Podtrzymywalność – recenzja Philosophy Now 88

Ubrudzone ziemią dłonie trzymają z troską iglastą sadzonkę. Zgodnie z zapowiedzią tematem bieżącego – i nieco opóźnionego – styczniowo-lutowego numeru jest „podtrzymywalność”. Pozwolę sobie tak właśnie przetłumaczyć angielskie sustainability. Wprawdzie w polskiej nomenklaturze obowiązuje raczej określenie „zrównoważony rozwój”, lecz zauważmy, że sustainability i sustainable development to niesynonimowe, choć oczywiście ściśle ze sobą powiązane, pojęcia.

W kontekście środowiskowym, bo tylko taki będzie nas tu interesował, „podtrzymywalność odnosi się do zdolności danego ekosystemu do znoszenia wpływu różnorodnych sił społecznych i naturalnych, które narażają na szwank jego zdrowe funkcjonowanie”. Za szkolny przykład niech posłużą tropikalne lasy deszczowe, których podtrzymywalność zagrożona jest przez zakrojoną na szeroką skalę wycinkę. Człowiecza troska o podtrzymywalność staje się więc troską ekologiczną, która ze względu na swoje bliskie powinowactwo z etyką praktyczną, z bioetyką, z filozofią przyrody, a nawet z ontologią, stanowi wdzięczny temat dla filozoficznej zadumy.

W osiemdziesiątym ósmym numerze Philosophy Now podtrzymywalności poświęcono cztery artykuły. Pierwszy z nich pt. The Five Horrorists pogrąża czytelnika w czarnej rozpaczy, jednak nie ze względu na ponure perspektywy roztaczane przez Tima Delaneya, ale za sprawą miałkości dwu-i-pół-stronicowego tekstu. Zaiste, nie wiem, do kogo skierowany jest ten banalny i zgoła niefilozoficzny artykuł, w którym Delaney pokrótce omawia niebezpieczeństwa czyhające na człowieka: wojnę, głód, robactwo (sic!), zarazę i katastrofy środowiskowe. Autor inspiruje się Malthusem i jego tekst zdobi reprodukcja Czterech Jeźdźców Apokalipsy Albrechta Dürera, ale bardziej odpowiednia byłaby podobizna Kapitana Obviousa.

The Five Horrorists ustawia więc poprzeczkę zawstydzająco nisko, ale na szczęście trzy kolejne artykuły przeskakują ją z wielometrowym marginesem. Jim Moran w Three Challenges For Enviromental Philosophy wyłuszcza, dlaczego ochrona środowiska nastręcza tyle trudności. Jak sugeruje tytuł, występują trzy zasadnicze powody. Pierwsza to antropocentryzm, który zazwyczaj przeszkadza w przedkładaniu potrzeb dziesięciu sosen nad potrzeby jednego człowieka. Druga to niejasne miejsce homo sapiens w przyrodzie. Niewiele osób traktuje dzisiaj poważnie nauki Pisma Świętego, zgodnie z którymi stworzonemu na boże podobieństwo człowiekowi przypadło zadanie nadzorowanie i czerpania korzyści z przyrody. Nie wiadomo jednak, jak właściwie powinna wyglądać nasza rola – czy mamy w ogóle przypisywać sobie jakieś szczególne znaczenie? Po trzecie, tak jak niejasne jest nasza ranga wśród innych istot żywych, tak samo nieokreślony pozostaje moralny status zwierząt, nie wspominając nawet o moralnym statusie roślin bądź naturalnych miejsc. Nie brakuje teoretycznych propozycji – Albert Schweitzer bronił radykalnej doktryny szacunku dla wszelkiego życia, a Peter Singer głosi międzygatunkowe równouprawnienie – ale jak na razie nie zdefiniowano jednoznacznie nawet moralnego statusu małp człekokształtnych.

Jedyną wadą artykułu Morana jest jego deskryptywność. Autor zadaje pytanie, ale nie szuka odpowiedzi. Podobną przeglądową strategię obrał Tim Madigan, który w Ecological Ethics przybliża czytelnikowi koncepcje (szowinizm gatunkowy, biocentryzm) i odmiany („łagodny” antropocentryzm Wilsona, antyludzkie poglądy Von Hartmanna) ekologicznej etyki.

W dyskursywny wir rzuca się dopiero Kevin Gibson, który w Rethinking the Discourse domaga się zmiany obecnego sposobu myślenia o podtrzymywalności. U podstaw obowiązującego paradygmatu znajduje się bowiem schemat zaproponowany przez Johna Elkingtona, według którego zrównoważony rozwój powinien brać pod uwagę trzy sfery: środowiskową, ekonomiczną i społeczną. Schemat Elkingtona milcząco zakłada jednak wzajemną wymierność elementów ze wszystkich trzech domen i monetarny charakter ich wspólnego mianownika. Tymczasem Gibson przypomina nam, że próby przeliczania wszystkiego na pieniądze mogą zniekształcać obraz rzeczywistości. Mówiąc bardziej ogólnie: Nie zawsze da się wyrównać straty środowiskowe zyskami, dajmy na to, społecznymi, gdyż „strata” w kontekście środowiskowym potrafi być czymś całkowicie odmiennym – a nie tylko odwrotnym – od „zysku” rozumianego społecznie. Schemat Elkingtona jest zresztą wypaczony, ponieważ pierwsze skrzypce gra w nim w gruncie rzeczy sfera ekonomiczna. Gibson podkreśla natomiast, że „podtrzymywalnościowy dyskurs musi za punkt wyjścia obierać to, co znaczy najwięcej dla ludzi, nie to, co maksymalizuje finansowe korzyści”. Inspirację dla alternatywy dla elkingtonowskiego myślenia o podtrzymywalności może stanowić zarządzanie dziedzictwem w wykonaniu UNESCO, które przywiązuje dużą wagę do pryncypiów, do poszukiwań kompromisów satysfakcjonujących wszystkie strony i do oceny długoterminowych skutków podejmowanych działań.

Z Gibsonem kończy się oficjalna część tematyczna bieżącego numeru PN i zaczyna… ta druga i nieoficjalna, bo choć okładka tego w żaden sposób nie sygnalizuje, aż cztery teksty poświęcono filozofii nauki. Najmniej konsekwentny, ale za to najciekawszy jest artykuł Toni Vogel Carey zatytułowany Hypotheses (Non) Fingo. W pierwszym akapicie autorka sugeruje, że zajmie się rolą hipotezy w dorobku naukowym Isaaca Newtona, ale potem nie trzyma się ściśle wyznaczonego sobie tematu i traktuje go raczej jako pretekst do świeżego spojrzenia na życie, dorobek i arcy-choleryczny charakter wielkiego brytyjskiego uczonego. Znajdziemy tu szereg ciekawostek związanych z Newtonem. Wszyscy na przykład znamy wygłoszone przezeń stwierdzenie: „Jeśli widziałem dalej, to tylko dlatego, że stałem na ramionach olbrzymów”. Ale czy zwróciliście kiedykolwiek uwagę, że jest ono podejrzanie skromne jak na Newtona? Carey wyjaśnia, że zdanie owo padło w dwuznacznym kontekście w liście napisanym przez Newtona do Roberta Hooke’a, z którym ojciec mechaniki klasycznej był skłócony. I który mocno się garbił…

Russell Berg w Beyond the Laws of Nature bierze głębszy oddech i funduje nam trzy-stronicową podróż przez historię filozofii nauki. Zaczynamy od presokratyków, a kończymy na Popperze i Kuhnie, zahaczając po drodze o Arystotelesa, Hume’a i Kanta. Kanoniczną galerię uzupełniają wzmianki o mniej znanych przedstawicielach nauki przed-newtonowskiej, Jeanie Buridanie i Thomasie Bradwardinie. Fani falsyfikacji powinni potraktować artykuł Berga jako rozgrzewkę, ponieważ za chwilę w serii Brief Lives natkną się biogram Karla Poppera. Doskonałym uzupełnieniem obu tekstów jest rubryka Massima Pigliucciego, który przypomina o tezie Duhema-Quine’a (mówiącej, że niezgodność wyniku eksperymentu z teorią nie obala automatycznie teorii, tudzież że nie da się testować hipotez naukowych pojedynczo) i interpretuje ją jako wezwanie do poszukiwań refleksyjnej równowagi w nauce.

W głównej części Philosophy Now znajdziemy jeszcze dwa artykuły. Ten dłuższy to The Meaning of ‚Meaning’ spod pióra Stephena Andersona, który, zainspirowany filmem Monty Pythona oraz dyskusją ze swymi uczniami, zastanawia się nad sensem terminu „sens” w pytaniach o sens życia. Anderson usiłuje udowodnić, że ów sens wykraczać musi poza i osobistą, i społeczną, i uniwersalną sferę egzystencji. Krótko mówiąc, gdy pytamy o sens życia, tak naprawdę pytamy o Boga – chyba że nie pytamy o nic. Autor stara się utrzymać wywód w analitycznych ryzach nie będąc jednak świadom spornych przesłanek, które przemykają mu się tu i ówdzie. Ambitna strategia obrana na początku artykułu pada zatem ofiarą swoistej naiwności. Jeżeli uznamy, że Anderson przestrzelił, ten sam zarzut trzeba postawić Benowi Adamsowi, który w tekście pt. History: The Study of the Subjective & Unimportant zaciekle broni poglądu, iż dobra historiografia musi być choć trochę subiektywna. Ja się oczywiście zgadzam — ale czy wśród zawodowych historyków ów pogląd jest rzeczywiście tak kontrowersyjny, jak to sugeruje Adams? Nie słyszałem dotąd, żeby paradygmatem badaczy dziejów było suche indeksowanie faktów prowadzone „znikąd” (co nie znaczy, że tak nie jest).

W dziale Pytanie miesiąca czytelnicy zastanawiają się, jak można być szczęśliwym. Obok poglądów sztampowych znalazło się parę skłaniających do myślenia, np. odpowiedzi Simona Kolstoe’a i Paula Mealinga — zapoznamy się z nimi tutaj. W sekcji filmowej przypomnimy sobie Incepcję w kontekście Medytacji Kartezjusza, a w sekcji książkowej przeczytamy recenzje Aping Mankind Raymonda Tallisa (notabene stałego felietonisty PN) i Learning From Words Jennifer Lackey. Nadzwyczaj apetyczne wrażenie sprawia pierwsza pozycja, w której autor atakuje scjentyzm, w szczególności „neuromanię” i „darwinityzm”, a więc skłonności do tłumaczenia wszystkich zjawisk, odpowiednio, neurologią i teorią ewolucji. Tallis prawdopodobnie wie, o czym mówi, gdyż zanim stał się filozofem, przez wiele lat pracował jako neurolog. W takim towarzystwie książka Lackey, zgłębiająca epistemiczną naturę świadectwa, musi usunąć się w cień. Bieżące wydanie czasopisma zamykają felietony wyżej wspomnianego Tallisa i Joela Marksa. Tallis polemizuje z wcześniejszym tekstem swojego sąsiada związanym z prawami zwierząt, a sam Marks pisze tym razem o eutanazji (dolary przeciwko orzechom, że za dwa miesiące odpowie Tallisowi).

W osiemdziesiątym ósmym numerze Philosophy Now znajdziemy szereg interesujących tekstów. Szkoda, że tylko ten spod pióra Morana dostępny jest online dla nie-prenumeratorów. Można wprawdzie postawić zarzut, że niektóre artykuły ze swoim przeglądowym charakterem ślizgają się po „naskórku zjawisk” (Moran, Madigan, Berg), a inne dotyczą bardziej historii niż filozofii (Carey, Adams). Nie zapominajmy jednak, że podstawowy cel magazynu stanowi popularyzowanie i zachęcanie do filozofii, nie jej rozwijanie.

About Borys Jagielski

Fizyk z wykształcenia. Pracuje jako nauczyciel w Oslo. Zaprasza też na swój blog.