Kategorie
Esej Filozofia

Czy historyk filozofii może mieć własne zdanie?

Na początku zacytuję treść wiadomości będącej zarazem zadaniem dla nas, studentów pierwszego roku magisterskich studiów uzupełniających filozofii, która to bezpośrednio zainspirowała mnie do skompilowania niniejszego eseju. Jest on bowiem zbiorem kilku mniejszych wypowiedzi.

Ponad sto lat temu Max Weber w eseju „Der Sinn der <<Wertfreiheit>> der soziologischen und der ökonomischen Wissenschafter” (1917) sformułował w odniesieniu do nauk społecznych postulat nauki wolnej od wartości (Wertfreiheit), który szybko rozszerzony został na nauki humanistyczne i jest obecnie powszechnie w nauce akceptowany. Wolność od wartościowań w nauce nie oznacza jednak eliminacji ocen z metanauki. W odniesieniu do humanistyki najtrafniej w moim przekonaniu ideę nauki wolnej od wartości zrekonstruował Jerzy Kmita w artykule „Norma metodologicznego neutralizmu aksjologicznego” z 1975 roku:

<<[…] (1) wydawanie ocen nie jest ani niezbędne, ani niedopuszczalne – wśród naukowych twierdzeń humanistycznych mogą, choć nie muszą, występować oceny, (2) oceny należy poddawać kontroli wyłącznie ze względu na to, co komunikują w trybie opisowym, (3) aksjologiczna trafność oceny – ze względu na jakikolwiek wartościujący porządek – nie powinna mieć żadnego wpływu na jej naukową akceptację lub odrzucenie.>>

Józef Tarnowski, Neutralność aksjonormatywna

Nie będę przekopiowywać dalszej treści wiadomości. Meritum zadania, mojej odpowiedzi i dalszej części tego tekstu jest kwestia normy neutralności aksjonormatywnej. Czymże jednak ona jest?

Czym jest norma neutralności aksjonormatywnej?

To pytanie można podzielić na dwie części: 1) czym jest aksjonormatywnosć? oraz 2) czym jest norma neutralności aksjonormatywnej? Myślę, że pojęcie neutralności jest na tyle powszechnie znane, że nie trzeba go tutaj tłumaczyć, a jest wykorzystywane w jak najbardziej potocznym znaczeniu.

Aksjonormatywność można zdefiniować jako zbiór wartości i przekonań wartościujących, o których podmiot orzekający jest przekonany, że powinny być powszechnie obowiązujące. Normą neutralności aksjonormatywnej w takim wypadku można zdefiniować jako powstrzymywanie własnych przekonań aksjonormatywnych w sytuacjach, w których trzeba dokonywać sądów wartościujących.

Niech przykładem obrazującym oba pojęcia będzie monsieur Brie de Camembert, sławny francuski znawca serów. Monsieur Brie de Camembert jest głęboko przekonany o tym, że sery z zewnętrznym przerostem pleśni są najlepsze i prowadzi bloga o tym, gdzie przekonuje o tym ludzi. Monsieur jest również renomowanym krytykiem serów pleśniowych i co roku bierze udział w fikcyjnym konkursie serów. Jako krytyk serów pamięta o zasadzie neutralności aksjonormatywnej i nie przemyca własnych przekonań co do wartości ocenianych serów. Pamięta również, że mówi o wartościach, toteż operuje językiem wartości i nie udaje, że tylko opisuje.

W jaki sposób łamie się normę neutralności aksjonormatywnej?

Ta część niniejszego eseju jest przeróbką odpowiedzi na pytanie:

Proszę się odnieść do rozważań kolegi oraz napisać podobny esej o nierespektowaniu normy neutralności aksjonormatywnej w jakimś innym paradygmacie filozoficznym.

W pewnym sensie sam paradygmat nierespektuje normy neutralności aksjonormatywnej, bowiem założenia paradygmatu już są normatywne.

Kolega ze studiów pisał jednak o antropologii filozoficznej i ja również chciałbym napisać o dziedzinie filozofii. Tą dziedziną jest historia filozofii. Wybieram historię filozofii, bo chyba w żadnej innej dziedzinie pogwałcenie normy neutralności aksjonormatywnej nie jest takie szkodliwe i niebezpieczne. Co więcej, nie jest aż takie nagminne.

Brak poszanowania dla normy neutralności aksjonormatywnej objawia się zarówno w procesie doboru omawianych filozofów, jak i ich uszeregowania. W praktyce historycznej zwykło się jako wielkich filozofów starożytnych przedstawiać Sokratesa, Platona i Arystotelesa. Już w tym momencie po cichu przemyca się tezę, że są oni bardziej wartościowi od Leucypa, Demokryta i Epikura, którzy wszak mieli nie mniejszy wpływ na ówczesną filozofię. Podobnym pogwałceniem jest również podział na sokratyków większych i mniejszych, gdzie „większym” jest tylko Platon, a „mniejszymi” – cała reszta słuchaczy Sokratesa. Takie podejście do historii filozofii starożytnej, zwłaszcza na kursie historii filozofii na studiach filozoficznych, jest wyjątkowo brutalnym naruszeniem normy neutralności aksjonormatywnej.

Ponadto, w stosunku do wielu filozofów stosuje się jawnie aksjologicznie nacechowane określenia jak „wielki”, „genialny” czy „ważny”. Są one tylko ornamentami mającymi nakierować czytelnika na wybrany przez autora odbiór. Same nie niosą za sobą żadnej treści i są poznawczo nieistotne. Studenci filozofii – chociaż nie tylko – są tłuczeni po głowach powiedzeniami wyrwanymi wprost z Ferdydurke, że Kant / Kartezjusz / Tomasz / Arystoteles / Marks wielkim filozofem był. Często się zdarza, że jakakolwiek próba polemiki z takim stwierdzeniem – ba, nawet spytanie się „dlaczego” – spotyka się z agresją ze strony prowadzącego kurs historii filozofii

Literatura historyczno-filozoficzna również nie jest wolna od łamania normy neutralności aksjonormatywnej. Kwestia autorów poddających się własnym biasom w trakcie pisania historii filozofii jest jeszcze bardziej wątpliwa moralnie niż kwestia prowadzących kursy historii filozofii. Treści zapisane na papierze zachowują się i replikują wśród niewytrenowanej filozoficznie gawiedzi i zatruwają ich młode umysły. By podać przykład takiego naruszenia, podam dwie książki z serii Myśli i ludzie, które w założeniu mają być skrótowymi przedstawieniami poglądów danego filozofa.

Pierwsza z nich pochodzi jeszcze z czasów głębokiego PRL-u. Jest to książka o Tomaszu Morusie. Nie pamiętam nazwiska autorki, jednakże sama treść pozostawiała wiele do życzenia w kwestii zachowania normy neutralności aksjonormatywnej. Częstokroć pojawiają się wstawki o „staniu po niewłaściwej stronie walki klas”. Można jednakże przymknąć oko na książkę napisaną w słusznie minionym okresie. To co jednak wydarzyło się z w książce napisanej już w naszym tysiącleciu woła o pomstę do nieba.

Gadamer w wydaniu Andrzeja Przyłębskiego

Andrzej Przyłębski napisał książkę pt. Gadamer wydaną również w serii Myśli i ludzie. Narracja przeprowadzona przez Przyłębskiego jest mniej więcej taka: „Gadamer jest najlepszy i ma racje, wszyscy, którzy nie myślą jak on, mylą się”. Nie jest to nawet subtelna i ukryta narracja, tylko dyskurs wprost narzucający się czytelnikowi w twarz. 

Książka jest obarczona poważnym problemem – autor jest wybitnie stronniczy i prezentuje nienaukową postawę. Relacjonując spory z innymi filozofami pisze, że krytyka już to w ogóle nie dotyczyła myśli Gadamera, już to zupełnie chybiła celu. Opracowanie to nie jest rzetelnym źródłem wiedzy na temat filozofii Gadamera, a jedynie długim kazaniem o tym, jakim wspaniałym filozofem był Gadamer i jak wielką filozofią jest hermeneutyka. Autor wielokrotnie stawia tezy nie popierając ich w żaden sposób.

Przykładem niech będzie konstatacja autora, że Richard Rorty ogłosił zwrot hermeneutyczny w filozofii. To nieprawda. I jest to nawet przedstawione w książce, do której autor się odnosi, mianowicie w tekście eseju Filozofia a zwierciadło natury. Rorty pisze jedynie o zastąpieniu epistemologii hermeneutyką w filozofii jako praktyce kulturowej. Nie głosi, jak twierdzi autor, mocnej tezy, że paradygmatem współczesnej filozofii jest hermeneutyka. Twierdzi jedynie, że w pewnym specyficznym sposobie filozofowania hermeneutyka zastępuje epistemologię rozumianą jako poszukiwanie fundamentu wiedzy.

Wątpliwości też wzbudzają inne tezy autora, które nijak mają się do rzeczywistości – o tym między innymi, że hermeneutyka jest filozofią pierwszą. Nie mówi już (jak Gadamer) o hermeneutyce jako filozofii pierwszej – w sensie, że od hermeneutyki zaczyna się ten jeden specyficzny sposób uprawiania filozofii, tylko konstruuje ogólną tezę, że hermeneutyka zawsze jest pierwszą filozofią. Tak jednak nie jest.

Kant i Fichte w wydaniu Marka Siemka

Czas przyjrzeć się Idei transcendentalizmu u Fichtego i Kanta Marka Siemka. Mam problem z tą książką, ponieważ przede wszystkim nie zgadzam się z tezami w niej przedstawionymi, co może zakłócić moją ocenę. Niemniej książka sama pozostawia wiele do życzenia.

Autor brzmi bardziej jak ksiądz na kazaniu, który wykłada jedyną objawioną prawdę na temat filozofii Kanta i Fichtego. Osoby zaznajomione z Kantem wiedzą, że kwestia interpretacji jego filozofii nie jest tak jednoznaczna, jak chcieliby jego interpretatorzy. Niemniej autorowi nie przeszkadza to w wykładaniu najpierw własnej interpretacji Kanta jako prawdy objawionej, a potem w podobny sposób uznanie filozofii Fichtego jako jedynej prawdziwej kontynuacji.

Niech przykładem będzie cytat:

Inaczej mówiąc, nie jest to – tak jak myślenie „krytyczne” w dawnym czy to sceptyckim, czy to kartezjańskim sensie – jedynie wyraz otwartej postawy „antydogmatycznej”, a więc tylko pewna czysto operacyjna dyrektywa dla poznającego rozumu, całkowicie zewnętrzna i uboczna względem jego właściwej aktywności teoretycznej. Kantowska krytyka, przeciwnie, jest refleksją bezpośrednio teoriotwórczą, jest pracą rzeczywistego filozofowania w jak najściślejszym sensie merytorycznym.

M. Siemek, Idea transcendentalizmu u Fichtego i Kanta, Warszawa 1977, s. 46-47.

Trudno stwierdzić jakiej dziedziny dotyczy powyższy cytat (kandydaci to historia filozofii, epistemologia i metafilozofia), jednakże niezależnie od dziedziny zaangażowanie aksjonormatywne Marka Siemka jest rażące. Milcząco zakłada, że tylko „refleksja bezpośrednio teoriotwórcza” jest „rzeczywistym filozofowaniem”, a co za tym idzie, tylko taka filozofia jest wartościowa. W taki sposób Siemek wyklucza szeroki wachlarz dziedzin: począwszy od krytyki filozoficznej rozumianej jako krytyczna analiza tekstów filozoficznych. 

Autor w tekście nie jest zatem neutralnym interpretatorem przedstawiający zainteresowanemu czytelnikowi tytułowa „idea transcendentalizmu”. Zdecydowanie częściej wychodzi jako doktryner besztający wcześniejszych interpretatorów – Reinholda, Majmonidesa, Becka czy Jacobiego – i interpretatorów późniejszych, czyli właściwie cały nurt neokantowski.

Tutaj jakieś podsumowanie

Artykuł jest kompilacją kilku moich mniejszych tekstów, które powstały na przestrzeni ostatniego roku. Zadanie o normie neutralności aksjonormatywnej napisałem w maju bieżącego, 2020, roku. Fragment o Gadamerze w wydaniu Andrzeja Przyłębskiego powstał pod koniec maja w roku 2019 i tutaj został nieco rozszerzony. Fragment o książce Idea transcendentalizmu… powstał na koniec maja bieżącego roku i również został poszerzony i nieco zmodyfikowany na potrzeby tego tekstu.

W pewnym sensie jest to zebranie i werbalizacja moich argumentów i zarzutów pod adresem historyków filozofii, od których oczekuje się zachowania normy neutralności aksjonormatywnej, gdyż przykładów pogwałcenia tej normy mógłbym podać znacznie więcej.

Jeżeli wy, szanowni czytelnicy, zechcecie poznać więcej przykładów łamania normy neutralności aksjonormatywnej bądź chcielibyście dowiedzieć się więcej na temat samej normy, to bardzo proszę o zasygnalizowanie tego w komentarzach. I jeszcze odpowiadając na pytanie z tytułu:

A może, jak najbardziej, jeszcze jak, ale z zachowaniem normy neutralności aksjonormatywnej.

Autor