieważ ten drugi odrzucał obiektywność prawdy. Sam Russell był bliżej tak zwanej klasycznej, bądź korespondencyjnej definicji prawdy, która stała w skrajnej opozycji do pragmatycznej.

Rozwój

Nie przeszkodziło to jednak jednemu z wybitnych, niestety dość zapomnianych, uczniów Jamesa i Peirce’a połączyć pragmatyzmu z filozofią analityczną Russella. C. I. Lewis, o którym będę jeszcze pisać, jest ogniwem łączącym pragmatyzm z neopozytywizmem, który poznał dzięki swojej znajomości z Rudolfem Carnapem. James i Peirce umarli przed I Wojną Światową, toteż nie zdążyli nauczyć imigrantów z Europy, którzy przybyli w dwudziestoleciu międzywojennym, więc ich wpływ na nich był znacznie mniejszy. Jednakże żywymi przedstawicielami byli jeszcze rzeczony Lewis i John Dewey, którego myśl znacznie wpłynęła na późniejszą filozofię. Dewey w przeciwieństwie do Lewisa (który podobnie jak Peirce był piwniczakiem i zajmował się matematyką i logiką), miał gadane i zapraszano go na sympozja, gdzie obłaskawiał słuchaczy swoją mądrością.

Pragmatyzm na stałe się zadomowił w amerykańskiej filozofii, jednakże jako, że filozofia analityczna była dużo bardziej modna, to grał już raczej drugorzędną rolę. Willard Van Orman Quine – uczeń C. I. Lewisa i jeden z najważniejszych filozofów analitycznych XX wieku – za pragmatystę sensu stricto się nie uważał. Jego poglądy były jednak w wielu względach koherentne z poglądami klasycznych pragmatystów.

Druga fala pragmatyzmu przypadła na lata 70. XX wieku, gdy swe poglądy zaczęli głosić Richard Rorty i Hilary Putnam, wybitni filozofowie analityczni. Nie uważali się oni jednak za klasycznych pragmatystów, a za neopragmatystów. Rorty uważał siebie za kontynuatora myśli Johna Deweya, ale według niektórych za bardzo mu to nie wyszło, natomiast Putnam nie utożsamiał się z klasycznym pragmatyzmem w ogóle, a jedynie uważał, że czerpie z niego wielką inspirację.

Obecnie – wraz ze śmiercią Rorty’ego w 2007 roku i Putnama w 2016 roku – wydawać by się mogło, że pragmatyzm się skończył. Nic bardziej mylnego – przyszła trzecia fala. To tak zwani neoklasyczni pragmatyści, którzy nawiązują bardziej do dokonań Peirce’a niż Deweya. W większości mało znani, ponieważ do niedawna żyli w cieniu innych, jednak spośród nich wyróżnia się Susan Haack, która uważana jest za kontynuatorkę myśli Peirce’a, oraz Robert Brandom, który mimo, że jest uczniem Rorty’ego, to czerpie większą inspirację z pana na P., niźli tego na D.

W Polsce od lat 60. pragmatyzmem zajmuje się Hanna Buczyńska-Garewicz i napisała kilka porządnych monografii na jego temat. Innym znawcą pragmatyzmu jest Piotr Gutowski, który w latach 60. uczył się dopiero mówić, ale dzięki temu można posłuchać go na konferencjach i czytać świeżutkie publikacje. Neopragmatyzmem natomiast zajmują się tacy myśliciele, jak Tadeusz Szubka, filozof analityczny ze Szczecina, który zajmuje się przede wszystkim zagadnieniami analitycznymi, oraz Andrzej Szahaj z Torunia, który zajmuje się głównie Rortym i jego związkiem z postmodernizmem.

Wpływ

Pragmatyzm jest jednym z najbardziej wypływowych prądów myślowych przełomu pierwszej połowy XX wieku, zaraz obok egzystencjalizmu i neopozytywizmu. Wraz z tymi nurtami tworzył podstawy współczesnej filozofii.

Warto też dodać, że William James swoją filozofią świadomości wpłynął na Edmunda Husserla, twórcę fenomenologii. Husserl jednakże rozwinął własną filozofię świadomości, która była opozycyjna wobec filozofii pana na J. Trzeba także wspomnieć o Henri Bergsonie, który był ziomeczkiem Williama we Francji i jak oboje pisali, znacząco wpłynęli nawzajem na swoje poglądy.

James wpływał na istniejące już nauki. Peirce natomiast stworzył całkowicie nową naukę, mianowicie semiotykę – niezależnie od de Saussure’a. Jest to raczej hipsterska dziedzina nauki, zrzeszająca dziwnych ludzi, którzy zajmują się znakami, jednakże mimo swojego małego prestiżu, jest to dziedzina znacząca, której dorobek stanowi ważną część w całym dorobku XX wiecznej nauki.

Ostatni z trzech tenorów – John Dewey – był najbardziej wpływowy na polu nauk społecznych. Zrewolucjonizował myślenie o nauczaniu, jak i myślenie o społeczeństwie w ogóle. Była to ważna opozycja wobec szerzącego się ówcześnie trendu marksistowskiego. Deweyowska koncepcja, mimo że miejscami podobna do marksizmu, była jednak dużo bardziej amerykańska i liberalna, co pozytywnie wpłynęło na jej przyjęcie w Ameryce i w zachodniej Europie.

Przedstawiciele

Nie chcę spłycać ani trywializować niczyjego poglądu. Postanowiłem zatem, że o każdym z przedstawicieli pragmatyzmu napiszę oddzielny artykuł lub pół artykułu. Z moich skomplikowanych wyliczeń wynika, że zostało mi do napisania jeszcze około siedmiu tekstów podobnej objętości do tego na temat pragmatyzmu w ogóle. Będą to kolejno:

  1. Charles Sanders Peirce
  2. William James
  3. John Dewey
  4. Schiller i Lewis
  5. Inni pragmatyści
  6. Neopragmatyzm
  7. Pragmatyzm współcześnie

Zapraszam również do zapoznania się z poprzednim artykułem –Narodziny imperium: Rzym i Ameryka
– w którym przedstawiam pewne stare sposoby myślenia, które noszą znamiona pragmatyzmu.

About Jan Krzysztof Rychert

Jan Krzysztof Rychert - Redaktor naczelny "Radykalnego słonia". Student filozofii na Uniwersytecie Gdańskim. Jest koordynatorem projektu "Filary Filozofii" Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Interesuje się praktycznym zastosowaniem metod logicznych i pragmatyzmem. Zajmuje się również muzyką i pisze różne rzeczy, które można znaleźć tutaj: Wolne myśli wolnomyśliciela.