Kategorie
Esej Filozofia

Człowiek wśród skorpionów, czyli Czesława Miłosza wieniec na florenckim cmentarzu

Już sam tytuł opowiadającej o Stanisławie Brzozowskim książki Czesława Miłosza, Człowiek wśród skorpionów, dość dobrze pokazuje kierunek, w którym myśl swoją będzie prowadził poeta. Skupi się on bowiem nie na szczegółach filozoficznych samej myśli Brzozowskiego, ale raczej na dramatycznej i inspirującej sytuacji, w jakiej znalazł się ten oryginalny i warty uwagi myśliciel, oraz w jakiej wciąż znajduje się jego dzieło, dające wyraz licznym przebłyskom geniuszu.

Gdy weźmiemy pod uwagę fakt, iż Miłosz do tradycji judeochrześcijańskiej zawsze podchodzi bardzo poważnie, a Pisma Świętego nie przestaje traktować w kategoriach sacrum, to rozmach, z jakim nawiązuje on w swoim tytule do Starego Testamentu, jest wręcz zaskakujący. Oto stosowny fragment Księgi Ezechiela:

[synowie Izraela] To ludzie o bezczelnych twarzach i zatwardziałych sercach; posyłam cię do nich, abyś im powiedział: Tak mówi Pan Bóg. A oni czy będą słuchać, czy też zaprzestaną – są bowiem ludem opornym – przecież będą wiedzieli, że prorok jest wśród nich. A ty, synu człowieczy, nie bój się ich ani się nie lękaj ich słów, nawet gdyby wokół ciebie były osty i ciernie i gdybyś się znalazł wśród skorpionów. Nie obawiaj się ich słów ani się nie lękaj ich twarzy, bo to lud oporny.[1]

Miłosz i Brzozowski obaj mają problem z Polską. Obu przyszło zresztą żyć w czasach, w których trudno takiego problemu nie mieć.

Swoją apologię[2] filozofa wygnanego przez oporny lud (i nie chodzi tutaj o synów Izraela) dzieli Miłosz na trzy zasadnicze części: biograficzną, odtwarzającą myśl Brzozowskiego oraz traktującą o recepcji tej myśli. Recepcji mającej miejsce w epoce, w której największy wpływ mają intelektualiści nastawieni wrogo do Brzozowskiego[3]. Wrogość ta, jak przekonująco pokazuje Miłosz, ma dwa główne źródła: panowanie skrajnie względem siebie antagonistycznych sił politycznych, z których żadna Brzozowskiego nie mogła jako swojego pisarza upupić oraz niezrozumienie twórczości pisarza, który intelektualnie przerastał wielu wpływowych, lecz zamkniętych w sztywnych schematach twórców. Brzozowski dostarczał dialektycznej i balansującej na sprzecznościach całościowej krytyki zastanej kultury, wyraźnie akcentując w dodatku wątki historiozoficzne. Tworzył zatem Brzozowski filozofię dla filozofii, krytykę kultury jako kultury, a nie krytykę jedynie jakiejś politycznej interpretacji tej kultury. Takie dzieło zawsze chyba przyjąć może się dopiero wtedy, gdy w materii historii przejawia się już wyraźnie upadek tego, co w nim krytykowane.

W części biograficznej rysuje Miłosz wspomniany intelektualny klimat epoki, sięgając choćby do wydawanych ówcześnie czasopism kulturalno-społecznych, przesiąkniętych sporami, które w pismach Brzozowskiego nie spełniają roli istotnego tematu, lecz stają się raczej punktem wyjścia, prowadzącym do zdemaskowania tego, co za sporami tymi stoi. Nie bez podstawy jest tu skojarzenie z Dostojewskim (z punktu widzenia systemu autorem zawsze podejrzanym), szczególnie z Biesami, tak dobitnie diagnozującymi ukryty za sporami intelektualistów nihilizm, hedonizm czy po prostu pewien sposób na życie. Krytyka zastanej formy intelektualizmu jest istotnym wątkiem obecnym u Brzozowskiego i o tym też będzie pisał Miłosz w całej książce, wiążąc w ten sposób z losem opisywanego pisarza także swój własny los – kto czytał trochę Miłosza, tego zabieg ten zresztą specjalnie nie zdziwi[4].

Myśl Brzozowskiego przedstawia Miłosz jako utrzymującą dystans zarówno od romantyzmu, jak i od naukowego światopoglądu. Dwie te postawy, romantyczna i scjentystyczna, nie są zresztą sobie wedle przedstawionej perspektywy tak bardzo obce, gdyż jak czytamy: naukowa koncepcja świata jest bezwzględnie wytworem uczuciowości romantycznej[5]. Wizja naukowa zatrzymuje bowiem podział na poddany nieprzekraczalnym prawom świat zewnętrzny oraz życie wewnętrzne człowieka, które na ten świat zewnętrzny ma wpływ bardzo ograniczony albo żaden: (…) to, co jest stanowiskiem naszym wobec rzeczywistości, ukazuje się nam jako bezwzględna i niezależna od nas właściwość świata[6]. Brzozowski w myśli swojej stara się natomiast opozycję tę przezwyciężyć, a widać to już w jego filozofii pracy. Filozofia ta operuje w dużej mierze na poziomie historiozoficznym[7] i pozostaje niezwykle trudna w odbiorze, co charakterystyczne jest chyba dla każdej próby przekroczenia pewnych narzucających się nam z oczywistością opozycji. Za ilustrację niech posłuży nam tutaj cytat z samego Brzozowskiego:

Niezrozumienie istoty pracy jest najbardziej chorym punktem myśli nowoczesnej. Praca jest wciąż rozpatrywana z zewnątrz a nie z wewnątrz jako pewna nieustanna i samoistna kreacja biopsychiczna, całkiem określona i zawsze konkretna (…). Przede wszystkim trzeba pamiętać, że nawet gdyby techniczne udoskonalenia uczyniły pracę nieskończenie łatwiejszą (…), ludzkość nie przestanie być dziełem własnym z trudem utrzymywanym wbrew żywiołom; prócz żywiołów bowiem, z którymi walczy technika, mamy do czynienia z żywiołem o wiele bliższym i groźniejszym, z nami samymi, z życiem.[8]

Być może język nie ten, ale przy odrobinie wyobraźni nie trudno odnieść taki sposób myślenia, w którym praca staje się elementem kultury samowiedzy[9], także do współczesnego nam problemu odczłowieczenia czy też oderwania ludzkiej pracy od rzeczywistych wewnętrznych potrzeb człowieka.

Mówiąc o filozofii pracy na przełomie wieku XVIII i XIX nie możemy oczywiście pominąć zagadnienia marksizmu, któremu poświęca Miłosz w swojej książce wiele miejsca. Otóż Brzozowski także i do marksizmu odnosi się krytycznie, choć sam Marks jest przez niego wymieniany jako jeden z najważniejszych przewodników na własnej drodze filozoficznej. Marksa Brzozowski traktuje jako potężny intuicyjny umysł filozoficzny[10], ale bycie marksistą uzna za równoważne z przeciwstawieniem się Marksowi: (…) być marksistą jest to dziś najlepsza może droga prowadząca do ślepoty i nieczułości bezwzględnej na wszystkie zagadnienia marksowskie[11]. Zdaniem niektórych badaczy obszerny fragment książki Miłosza poświęcony zagadnieniu interpretacji marksizmu u Brzozowskiego, jest w istocie próbą rozpoznania i artykułowania przez Miłosza własnej tożsamości historiozoficznej, diagnozowaniu własnej (…) „muzykalności na marksizm”[12]. Pewnym jest natomiast, że wątek o Marksie pozwala wprost wyrazić Miłoszowi przekonanie o geniuszu Brzozowskiego, któremu poeta wyraz daje w całej właściwie biografii filozofa. Niezwykłą dalekowzroczność Brzozowskiego wyraźnie widać zdaniem Miłosza w przedstawionej w Płomieniach intuicji, że z Marksa powstanie w niedługim czasie nowy rodzaj religii, niebezpiecznej teologii – ideologia[13]. O nieprawdopodobnym wyczulenia Brzozowskiego na problematykę marksowską świadczy zdaniem Miłosza również inny fakt: Brzozowski nie znał wczesnych manuskryptów Marksa, ogłoszonych w parę dziesiątków lat później, jest jednak chyba bardziej podobny do wielu dzisiejszych marksistów interesujących się młodym Marksem niż do marksistów jemu współczesnych. Odgadywał problematykę, która długo była przesłonięta również u samego Marska[14].

Rozważania w duchu powyższych pozwalają Miłoszowi zbudować tło do przedstawienia swojej interpretacji tak zwanej sprawy Brzozowskiego, czyli nierozstrzygniętego oskarżenia o szpiegostwo, które przyczyniło się do wyjazdu filozofa do Florencji, gdzie niedługo potem zmarł i został pochowany. Całą sprawę Brzozowskiego rekonstruuje więc Miłosz w oparciu o obszerne rozważania dotyczące życiorysu, twórczości i klimatu epoki, w której przyszło Brzozowskiemu zmagać się z własnym żywiołem. Podejście prezentowane przez Miłosza pozwala spojrzeć na historię życia, twórczości i dalszych losów myśli Brzozowskiego z szerszej perspektywy. Sam opis sprawy Brzozowskiego jest oczywiście czymś więcej niż relacją z tego, co wiemy na podstawie źródeł historycznych oraz z historycznej dyskusji. Miłosza wyraźnie brzydzi coś, co można poetycko określić jako zaniżanie głosu w rozmowach o Brzozowskim nawet po upływie dziesięcioleci od jego śmierci. Stawia sobie więc on za zadanie splecenie wieńca, choć jest to dość żmudne i łatwiej byłoby kupić prostszy w kwiaciarni, co dałoby też przyjemność oglądania florenckiej wiosny[15]. Wieniec ten, którego zdaniem Miłosza prawdopodobnie żaden polski literat nie złoży przed z trudem sfinansowanym nagrobkiem na florenckim cmentarzu, jest ponadto swoistym traktatem moralnym, socjologiczno-etycznym wykładem o psychice narodu polskiego[16]. Miłosz, rekonstruując sprawę Brzozowskiego, natrafia bowiem na trwałe stereotypy obecne wśród polskiej inteligencji, która opanowana jest intelektualną biernością i rosyjską fobią, inteligencji zdolnej pojąć jedynie dogmatyczną wykładnię myśli[17]. Wykładnie takie był dla Brzozowskiego czymś nie do zniesienia do tego stopnia, że zdając sobie sprawę z konsekwencji, wszystkie siły życiowe poświęcił, aby z nimi walczyć, dając tym samym wyraz prawdziwej sytuacji dramatycznej.

Przypisy

[1] Ez 2, 4-6. Przekład wg. Biblii Tysiąclecia.

[2] Miłosz sam słowem tym swoją książkę określa. Zob. C. Miłosz, Człowiek wśród skorpionów, Warszawa 1982, s. 167.

[3] Por. S. Panek, Miłosz wobec Brzozowskiego. „O człowieku wśród skorpionów” i nie tylko, w: Poznańskie Studia Polonistyczne Seria Literacka 20 (40), s. 33.

[4] Zob. Miłosz wobec Brzozowskiego…, s. 37.

[5] S. Brzozowski, Idee. Cytat za: Człowiek wśród skorpionów, s. 71. Niestety z uwagi na sytuację epidemiologiczną nie mam dostępu do książek Brzozowskiego i z tego względu fragmenty jego autorstwa cytować zmuszony jestem za Miłoszem, którego książkę mam na szczęście pod ręką.

[6] S. Brzozowski, Kultura i życie. Cytat za: Człowiek wśród skorpionów, s. 71.

[7] Brzozowski nie bez powodu pisze, że tak wiele zawdzięcza znajomości pism Vica.

[8] S. Brzozowski, Idee. Cytat za: Człowiek wśród skorpionów, s. 93-94.

[9] S. Brzozowski, Legenda Młodej Polski., Cytat za: Człowiek wśród skorpionów, s. 93-94.

[10] Człowiek wśród skorpionów, s. 75.

[11] Tamże.

[12] Miłosz wobec Brzozowskiego…, s. 45.

[13] S. Brzozowski, Płomienie. Cytat za: Człowiek wśród skorpionów, s. 87.

[14] Człowiek wśród skorpionów, s. 88.

[15] Tamże, s. 167.

[16] Miłosz wobec Brzozowskiego…, s. 50.

[17] Sprawę z tego Miłosz zdaje w podsumowaniu swojej książki.

Autor