Kategorie
Filozofia Opracowanie

Schopenhauer radzi, czyli o sztuce prowadzenia sporów

Historia Radykalnego słonia sięga głębiej w przeszłość niż może to się wydawać typowemu obserwatorowi. Pierwsza odsłona tej inicjatywy nazywała się Filozofia.TV – wbrew rozsądnej interpretacji końcówki domeny publikowaliśmy głównie teksty, nie filmy. Dawno temu złożyłem publiczną deklarację, że te teksty wrócą do sieci, na łamach, które właśnie wypełniam treścią. Tym razem czas na artykuł o Arthurze Schopenhauerze, który odświeżamy dokładnie 21 września 2020 roku, a więc w 160. rocznicę śmierci myśliciela.

Co to za tekst? Oryginalnie opublikowałem go 3 kwietnia 2011 roku – a więc bardzo dawno temu. Objęliśmy patronatem Turniej Debat w Gdyni, sympatyczne wydarzenie, promujące retorykę i debatę publiczną wśród uczniów liceów i techników. Stwierdziłem, że w ramach promocji tego cyklu napiszę tekst o Erystyce Arthura Schopenhauera, małej i słynnej książeczce, która znalazła drugie życie we współczesnym świecie coachingu. Jeśli chodzi o formę i treść, to tekst ma znamiona opracowania, streszczenia, interpretacji i komentarza, czyli jest „wszystkiego po trochu”, jak to się często zdarza w filozofii.

Przyglądam się technikom, które można wykorzystać do odniesienia zwycięstwa w dyskusji. Nie służą one obronie prawdy, przynajmniej nie w sposób bezpośredni. Są raczej narzędziami, bronią, którą użyć można, by skutecznie przeciwstawić się tezom przeciwnika. Omówienie tych chwytów będzie krótkie i zwięzłe – postaram się w możliwe małej liczbie słów oddać sens każdego z forteli. Wpierw jednak nieco kontekstu historycznego.

Autor i dzieło

Arthur Schopenhauer (1788 – 1860) to jeden z najbardziej oryginalnych filozofów niemieckich. Jego myśl stanowi niejako rozwinięcie pracy Immanuela Kanta, na tyle jednak osobliwe, że mówić można o zupełnie nowym systemie, wykraczającym poza klasyczny nurt filozofii europejskiej. Całymi garściami czerpie Schopenhauer z kultury Wschodu, z indyjskich ksiąg wedyjskich; w sam środek swojej konstrukcji teoretycznej wprowadza pojęcie Woli. Zaskakująca jest rola przypisywana owej Woli – nie jest to jakaś ludzka (wolna) wola, chęć wykonania czegoś, a tajemnicza siła, która leży u podstaw naszego wszechświata. Wszystko dzieje się, bo Wola tego chce. Jest żądzą, pragnieniem, niezaspokojonym głodem, który wszystko przenika i wszystko pochłania. Jest też irracjonalna – nie kieruje się żadnym „wielkim projektem” czy „boskim planem”. Jej dążenia bywają sprzeczne, co w nieunikniony sposób rodzi cierpienie, ale też spór, walkę, niezgodę. W ten sposób dość płynnie przechodzimy do tematyki omawianego dzieła. Chcę jednak zaznaczyć, że nie należy ono do centralnego, teoretycznego korpusu tekstów napisanych przez filozofa. Jest pracą poboczną, dodatkową; formą rozluźnienia i – być może przede wszystkim – zakpienia z ludzi.

Wydaje się, że Erystyka, czyli sztuka prowadzenia sporów została w dużej mierze napisana jako pastisz. Schopenhauer chciał wytknąć ludziom ich nikczemność i kłamstwa, pokazać, w jak obłudny sposób prowadzą dyskusje; wykazać, że wcale nie zależy im na prawdzie, lecz na realizacji własnych, partykularnych celów. Kariera, jaką zrobiła ta książka, jak i sposób, w jaki jest obecnie wykorzystywana, najpewniej zaskoczyłyby autora. Przede wszystkim – jest to dzieło, które, jak się zdaje, osiągnęło największą popularność wśród szerszych „mas czytelniczych”. Dyskusje akademickie skupiają się raczej na omawianiu problematyki głównego dzieła Schopenhauera – Świata jako woli i przedstawienia, lecz odbiorca masowy najchętniej sięga właśnie po Erystykę. Warto też zaznaczyć, że w kręgach zajmujących się technikami wywierania wpływu Erystyka to podręcznik o wyróżnionym statusie. Sądzę, że polski internet nie odpowiedział w sposób wystarczający na tę falę popularności, że nadal brakuje tekstów traktujących o „sztuce prowadzenia sporów”. To omówienie i streszczenie ma lukę przynajmniej częściowo wypełnić.

Dialektyka erystyczna

Dzieło zaczyna się krótkim wprowadzeniem, w którym Schopenhauer przytacza płynne znaczenia dwóch słów: logiki i dialektyki. Na potrzeby rozprawy zostają one kolejno zdefiniowane: 1) logika – nauka o prawach myślenia, którą uprawiać można w samotności, 2) dialektyka – sztuka dyskutowania – rodzi się podczas spotkania dwóch osób, jest częścią komunikacji, z którą nieodłącznie wiąże się walka umysłowa.

Dalsze rozważania dotyczą już głównie dialektyki. Nasz filozof zauważa, że gdy w rozmowie pojawią się odmienne stanowiska – co jest rzeczą powszechną – dyskutanci próbują odruchowo zwalczać tezy przeciwnika. Zachowanie racjonalne nakazywałoby wpierw ponowne przemyślenie i zrewidowanie własnych poglądów, to jednak występuje niezwykle rzadko. Wynika stąd jasno, że człowiek chce mieć przede wszystkim rację, nie zaś – prawdę. Dyscyplinę, która ma traktować i opisywać to zachowanie – bezwzględną chęć racji i uznania – nazywa Schopenhauer „dialektyką erystyczną” lub, w wersji ostrzejszej, erystyką. Ma ona mówić o metodach dyskutowania w taki sposób, by zachować pozory racji, przy użyciu wszelkich możliwych środków.

Dlaczego ludzie w ogóle zachowują się w ten sposób? Schopenhauer pisze o naszej wrodzonej złej naturze: próżności, gadatliwości i nieuczciwości. Jest też inne wytłumaczenie – nie zawsze obalenie dowodu obala samo twierdzenie. Może wszak znaleźć się jeszcze inny dowód, o którym na chwilę zapomnieliśmy, ale który w dalszej części dyskusji przeważy o zwycięstwie. Korzystne jest więc obalanie tez przeciwnika w oczekiwaniu na nagły przebłysk i olśnienie. Niedostatki umysłowe są zatem naturalną motywacją do postępowania nieetycznego.

Znaczna część tego rozdziału zawiera analizę twierdzeń Arystotelesa, rozważania, co do rozgraniczenia dialektyki, erystyki i sofistyki. Nie wydaje się konieczne, by je tutaj przytaczać i omawiać. Warto jednak przyjrzeć się propozycji uogólnienia samego dyskutowania.

Każda dyskusja zwiera tezę bądź problem (różne są tylko sformułowania) oraz twierdzenia, które mają posłużyć do ich rozwiązania. Rozchodzi się zawsze o stosunek pojęć do siebie, a w konsekwencji – o właściwe określenie pojęcia. Poszukuje się wtedy: 1) definicji, 2) rodzaju, czyli uogólnienia, pojęcia wyższego rzędu, 3) właściwości, cechy wyróżniającej lub 4) jakiejkolwiek innej cechy, przypadłości. Arystoteles wyróżnia wszystkie reguły tych stosunków; poucza, jak poprawnie je tworzyć i jak odnajdywać błąd w konstrukcjach innego dyskutanta. Każdej takiej zależności nadaje nazwę toposu. Jego traktat Topika jest zbiorem 382 toposów, których przydatność, wedle Schopenhauera, jest mocno wątpliwa. W Erystyce chwyty są zaprezentowane w odmienny sposób.

Wreszcie – pora na rozważania na temat obiektywnej prawdy. Przy stosowaniu erystyki należy ją odsunąć na bok, założyć, że ma się „zawsze rację”, co, oczywiście, jest łatwiejsze, gdy prawda obiektywna faktycznie leży po naszej stronie. Nie jest to jednak wymogiem, a jedynie zrządzeniem losu. To pierwsze i najważniejsze założenie każdego z forteli, którym będziemy się przyglądać. Nie jest erystyka sztuką dowodzenia twierdzeń błędnych czy absurdalnych, a jedynie takich, co do których słuszności nie mamy pewności.

Podstawa wszelkiej dialektyki erystycznej

Są dwa zasadnicze sposoby, w oparciu o które możemy konstruować chwyty erystyczne.

Argumentum ad rem (odwołanie do rzeczy) – wykazanie, że twierdzenie przeciwnika jest niezgodne z ogólnymi i powszechnie uznanymi zasadami, z prawdą obiektywną.

Argumentum ad hominem (odwołanie do człowieka) – udowodnienie, że oponent wygłasza tezę, która stoi w sprzeczności z jedną z jego poprzednich wypowiedzi lub założeniami, na które przystał. Opiera się to na tzw. prawdzie subiektywnej.

Są też dwie drogi, które możemy obrać w dyskusji.

Atak na przyczynę. Albo uznajemy, że błędne są przesłanki, które posłużyły do wygłoszenia tezy naszego oponenta albo zakładamy, że przesłanki są poprawne, ale sam dowód (wnioskowanie) został źle przeprowadzony.

Atak na skutki. Możemy przyjąć tezę przeciwnika, chwilowo uznać ją za słuszną, a następnie połączyć ją z tezą uznaną powszechnie (ad rem) lub inną jego tezą (ad hominem) i wyprowadzić absurdalną konkluzję. Możemy też starać się rozdrobnić tezę przeciwnika, wybrać jakiś jej konkretny przypadek i za jego pomocą przeprowadzić błędny dowód.

Przytoczyliśmy już ogólne założenia i prawa, jakim podlegają wszystkie chwyty. Mając je na sercu, przejść możemy do omówienia poszczególnych przypadków.

Chwyty i fortele

Fortel 1.

Tezę przeciwnika powinniśmy uogólnić, rozszerzyć poza granice, które on sam jej wyznaczył. Własne zaś twierdzenie możliwie zawęzić i uczynić konkretnym. Bowiem im ogólniejsze jest twierdzenie, tym więcej znajdzie się argumentów, by je obalić. Sposobem zaradczym może być dokładne ustalenie pola, wokół którego spór się obraca.

Przykład. Lamarck twierdził, że polipy nie posiadają żadnego czucia, bo nie mają nerwów. Zaobserwowano jednak, że reagują na światło. Wyciągnięto stąd wniosek, że mogą odczuwać określone bodźce całym ciałem, bez osobnego, niejako wydzielonego systemu nerwowego. W odpowiedzi Lamarck stosuje do obrony chwyt erystyczny – uogólnienie: „wobec tego wszystkie cząstki ciała polipów musiałby być zdolne do każdego rodzaju czucia, a także do ruchu, woli i myślenia”.

Fortel 2.

Powinniśmy rozszerzyć wypowiedź przeciwnika o pojęcie dwuznaczne, które brzmi w sposób podobny, lecz ma z nią niewiele wspólnego. Tak zmodyfikowaną wypowiedź następnie szybko obalamy, co ma wywołać wrażenie, że twierdzenie pierwotne również zostało obalone.

Stosujemy przy tym tzw. homonimy, tj. dwa pojęcia, które są określane przez ten sam wyraz („zamek” jako budowla i „zamek” jako mechanizm w drzwiach). Nie należy mylić homonimów z synonimami. Synonimy to np. dwa słowa, które określają to samo pojęcie („tekst” i „artykuł” na oddanie uporządkowanego i spisanego ciągu liter i znaków).

Przykład. Słynny sofizmat.

Każde światło można zgasić

Rozum jest światłem

Rozum można zgasić

Homonimem jest światło – raz użyte w znaczeniu dosłownym, a raz metaforycznie, jako „światło rozumu”.

Fortel 3.

Twierdzenie wygłoszone w celu opisu jednostkowej, relatywnej, pojedynczej sprawy – przypadku, interpretujemy jako twierdzenie ogólne i bezwzględnie obowiązujące.

Przykład. Wypowiedź „mój dom jest szary” możemy potraktować jako „mój dom jest tylko szary”, a następnie dowieść, że w istocie tylko pewne fragmenty jego ścian są szare, drzwi są brązowe, rynna granatowa, a szyby mają kolor trudny do ustalenia, lecz wydają się niebieskawe.

Fortel 4.

Ukrycie faktu wnioskowania. Wybieramy kilka przesłanek naszego dowodu, a następnie w sposób pozornie przypadkowy podrzucamy je przeciwnikowi w trakcie rozmowy. Sprawiamy, by je zaakceptował, jako teoretycznie mało ważne i niezwiązane z tematem sporu. Po tym jak zaakceptuje dostateczną liczbę rozrzuconych przesłanek – wyprowadzamy jeden, spójny dowód, którego nie będzie mógł odeprzeć, nie popadając w sprzeczność ze swoimi poprzednimi wypowiedziami. Jeśli same przesłanki odczytane zostaną jako zbyt oczywiste sugestie, możemy „podrzucać” przesłanki przesłanek, by mocniej zaciemnić grę.

Fortel 5.

Do udowodnienia naszej tezy możemy stosować nawet przesłanki błędne, mając na uwadze logiczną zasadę, że z fałszu może wynikać prawda (uwaga, nie odwrotnie!). Przesłanka może być błędna (w odniesieniu do ogółu), ale nie powinna być sprzeczna z tezą, którą zamierzamy za jej pomocą udowodnić.

Analogicznie możemy obalać błędne twierdzenia przeciwnika za pomocą innych błędnych twierdzeń, w które on sam wierzy.

Przykład. Korzystamy z prawd wiary jakiejś sekty, z którą utożsamia się nasz przeciwnik, do obalenia jego argumentacji. Nie musimy przy tym samemu wierzyć w owe dogmaty, by używać ich do atakowania jego stanowiska.

Fortel 6.

Używamy tezy dowodzonej jako przesłanki dowodu, stosując np. jedną z poniższych technik.

1) Zmieniamy nieznacznie dyskutowane pojęcie: zamiast „honor” mówimy „dobre imię”, 2) Zmieniamy szczegół na ogólnik: zamiast „niepewności medycyny” dowodzimy „niepewności całej ludzkiej wiedzy”, 3) Dowodzimy innej tezy, a następnie postulujemy, że jest ona związana z tezą właściwą, a więc, że ta także została udowodniona.

Fortel 7.

Powinniśmy zadawać przeciwnikowi pytania, by wykorzystać jego odpowiedzi do potwierdzenia własnej tezy. Pytań należy zadać jak najwięcej i nie wszystkie na temat, by ukryć te, na których nam zależy najbardziej. Własną argumentację opieramy o to, co zostało już powiedziane przez oponenta. Wygłaszamy ją szybko – możemy wtedy łatwiej ukryć błędy i niedostatki we wnioskowaniu, szczególnie, gdy przemawiamy przed słuchaczami, którzy nie grzeszą błyskotliwością.

Fortel 8.

Doprowadzamy przeciwnika do złości. Osoba poirytowana ma problemy z właściwym formułowaniem swoich myśli, trudniej jej przeprowadzić logiczną analizę, może także nie uwzględnić własnych korzyści. Jak doprowadzić oponenta do złości? Powinniśmy traktować go w sposób jawnie niesprawiedliwy, szykanować i ogólnie zachowywać się bezczelnie.

Fortel 9.

Stawiać pytania nie w tej kolejności, jakiej wymaga właściwe wnioskowanie. Przeciwnik nie rozumie wtedy, o co dokładnie nam chodzi i nie może w przemyślany sposób przeciwdziałać fortelowi. Możemy też dzięki temu – z uwagi na uzyskane odpowiedzi – przeprowadzić zupełnie inny dowód, nawet sprzeczny z tym, który chcieliśmy przeprowadzić pierwotnie. Ukrywanie własnych intencji jest zawsze korzystne.

Fortel 10.

Jeśli zauważymy, że przeciwnik umyślnie odpowiada negatywnie na wszystkie stawiane przez nas pytania (domyślając się, że chodzi nam o przeprowadzenie dowodu), zadajemy mu przewrotnie pytanie, które będzie w opozycji do naszej tezy. Liczymy w tym wypadku na jego nieuwagę. Warto ponadto zawsze dawać mu do wyboru więcej niż jedno pytanie, by nie wiedział, na którym zależy nam najbardziej.

Fortel 11.

Jeśli stosujemy indukcję (dowodzenie na podstawie wielu, osobnych przypadków) i przeciwnik godzi się na kolejne szczególne przypadki, nie musimy wcale go pytać o zdanie, co do ogółu. Należy je po prostu wygłosić, jako coś oczywistego i dawno już uzgodnionego. Czasem wróg sam stwierdzi, że rzeczywiście na nie przystał, podobnie jak publika. Widownia będzie bowiem pamiętać rozliczne pytania i sądzić, że przecież musiały mieć one jakiś głębszy sens.

Fortel 12.

Jeśli rozprawiamy o ogólnym pojęciu, które należy scharakteryzować poprzez obrazowe porównanie, to wybieramy takie porównanie, które najlepiej będzie pasować do naszego stanowiska. Chodzi głównie o zamienienie słów na takie, które posiadają konkretny pozytywny lub negatywny ładunek emocjonalny. Sposób zmiany zależy już od naszej tezy. I tak możemy powiedzieć:

  • ewangelicy lub kacerze,
  • istniejący porządek – zacofanie,
  • neutralne stanowisko: kult, obrządek religijny, zwolennik: pobożność, moralność, przeciwnik: bigoteria, zabobon, szarlataneria,
  • prewencyjne zatrzymanie – nieludzkie więzienie,
  • potknięcie, flirt – zdrada.

Jest to chyba chwyt stosowany najczęściej, niejako instynktownie. Warto zauważyć, że zwykle osoba zdradza swoje intencje już poprzez sam sposób formułowania pojęć i zdań. Możemy to wykorzystać na naszą korzyść.

Fortel 13.

Jeśli chcemy, by przeciwnik zgodził się na naszą tezę – wypowiadamy ją, a także antytezę, którą przedstawiamy w sposób niezwykle skrajny, wyostrzony i jaskrawy. Rozsądna osoba instynktownie wybierze naszą tezę, gdyż nie będzie po prostu mogła zgodzić się na przeciwną, zarysowaną w takiej formie.

Przykład. Chcemy dowieść oponentowi, że powinien posłuchać ojca. Pytamy go zatem, czy dziecko powinno czasem słuchać rodziców, czy też od razu odrzucać absolutnie wszystko, co oni proponują.

Fortel 14.

Jeden z najbardziej bezczelnych forteli. Bez względu na to, jak wygląda przebieg dyskusji, nagle ją kończymy i triumfalnie oświadczamy, że nasza teza została już udowodniona, że wszystko jest jasne. Jeśli potrafimy dobrze przemawiać, a nasz przeciwnik jest głupi lub nieśmiały, to możemy w ten sposób wygrywać spory, które wydawały się już przegrane. Jest to postępowanie skrajnie bezczelne, lecz doświadczenie dowodzi, iż niejeden spór został w ten sposób rozstrzygnięty.

Fortel 15.

Jeżeli wygłosiliśmy twierdzenie paradoksalne, którego dowód jest trudny i sprawia nam wiele kłopotu, to powinniśmy podrzucić przeciwnikowi byle jakie twierdzenie słuszne tak, jakby miało być częścią dowodu. Jeśli je odrzuci, to z miejsca możemy go zaatakować i wiele zyskać, jeśli zaś potwierdzi, to przyzna, że wygłosiliśmy coś rozsądnego, co powinno polepszyć opinię o naszym stanowisku. W tym drugim przypadku możemy zastosować sztuczkę z fortelu poprzedniego i bezczelnie stwierdzić, że wszystko zostało już udowodnione.

Fortel 16.

Po każdym twierdzeniu wygłoszonym przez przeciwnika, powinniśmy badać, czy nie stoi ono w sprzeczności z tym, co on wcześniej przyznał, na co przystał bądź też, czy nie narusza ono reguł szkoły, religii czy sekty, którą on pochwala. Sprzeczność może być pozorna, ważne, by brzmiała wiarygodnie. Do zwolennika podwyżek uposażenia poselskiego możemy wykrzyknąć „a co się stało z projektem taniego państwa?”.

Fortel 17.

Jest szansa, by uchronić się przed kontrargumentem, który celnie wypowiedział przeciwnik. Powinniśmy w takiej sytuacji dokonać subtelnego, acz odczuwalnego rozróżnienia – jeśli tylko broniona przez nas teza dopuszcza znaczenie podwójne lub inne ujęcie.

Fortel 18.

Gdy tylko zauważymy, że nasz przeciwnik uchwycił dobrą argumentację, że właśnie wygłasza twierdzenia, które nas pogrążą, to nie możemy dopuścić, by wypowiedział je do końca. Musimy jak najszybciej przerwać bieg dyskusji, zaatakować, a najlepiej – zmienić temat i przejść do tez, które postrzegamy jako silne filary własnego stanowiska. Dokonać musimy zatem trudnej sztuki, która zowie się mutatio controversiae – zmiana przedmiotu sporu.

Fortel 19.

Jeśli przeciwnik zażąda od nas, byśmy przedstawili konkretne argumenty, które przeczą pewnemu aspektowi jego twierdzenia, a my nie potrafimy wymyślić niczego trafnego, to musimy przesunąć całą dyskusję w obszar ogólników, następnie zaś szybko wystąpić przeciwko nim. Powinniśmy dowieść, dlaczego nie należy ufać niektórym hipotezom, bogato i obwicie ilustrować, że wiedza ludzka jest omylna i tak dalej.

Fortel 20.

Załóżmy, że udało nam się wypytać przeciwnika o przesłanki dowodu oraz że zostały one udowodnione. Nie powinniśmy w takim wypadku pytać o jego zdanie na temat wniosku (z którym się, być może, nie zgodzi), lecz po prostu go wygłosić. Wniosek nie musi być kompletny – może brakować niektórych przesłanek.

Fortel 21.

Dowody pozorne i sofistyczne zbijać powinniśmy innymi dowodami o podobnym charakterze. Nie zależy nam bowiem na prawdzie, której wykazanie jest pracochłonne, lecz tylko na zwycięstwie w sporze. Metodą szybszą są argumenty ad hominem, które, choć nie mają wiele wspólnego ze stanem wiedzy merytorycznej, to są skuteczniejsze. Możemy też zawsze zwrócić przeciwnikowi uwagę, że właśnie zastosował chwyt sofistyczny, by w ten sposób zszargać jego reputację.

Fortel 22.

Jeżeli przeciwnik żąda od nas, byśmy zgodzili się na tezę, która rozstrzygnęłaby problem na naszą niekorzyść, to odmawiamy, zarzucając mu, że próbuje właśnie dokonać petitio principii, czyli użyć tezy dowodzonej jako przesłanki dowodu. Zbijemy w ten sposób jego najlepszy argument.

Fortel 23.

Przesada jest tym, co często zostaje pobudzone przez opór i sprzeczkę. Powinniśmy drażnić naszego przeciwnika zdeterminowaniem, by zaczął popadać w przesadę – będzie coraz to bardziej rozszerzał granice swego twierdzenia. Wtedy łatwo jest je zbić, wywołując wrażenie, że pokonując tezę ogólniejszą, również i wersja szczegółowa została pokonana.

Musimy jednak uważać, byśmy sami nie popadli w przesadę – sztywno należy trzymać zakresu własnego zdania. Jeśli zaś przeciwnik spróbuje nasze twierdzenie uogólnić, to powinniśmy szybko stwierdzić: „O nie! Tyle powiedziałem i nic ponadto!”.

Fortel 24.

Z twierdzeń przeciwnika powinniśmy wyciągać wnioski absurdalne, sprzeczne lub nawet niebezpieczne. Wnioski, oczywiście, nie były zamierzone i mogą być pozorne, sfabrykowane. Będzie się wydawać wtedy, że rzeczywiście wynikają z jego tezy i że nasze zdanie zwycięża niejako poprzez apagoge – niemożliwość twierdzenia przeciwnego.

Fortel 25.

Rzecz jest dosyć prosta. Przy dowodzeniu indukcyjnym należy podać wiele różnych, zbieżnych z tezą przypadków, by przeprowadzić dowód. Wystarczy zaś podać tylko jeden – mocny, a przeciwny – by tezę obalić.

Musimy uważać, gdy przeciwnik stosuje ową technikę, czyli podaje ten jeden przypadek, który rzekomo wszystko niszczy. Należy wtedy dokładnie przemyśleć, czy rzeczywiście odnosi się on do naszej tezy w zakresie, w jakim prowadzona jest dyskusja, czy jest on prawdziwy, nie zaś wymyślony na potrzebę chwytu i czy rzeczywiście przeczy naszej tezie – to również jest często tylko pozorne.

Fortel 26.

Jedną z ciekawszych sztuczek jest retorsio argumenti, czyli wykorzystanie argumentu przeciwnika do zbicia jego twierdzenia. Gdy np. wróg mówi: „to jeszcze dziecko, możemy mu pobłażać” wykorzystujemy retorsio i odpieramy: „właśnie dlatego, że jest dzieckiem należmy z całą gorliwością walczyć ze złymi nawykami, póki te są słabe i podatne na wyrugowanie!”.

Fortel 27.

Jeżeli zauważymy, że przy jakimś naszym argumencie przeciwnik wpada w złość – powinniśmy zatrzymać się i rzecz drążyć. Nie tylko dlatego, że jest to dla nas korzystne, gdy oponent się złości, lecz też dlatego, że to najpewniej słaby punkt jego rozumowania, dzięki któremu łatwo zwyciężymy.

Fortel 28.

Sposób ten odnosi się głównie do dysput uczonych, wygłaszanych przed publiką, która nie posiada stosownego wykształcenia czy też wiedzy. Gdy nie przychodzi nam do głowy ani sensowny argument ad rem, ani nawet ad hominem, stosujemy argumentum ad auditores, tj. zarzut niesłuszny, lecz taki, który znajdzie poparcie pośród słuchaczy. Powinien on tak zmienić twierdzenie przeciwnika, że wyda się ono niestosowne, sprzeczne, lub, co lepiej, śmieszne. Ludzie bowiem są skorzy do śmiechu, a osobie, która została publicznie wyśmiana trudno będzie odzyskać autorytet i posłuch.

Fortel 29.

Przeczytajcie ponownie fortel 18. – o zmianie przedmiotu sporu. Tutaj omówimy tzw. dywersję, którą stosować należy, gdy spostrzeżemy, że zaczynamy przegrywać. Jeśli tak się dzieje, powinniśmy zacząć mówić o czymś różnym od właściwego tematu dyskusji. Postępowaniem dość przyzwoitym jest zmiana wątku na taki, który częściowo przynajmniej pokrywa się z tezą. Możemy też zachować się wprost bezczelnie i przytoczyć rzecz, która odnosi się tylko do osoby naszego przeciwnika. Typowe sformułowanie brzmi wtedy mniej więcej tak: „a niedawno pan twierdził, że…”. Jest więc dywersja chwytem pośrednim między typowym zagraniem ad homiem a słynnym argumentum ad personam, któremu przyjrzymy się dokładniej w fortelu ostatnim.

Rzecz warta zauważenia – chwyt ten króluje w wielu typowych sporach, prowadzonych między ludźmi przeciętnymi. Często, gdy pada zarzut osobisty, strona, która się broni, nie próbuje go zbić, lecz przechodzi do atakowania przeciwnika. „Ty też zrobiłeś to i to, również jesteś taki a taki!”. Oskarżenia pozostają niezbite, publika poznaje wiele faktów nieprzyjemnych na temat każdej ze stron, co równoważne jest ze stratą wizerunkową obu dyskutantów.

Fortel 30.

Odwołanie do autorytetu. Zamiast konkretnego uzasadnienia naszej tezy możemy po prostu powołać się na jakiś autorytet. Fortel warto stosować przede wszystkim wobec osób słabo wykształconych, gdyż to właśnie one mają skłonność do bezgranicznej wiary w opinie różnorakich ekspertów i znawców.

Pomysłem ciekawym wydaje się fabrykowanie autorytetów – przypisywanie komuś danej wypowiedzi lub zmianę jej charakteru – czy w ogóle powoływanie się na rzeczy niezrozumiałe. W tej roli bardzo dobrze sprawdzają się różnorodne retoryczne kwiatki – zwroty i sentencje greckie lub łacińskie. Mało kto zna się dzisiaj na tych językach dostatecznie dobrze, by uchwycić zmienioną czy nawet zupełnie wymyśloną przez nas treść.

Wreszcie – możemy jako autorytet stosować różnorakie przesądy i mniemania, które głęboko zakorzeniły się w świadomości ogółu. Nie muszą być one prawdziwe, zresztą, zwykle nie są.

Fortel 31.

Jest to pewnego rodzaju uszczegółowienie fortelu poprzedniego. Gdy nie przychodzą nam do głowy sensowne odpowiedzi na rozumowanie przeciwnika, to możemy z lekką ironią w głosie stwierdzić, że „niestety, ale to, co pan głosi, przekracza moje – jakże słabe – możliwości rozumowania, więc powstrzymuję się od głosu”. Sztuczka uda się tylko wtedy, gdy cieszymy się większym posłuchem niźli nasz dyskutant, np. podczas rozmowy profesora ze studentem. Wypowiedź przekazuje wtedy komunikat: „prawisz takie nonsensy, że nawet niepodobna cię słuchać czy zrozumieć”.

Możliwość obrony: „przy pańskiej przenikliwości zrozumie pan to bez problemu, wina jest po mojej stronie i w kiepskim rzeczy wyłożeniu” – po czym prowadzimy rozumowanie tak szczegółowe i powolne, by uchwycić je mogli także słuchacze. Będzie to dowodem, że oponent wcześniej rzeczywiście niewiele pojął, jest więc osobą o marnym rozumie.

Fortel 32.

Łatwo obalić jest twierdzenie przeciwnika, gdy zaliczymy je do jakiejś nienawistnej nam kategorii pojęć. Mówimy wtedy: „O nie, to manicheizm, to sofistyka, to ateizm, to ezoteryka, to już znamy!”. Warto dodać, że sama kategoria powinna być wcześniej odrzucona, uznana za fałszywą lub niebezpieczną.

Fortel 33.

Stosujemy znany sofizmat: „może to i słuszne w teorii, w praktyce jest jednak niemożliwe”. Uznajemy wtedy przyczynę, ale przeczymy skutkom. Oczywiście, jest to sofizmat i cechuje się błędem w rozumowaniu; niewielu jednak potrafi ów błąd dostrzec. Co jest słuszne w teorii musi, naturalnie, być słuszne także w praktyce. Jeśli nie jest – nastąpiła pomyłka w teorii, należy ją zmienić.

Fortel 34.

Jeżeli zauważymy, że na pewne pytanie bądź stwierdzenie przeciwnik reaguje w sposób wymijający, próbując tematu unikać lub nie rozwijać, to powinniśmy rzecz drążyć. Natrafiliśmy najpewniej na słaby punkt jego rozumowania, który należy odpowiednio naświetlić i podkreślić.

Fortel 35.

Jest to chwyt, który sprawia, że wszystkie inne sposoby stają się zbędne. Chodzi o to, by działać motywem na wolę, nie zaś argumentem na intelekt. Powinniśmy udowodnić przeciwnikowi i słuchaczom, że nasze rozwiązanie przyniesie im korzyść lub przynajmniej – nie przyniesie strat, które wiążą się z twierdzeniem przeciwnym. Będzie to argumentum ab utili, czyli odwołanie do użyteczności.

Przykład. Udowodnijmy duchownemu, że jego stanowisko filozoficzne godzi bezpośrednio w interes i wiarygodność kościoła, który reprezentuje. Futuryście chwalącemu postęp w pracach nad robotami i maszynami powiedzmy, że wkrótce straci posadę i środki do życia.

Spór dzięki temu wygramy szybko, gdyż ludziom zwykło się wydawać, że to, co jest dla nich niekorzystne, jest też absurdalne.

Fortel 36.

Zarzucamy przeciwnika potokiem trudnych, bezsensownych słów. Jeżeli nasz oponent jest przyzwyczajony do tego, że często spotyka się ze zdaniami, których treści nie jest w stanie uchwycić, to można mu zaimponować, plotąc z mądrą miną różne bzdury. Warto stwierdzić następnie, że właśnie wygłosiliśmy „niezaprzeczalny dowód bronionej przez nas tezy”.

Przydaje się to szczególnie w sporach, których dziedzinę w sposób naturalny cechuje zawiła terminologia, czyli wszelkiego rodzaju dysputach naukowych i około-naukowych.

Fortel 37.

Czasem zdarza się tak, że sprawa przeciwnika jest słuszna, lecz dla jej potwierdzenia wybrał zły dowód. Możemy wtedy z dużą łatwością go zbić, a następnie stwierdzić, że wygrana leży po naszej stronie, twierdzenie opozycyjne zostało właśnie obalone. Tak tracą grunt pod nogami solidni adwokaci, którzy do obrony słusznej tezy wybrali paragraf nieadekwatny lub niewłaściwy.

Fortel 38.

Ostatni i – jak się zdaje – najbardziej znany. Argumentum ad personam, czyli bezpośredni atak na przeciwnika. Stosować się go winno tylko w ostateczności, kiedy widzimy już, że rzecz jest przegrana, że nasze rozumowanie zostało obalone. Wykonujemy wtedy manewr desperacki, lecz cechujący się pewną skutecznością – po prostu atakujemy osobę przeciwnika, aby go obrazić, zszargać, znieważyć. Jest to najbardziej wyostrzona wersja argumentum ad hominem – nie atakujemy już bowiem ani przedmiotu sporu, ani nawet jakiejś innej wypowiedzi przeciwnika, lecz po prostu jego samego.

Na co liczymy? Że przeciwnik nam odpowie, że wejdzie w polemikę, lub, co lepiej, że też nas zaatakuje. Zyskujemy wtedy dodatkowy czas, by go pogrążyć (sami i tak już jesteśmy na dnie) lub doprowadzić do remisu na dość wątpliwej zasadzie „obaj beznadziejni”.

Co robić w obronie? Zaprzeczyć obrazie, zwrócić uwagę, że został właśnie zastosowany ów podły chwyt i wrócić na chwilę do tematu dyskusji; wygłosić ponownie wnioski, które naszego przeciwnika pogrążyły. Zachowywać się ze spokojem i godnością, pozwolić, by tamten zyskał reputację osoby skorej do burd, nie zaś do prowadzenia rozmowy na odpowiednim poziomie.

Najlepszym zaś rozwiązaniem wydaje się być to, które podaje Arystoteles pod koniec Topiki. Dyskutować tylko z takimi, którzy dość mają rozumu, by nie głosić absurdów, co potrafią przyznać się do błędu, dla których wreszcie celem dyskusji jest prawda, nie zaś interes własny. Wyjdzie z tego pewnie, że rozmawiać powinniśmy tylko z ludźmi z grupy dość nielicznej, ale będzie to przynajmniej czynność przyjemna i kształcąca.

Autor

  • Adam Jank (ur. 1991) - Filozof. Prezes Fundacji Humanity Plus Philosophy, redaktor naczelny Radykalnego słonia. Interesuje się filozofią języka, nauki i umysłu. Miłośnik kotów i medytacji. Mieszka w Gdyni.