Kategorie
Aforyzm Filozofia

Czas pozbawiony punktu odniesienia

Prezentujemy trzeci – i na razie ostatni – wybór aforyzmów Miłosza Wieczora. Zakończenie jakby bardziej ponure, z akcentem na absurdalność ludzkiego życia. Może czuć już w powietrzu zapach zapadającego zmierzchu?

Poza tym, jak zwykle, zachęcamy też do zapoznania się z dwoma poprzednimi wyborami, a to kolejno: Kondycja zachodniego człowieka oraz Nawet w nieobecności wolnej woli.

1. Pojąć w życiu polirytmię oscylacji, tych cichych drgań pomiędzy urzeczywistnianą wciąż od nowa formą a obsesyjnie powtarzaną treścią czterech literek DNA, to jak życie samo złapać za nogi.

2. My, którzy zawsze wiedzieliśmy zbyt wiele, by nawet myśleć o niewinności? [2015: Jak to się ma do nieudolnych, bo świadomych, poszukiwań usprawiedliwienia dla naszej nieudolności w jej poszukiwaniu?]

3. To zawsze wymaga pewnej głupoty – wciąż o czymś mówić. Gdy zrozumiemy świat, pojmiemy, że nie mamy mu nic do powiedzenia: świat jest tautologią.

4. Trywialny dowód nie-wprost własnego nieistnienia: weź swoje życie i wykaż, że jest absurdem.

5. Problematyka skali: czas (interwał czasowy) pozbawiony punktu odniesienia. Można mówić w ogóle albo o wieczności, albo o tymczasowości, albo o niebycie – przy czym dwa ostatnie są sobie w praktyce nieskończenie bliskie. [2015: Mogłem napisać, że dwa pierwsze również, 2017: z punktu widzenia topologii dowolne dwie chwile są ze sobą homeomorficzne.]

6. Nie potrzeba bogów i mitologii, żeby odnaleźć potępienie w chwili swoich narodzin. Błogosławiony, kto ostatecznie wybaczył sobie fakt własnego istnienia.

7. Dbajmy o swe najgłębsze demony: być może to największe i najpiękniejsze w nas rzeczy, które jednak źle żyją na słońcu i przepaści dusz potrzebują, by na dobre się zagnieździć.

8. Myśl rodem z algebry liniowej: obok siebie postawić dowolny martwy, niezmienny obiekt – miasto dzieciństwa? ulubioną grę? – i obserwować, jak ewoluuje jego obraz w naszych oczach; w tej historii zobaczymy odwrotność trajektorii naszej własnej ewolucji.

9. Eksperyment myślowy na dziś – utożsamić Boga z niebytem. Kto wie, jaki pogląd na świat mógłby z tego wyrosnąć po kilku pokoleniach „nowych” teologów?

10. Horror odkrycia, że już tuż pod skórą jesteśmy sami. To cała potworność ciała, tyrania cielesności.

11. Gdy dopada nas świadomość absurdu, pojmujemy dopiero, ile kłamstw kosztuje kompromis z życiem, z normalnością.

12. Martwy czy żywy? Nie przemawia do mnie pomysł, że powinno to nam robić wielką różnicę.

13. Osiągnąć stan najbardziej predysponujący do uprawiania literatury – nic już więcej nie chcieć mówić.

14. Pielęgnować fizyczne cierpienie – choćby biegając. To jedna z niewielu dróg, przez które możemy do pewnego stopnia poznać, przyswoić sobie pojęcie absurdu, zrozumieć coś tak bezsensownego jak bezsens.

15. Gdy ktoś mówi: moje przekonania mi na to nie pozwalają – bądź pewien, że nie poświęcił sprawie ani jednej zdrowej myśli. Ale też współczuj: jest tak przerażony, że zrzuca decyzję na zewnętrzną instancję.

16. Żyjemy dla jakiegokolwiek zbawienia. Szukamy go u wszystkich, którzy je oferują i ignorujemy tych, którzy cierpliwie objaśniają, że to syreni śpiew.

17. Bóg monoteizmu suprymuje i psuje głębię duchowości. Może właśnie dlatego był konieczny na wczesnych etapach cywilizacji?

18. Dlaczego by o człowieku nie myśleć jak o klepsydrze (poza tym jednym powodem, że to durna metafora)? Mojryczna przędza, piasek naszej własnej jałowości; jak nazwać substancję, która się przez nas przeciąga?

19. Teoria chaosu wśród jednostek. Od większości jesteśmy daleko przez całe życie, tak że równowagowy dystans odczuwamy jako naturalny, ale kto jest blisko, tego mikroskopijne bodźce – te inne niż u nas – zupełnie niedługo odepchną w stronę tych odległych. Choć może porównanie jest nie na miejscu? Sputniki nie osiągają równowagi termicznej (Murakami).

20. Problem naszej nieświadomej roszczeniowości. Dlaczego ten czy inny zakłada, że pojęciom „człowiek”, „kobiecość”, „wola” odpowiada coś rzeczywistego? Że coś poza nami „musi być”? Że świat, nawet ten nasz ludzki, ma sensowną strukturę, którą ktoś zaprojektował? Przyczynek do odpowiedzi: (1) wpływ Platona; (2) pragnienie soumission, poddania; (3) „tajemnica świadomości” jako red herring, złudna przesłanka dla istnienia wyższej Tajemnicy.

21. Dotknąć siebie tak, żeby poczuć w sobie zarówno Dotykającego, jak i Dotkniętego.

22. My nihiliści jako skromni czciciele nieskromnych abstrakcji – uznajemy prymat Samotności jako siły, od której można uciec, ale która przenika byt od podszewki… więc i tak ucieczka jest ucieczką w objęcia fałszu? Ale co nihilista uznaje za fałsz? Czy nie może zwyczajnie go przedefiniować?

23. Nasze fundamentalne braki – woli, sensu czy Boga – domagają się w nas wysycenia kontemplacją, pewnego czasu spędzonego na czystym napawaniu się doniosłością samego faktu, po odbyciu wyroku, nasyceni, nigdy więcej nie będziemy chcieli stracić na tę sprawę jednej chwili.

Autor

  • Miłosz Wieczór (ur. 1991) - Nihilistyczny scjentysta z programem pozytywnym. Od czasu lektury Prousta uważa, że życie "jest spoko", o co zresztą nieustannie kłóci się sam ze sobą. Aktualnie mieszka i pracuje w Barcelonie, gdzie poza modelowaniem układów biologicznych uczy się odróżniać kastylijski od katalońskiego.