Późna nowoczesność. Kryzys wartości absolutnych

Zagadnienie kryzysu wartości absolutnych ściśle wiąże się z dwoma zjawiskami, dwoma procesami cywilizacyjnymi, które zaczęły się wraz z nastaniem nowoczesności. Pierwszym procesem jest przemiana stosunków ekonomicznych oraz społecznych związana z przejściem ustroju gospodarczego od feudalizmu do kapitalizmu. Dla tego procesu ważna jest także perspektywa utopii socjalistycznej, która niejako w tle oddziaływała na wyobraźnię społeczną. Drugim procesem jest zjawisko o charakterze metafizycznym opisywane jako odczarowanie świata, zerwanie z narracjami mitologicznymi albo, w bardziej udramatyzowanej wersji, „śmierć Boga”, podążając za terminem wprowadzonym przez Friedricha Nietzschego. Oba procesy zaczęły się już w samym momencie przejścia cywilizacji z fazy przed-nowoczesnej w nowoczesną.

Sprawa się komplikuje, a kryzys wartości postępuje dalej, wraz z przemianami, które wiążą się ze zmianą samego procesu modernizacyjnego. Jest to niejako druga, bardziej radykalna i głęboka fala kryzysu, rozgrywająca się wewnątrz logiki samej nowoczesności. To przejście od jej postaci pierwotnej – stałej i jednolitej – do późnej, charakteryzowanej jako płynna, zmienna, ponowoczesna. Tu również możemy zauważyć dwie płaszczyzny zmian, stanowiące rozwinięcie procesów z pierwszej fazy. W domenie ekonomicznej to przejście od nabywców dóbr do konsumentów pragnień, a w metafizycznej – klęska kolejnych idei, które miały zastąpić „pusty tron Boga”, przede wszystkim państwa oraz nauki. Tym przemianom zamierzamy się przyjrzeć w poniższym tekście.

Wszystko co stałe, rozpływa się w powietrzu

Kiedy w cywilizacji zachodniej do głosu dochodzą kapitaliści, trwa końcowy okres ancien regime’u. Dawny porządek szybko się dezaktualizuje, narracje, które długo dominowały w strefie ideowej, tracą ważność. Następuje czas chaosu, niedookreślenia, czas kryzysu wartości. Zmiana systemu ekonomicznego przekłada się na zawirowania w sferze etycznej. Proces ten dobrze opisuje słynny cytat z Manifestu komunistycznego Karla Marksa i Friedricha Engelsa:

„Wszystkie stężałe, zaśniedziałe stosunki, wraz z nieodłącznymi od nich z dawien dawna uświęconymi pojęciami i poglądami ulegają rozkładowi, wszystkie nowo powstałe starzeją się, zanim zdążą skostnieć. Wszystko, co stanowe i znieruchomiałe, znika, wszelkie świętości zostają sprofanowane i ludzie są nareszcie zmuszeni patrzeć trzeźwym okiem na swe stanowisko życiowe, na swoje wzajemne stosunki.” [1]

W tym niezwykle obrazowym i poetyckim opisie przemian Marks i Engels wyrażają swój podziw dla przemian społecznych, które obserwują. Pierwsza część Manifestu komunistycznego opisuje kapitalizm, jego zasługi dla dziejów, niesamowitą energię, którą potrafi wyzwolić w ludziach. Dokonania nowoczesnej burżuazji, czyli wybudowane fabryki, mosty oraz kolej żelazna zostają porównane do antycznych cudów świata minionego, do piramid i średniowiecznych katedr. Jest to proces o podwójnym obliczu, gdyż kapitalizm, w chwili wyzwolenia tych potężnych energii ludzkich od razu je na powrót zniewala. Tym, co krępuje ludzkość jest sam kapitał i wymóg jego pomnażania, jedyny wartościowy cel działalności ludzkiej w nowym gospodarczym świecie. Wszystkie wartości, moralność i etyka, zostają poddane procesowi pomnażania kapitału. Działania, które temu sprzyjają, zostają uznane za pożądane, pozostałe za zbędne lub nawet szkodliwe. To oznaka jawnego kryzysu wartości, załamania starych systemów moralnych, głównie religijnych, w których podstawową troską człowieka było zbawienie i życie wieczne, nie zaś akumulacja kapitału.

Nowoczesne panowanie kapitału ma także drugie oblicze, czyli załamanie tradycyjnych autorytetów. Profesje, które tradycyjnie wiążą się z autorytetem – duchowny, lekarz, naukowiec, prawnik – tracą wyróżnioną rolę w społeczności. Teraz są tylko kolejnymi usługodawcami, najemnymi pracownikami kapitalistów. Na miejscu wydają się porównania księży chrześcijańskich i rzemieślników: jedni sprzedają stoły i krzesła, inni – błogosławieństwa, odpusty i życie wieczne. To, co w czasach przed-nowoczesnych uchodziło za herezję w nowym świecie kapitalistycznym stało się normą. Załamanie się autorytetów pogłębia kryzys wartości, ponieważ to realny, namacalny autorytet jest najbardziej dosłowną manifestacją systemu etycznego. Można nie znać traktatów filozoficznych i pism naukowych, a całą wiedzę etyczną czerpać z cotygodniowych kazań. To działa tak długo, jak osoba wygłaszająca te pouczenia pełni funkcje autorytetu, czyli tak długo, jak jej słowa są słuchane i realizowane w ramach konkretnych postaw życiowych.

Zjawiskiem społecznym, które dzieje się w tle tych przemian jest obecność utopii socjalistycznej, trwale wpisana w wiek dziewiętnasty i dwudziesty. Utopia ta pełni dwojaką rolę. Z jednej strony pogłębiała kryzys, dystansując się zarówno od czasów minionych (feudalizmu), jak i krytykując obecne porządki (kapitalizm). Wprowadza zatem dodatkowy zamęt w strefie ideowej. Była jednak także obietnicą rozwiązania problemów, które trawią współczesny świat, przezwyciężenia kryzysu wartości, powołania nowego świata, wolnego od zmienności i poczucia zagrożenia. Wpływ socjalizmu oraz innych przemian wewnątrz logiki kapitalizmu opiszemy szerzej w części dotyczącej przejścia do epoki ponowoczesnej.

Śmierć Boga

Równolegle do procesów ekonomicznych zachodzą te bardziej subtelne i trudniej uchwytne. Zmiany o charakterze metafizycznym, jakie przyniosła ze sobą nowoczesność, dotyczą przede wszystkim Boga, rozumianego jako byt absolutny, który zarazem przekracza świat, daje jemu początek, podstawy, jak i ostateczny cel. Tak rozumiany Bóg umiera wraz z nastaniem przemian modernistycznych. Co to oznacza? Najpierw należy zrozumieć, co obecność Boga gwarantowała w czasach sprzed nastania nowoczesności.

Bóg religii monoteistycznych został utożsamiony z bytem absolutnym myśli filozoficznej. Ta nowa konstrukcja ideowa ma kilka cech charakterystycznych. Po pierwsze taki Bóg transcenduje świat zjawisk zmysłowych. Znajduje się ponad lub poza światem, choć należy to rozumieć jedynie metaforycznie. Pierwszeństwo Boga można wyróżnić jedynie dzięki logicznej analizie umysłowej. Po drugie tak rozumiany Bóg jest źródłem całego świata, jego podstawą i fundamentem. To na jego autorytecie opiera się system etyczny: jasny, absolutny, odporny na zmiany i kryzysy. Absolutny Bóg gwarantuje istnienie absolutnych wartości, Platońskiej triady dobra, prawdy i piękna. Po trzecie Bóg jest także ostatecznym celem rzeczywistości, niczym Pierwszy Poruszyciel z myśli Arystotelesa pociąga cały świat ku sobie. W takim systemie, typowym dla feudalizmu, wartości etyczne nie podlegają kryzysowi, ich gwarantem jest Bóg. Później następuje nowoczesność.

Friedrich Nietzsche wielokrotnie wracał do tematu śmierci Boga, przypisując mu różne znaczenia. Bez wątpienia był to fakt doniosły, lecz jego konsekwencje pozostawały niejasne. Śmierć Boga można rozumieć jako szerszy proces „zmierzchu bożyszcz” – intronizacji i upadania kolejnych wielkich idei religijnych, społecznych i naukowych. To szansa na pojawienie się nadczłowieka, istoty wolnej od boskich praw i wyroków. Wreszcie jest to dowód na postępowanie procesu nihilistycznego, w ramach którego wszystkie wartości ulegają od-wartościowaniu. Ważne jest, że po śmierci Boga przestaje on być fundamentem systemu wartości. To zjawisko o charakterze kulturowym: ludzie, podejmując decyzje, korzystają z innych, nie-religijnych motywacji. Tak o tym procesie nowoczesnym pisze Zygmunt Bauman:

„Rozwojowi nowych nieznanych wcześniej możliwości stworzonej przez człowieka techniki towarzyszyła rosnąca bezsilność mechanizmów, za pomocą których człowiek przez wieki powściągał i ograniczał swoją władzę nad naturą i innymi ludźmi – zjawisko to znane jest jako odczarowanie świata lub, mówiąc słowami Nietzschego, ‚śmierć Boga’.” [2]

Czym jest odczarowanie świata? To proces zastępowania starych narracji – mitologicznych, religijnych i baśniowych – nową, naukową wykładnią. Nowa dziejowa siła, rozum, zajmuje w nowoczesności miejsce religijnego autorytetu. Wyjaśnienia świata opierają się na opisach naukowych, odnoszą do praw fizyki, procesów biologicznych, prawidłowości matematycznych. To właśnie jest świat odczarowany. Co się dzieje w świecie wartości? Gwałtownie traci on swoje znaczenie, z uwagi na to, że pozycja naukowa jest z założenia neutralna. Nie stawia jednoznacznych sądów moralnych, unika wartościowania. Liczy się to, jaki świat jest, a nie to, jaki powinien być. W słynnej metaforze Immanuel Kant opisuje Oświecenie jako „wyjście człowieka z niepełnoletności, w którą popadł z własnej winy” [3]. Odczarowanie rzeczywistości zatem sprawia, że wszystkie stare wartości znajdują się w stanie ciągłego kryzysu.

Płynna nowoczesność

Możemy metaforycznie powiedzieć, że pierwsza faza nowoczesności była w jakimś sensie „stała”. Był to proces o charakterze liniowego wzrostu, w którym każde działanie ludzkie przybliżało realizację ostatecznego celu. Pula problemów do rozwiązania była charakteryzowana jako przeliczalna, możliwa do całkowitego wyeliminowania dzięki wysiłkowi rozumu. Innymi słowy działalność modernizacyjna była podejmowana po to, aby w pewnym etapie stanąć w miejscu, dokończyć modernizację. Inaczej to ujmując: ludzie trudzą się dzisiaj, aby w przyszłości już nie musieli się trudzić. Celem był świat w pełni zmodernizowany, cechujący się bezpieczeństwem, stabilnością i obfitością dóbr. Natura miała zostać ostatecznie podporządkowana człowiekowi dzięki potędze technologii. Takie idee charakteryzowały stałą, pierwszą formę nowoczesności. Na pewnym etapie została ona jednak zastąpiona formą uaktualnioną, płynną. Ta forma, według Zygmunta Baumana, trwa do dnia dzisiejszego.

Jest ona niejako przeciwieństwem, a może dopełnieniem formy pierwotnej. Przeciwna wydaje się jej charakterystyka: cel ostateczny zniknął z horyzontu ludzkiej myśli, wszelkie działania stają się ciągłe, niekończące się, aktualizowane i odnawialne. Wiąże się to z przemianą pojęcia utopii oraz pewnym upadkiem marzeń socjalistycznych, które od początku towarzyszyły rozwojowi kapitalizmu. To właśnie socjalizm miał być spełnieniem dziejów, czasem spokoju i stabilności. Celem, do którego z historycznej konieczności dążyła cała ludzka cywilizacja. Wzburzone wody kapitalizmu miały doprowadzić ludzkość do utopii socjalistycznej, w postaci industrialnego komunizmu (Marks) albo powrotu do natury i świata przedindustrialnego (Saint-Simon). Co się zmieniło w myśleniu utopijnym? Zygmunt Bauman tak opisuje to przejście:

„Coś się w myśleniu utopijnym wraz z XX wiekiem istotnie skończyło (przynajmniej na to w tej chwili wygląda): znikła w obrazie u-topii wizja ‘toposu’ – miejsca dobrze, bo ku ludzkiemu zadowoleniu, urządzonego i wyposażonego w to wszystko, co dla człowieczeństwa człowieka niezbędne.” [4]

Innymi słowy: utopia nie jest już miejscem, obiektem ludzkiego pożądania, które kiedyś zagości na ziemi. Ponowoczesna strategia utopijna szuka jej tu i teraz, dzięki lepszemu zarządzaniu jednostkowym życiem. Wizja utopijna została sprywatyzowana i ograniczona do konsumpcji towarów. Bo każda reklama, każdy nowy produkt obiecuje dostarczenie mikro-utopii, ograniczonego, ale natychmiastowego szczęścia. Związane jest to z przemianami wewnątrz samego systemu kapitalistycznego.

Kapitalizm późnej fazy stawia raczej na kreację nowych pragnień niż na dostarczanie towarów, które zaspokajają podstawowe potrzeby ludzi. Dzieło kreacji pragnień jest nieskończone i nigdy się niekończące, pozbawione limitu czasowego. Chodzi o to, aby pragnienia tworzyć, zaspokajać, ale także stale utrzymywać w stanie niezaspokojenia. Ideałem takiego systemu jest produkt, który daje chwilową, mocną satysfakcję, by w mgnieniu oka się zdezaktualizować i zestarzeć. Sam współczesny system oceny kondycji gospodarki danego kraju – przedstawiany jako wzrost PKB – sugeruje, że proces jest nieskończony. Nie istnieje jakiś pułap „optymalnego PKB”, który należałoby osiągnąć, aby poczuć się spełnionym i zająć się konserwacją systemu. PKB ma rosnąć. Każde załamanie, każdy kryzys ekonomiczny, jest jedynie szansą na jeszcze szybsze i bardziej spektakularne obicie.

Co dzieje się z wartościami w tym ponowoczesnym świecie? Naturalnie znajdują się w stanie głębokiego i ciągłego kryzysu. Przeminięcie starych wartości, które nastąpiło wraz z nastaniem nowoczesności, można było uważać za chwilową niedogodność. Stary świat co prawda przeminął, ale wkrótce na ziemi miało zagościć nowe, wspaniałe królestwo rozumu. To królestwo miało być trwałe i stabilne, bo wyposażone w racjonalne, dobrze zaprojektowane podstawy. Wraz z wejściem cywilizacji w epokę ponowoczesną kryzys wartości wydaje się permanentny. Zniknęły fundamenty, lecz trudno oczekiwać, że pojawią się jakieś nowe, stabilniejsze. Należy raczej nauczyć się żyć w świecie, w którym wartości są płynne, kodeksy relatywne, a odpowiedzialność ciągła, nieusuwalna i przytłaczająca.

Koniec wielkich narracji

W poprzednich akapitach zasugerowane zostały różnice między nowoczesnością w formie „stałej” oraz „płynnej”. Teraz zajmiemy się przedstawieniem tego, jak ponowoczesność dopełnia swoją poprzedniczkę. W Kondycji ponowoczesnej Jean-Francois Lyotard charakteryzuje[5] nową epoką jako hiper-nowoczesność, prawdziwe dopełnienie projektu Oświeceniowego. Wydaje się, że sama nowoczesność nie była dość nowoczesna. Dlaczego?

Proces odczarowania świata miał polegać na zastąpieniu starych mitologicznych narracji nowym naukowym i zracjonalizowanym opisem świata. Wydaje się jednak, że roszcząc sobie prawo do bycia wyróżnionym systemem odniesień sama nauka stała się kolejną, wielką narracją, analogiczną strukturalnie – ale nie treściowo – do poprzednich narracji mitologicznych i religijnych. Lyotard mówi nam, że dopiero kiedy uświadomimy sobie ten proces (nieuprawnione roszczenie nauki), a następnie pozbawimy naukę jej nadrzędnej roli społecznej, to staniemy się ludźmi prawdziwie nowoczesnymi. Opisując to językiem Friedricha Nietzschego: Bóg co prawda umarł, ale jego miejsce, jego tron, nadal istnieje. Kolejne idee próbują zająć to zaszczytne miejsce, by ustąpić pod ciosami rozpędzonego aparatu krytycznego rozumu. To trwający proces. Wreszcie rozum atakuje samego siebie, co kończy się w jedyny możliwy sposób: metafizyczną pustką, a więc także nihilizmem w sferze wartości. Nihilizm wieńczy proces odczarowania i od-wartościowania świata. Ten impas może przełamać jedynie pojawienie się nadczłowieka, ale wydaje się, że jest to raczej figura postulowana przez Nietzschego na potrzeby teorii niż byt, w który pewnego dnia przekształci się współczesny człowiek.

W tym nowym ponowoczesnym świecie panuje inny krajobraz metafizyczny. Struktura poprzednich epok była pionowa. U jej fundamentów znajdowała się naczelna idea: Bóg, nauka, społeczeństwo, państwo, Prawa Człowieka. Wszystkie pozostałe idee były podległe, zależne od tego twardego centrum. Nowy świat ma strukturę horyzontalną, przypomina kłącze, o jakim pisze Gilles Deleuze. To świat wielu równoległych ośrodków sensu, wielu pomniejszych ważnych punktów. Analogicznie możemy sobie wyobrazić system wartości. W późnej nowoczesności nie możemy wyróżnić jednego uniwersalnego kodeksu postępowania. Zamiast niego otrzymujemy różne oferty, w których możemy dowolnie przebierać. Niczym w markecie z ideami mamy do wyboru etykę chrześcijańską, fundamentalizm islamski, inspirowany myślą wschodu ruch New Age, hedonizm, konsumpcjonizm, utylitaryzm, nihilizm i wiele innych, pomniejszych systemów.

Dla osób o przekonaniach tradycyjnych będzie to sytuacja kryzysu. Świat nie oferuje czytelnych znaków, punktów nawigacyjnych, gotowych interpretacji. Dla tych, którzy zdołają się przyzwyczaić do nowego porządku – czy raczej: nowego braku porządku – to może być okazja do ciągłej, niekończącej się przygody, zmiany i rozwoju. Tak rozumiany kryzys wartości wcale nie jest kryzysem, ale szansą na wyczekiwane wyzwolenie. Przytaczając słowa Zygmunta Baumana, dotyczące kultury w warunkach płynnej nowoczesności:

„Elita kultury żyje i ma się znakomicie, jest dziś bardziej czynna i gorliwa niż kiedykolwiek dotąd – ale nazbyt przejęta śledzeniem wszelkich przebojów i innych głośnych zdarzeń z kulturą związanych, by znaleźć czas na układanie kanonów wiary i nawracanie. Oprócz zasady ‚nie kręć nosem, nie przebieraj’ i ‚konsumuj więcej’ nie ma ona nic do przekazania tłumowi jednorożców u spodu kulturalnej hierarchii.” [6]

Tezy te odnoszą się do konsumpcji dóbr kultury, ale z powodzeniem można je odnieść do systemów wartości. W świecie ponowoczesnym nie ma już czasu na nawracanie i układanie kanonów wiary. Odciąga od tego zawrotne tempo życia. Kryzys wartości polega na ich nietrwałości, na niekonsekwencji w postępowaniu ludzi. Możemy dzisiaj wspierać produkty fair-trade, walczyć o środowisko i kapitalizm z ludzką twarzą, a jutro w pośpiechu zamówić obiad w jednej z wielkich sieci fastfoodowych, przekazując kapitał międzynarodowym korporacjom.

Wartości absolutne zatraciły swój sens w świecie ponowoczesnym. Przyczyn tego zjawiska można szukać w dominacji kapitalizmu na arenie ekonomicznej oraz w takich zjawiskach, jak śmierć Boga, rozumiana jako proces racjonalizacji i odczarowania świata. Wydaje się, że jeśli jest coś stałego w płynnej nowoczesności, to zmiana jako taka. Byłby to osobliwy ukłon w stronę myśli Heraklita z Efezu, czyli świata wiecznej zmiany, wiecznego stawania się.

W późnej nowoczesności rozum traci naczelne miejsce, upadają ostatnie wielkie narracje, a etyka staje się niekończącą się czynnością, polegającą na wybieraniu przypadkowych rozwiązań z rozległej puli ofert. Nowoczesny kryzys wartości absolutnych zakończy się ich upadkiem i ostatecznym kresem. W świecie ponowoczesnym każda wartość jest arbitralna, co ostatecznie kończy się tym, że żadna nie jest wyróżniona.

Przypisy

[1] Karol Marks, Fryderyk Engels, Manifest komunistyczny, [w:] Karol Marks, Friedrich Engels, Dzieła wybrane, Książka i Wiedza, Warszawa 1981, s. 346.
[2] Zygmunt Bauman, Nowoczesność i Zagłada, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2009, s. 442.
[3] Immanuel Kant, Beantwortung der Frage: Was ist Aufklärung, Berlinische Monatsschrift 1784, s. 481-494.
[4] Zygmunt Bauman, Socjalizm. Utopia w działaniu, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2010, s. 165.
[5] J.-F. Lyotard, Kondycja ponowoczesna, tłum. M. Kowalska i J. Migasiński, Warszawa 1997
[6] Zygmunt Bauman, Kultura w płynnej nowoczesności, Narodowy Instytut Audiowizualny, Warszawa 2011, s. 18.

About Adam Jank

Studiował robotykę i matematykę, teraz siedzi w filozofii. Ceni platonizm, fantastykę i transhumanizm. Poza tym sprzedaje rzeczy w Cafe Księgarni Vademecum w Gdyni.