Kategorie
Esej Filozofia

Filozofowie w ogrodzie nauki

Proszę państwa, przed wami pierwszy odcinek trylogii tekstów o relacjach między filozofią a nauką. W dzisiejszym odcinku przedstawię popularny stosunek popnaukowców do filozofii i moje hipotezy co do genezy tego zjawiska. Pojawią się definicje, argumenty, jak i żarty z filozofów. W następnych odcinkach będzie o tym, jak to jest być filozofią oraz o tym, czy warto być filozofią. Nim jednak następne teksty przybiorą formę substancjalną, zapraszam do zapoznania się z częścią pierwszą.

Filozofowie w ogrodzie nauki

Metaforyczny tytuł tego artykułu jest celowy, bowiem wbija implicytną szpilę w pewien szczególny sposób rozumienia nauki. Z doświadczenia w Internecie i doświadczenia potocznego – jako filozof – odczuwam dużą niechęć ze strony pewnej części społeczeństwa, która filozofowanie utożsamia z bujaniem w obłokach. Częstokroć ci sami ludzie uważają siebie za entuzjastów nauki – najczęściej w rozumieniu nauk ścisłych – biologii, chemii itd. – nauk zajmujących się czymś konkretnym, dotykalnym rękami i możliwym do posmakowania. Dla tych ludzi filozofia, i szerzej: cała humanistyka, jest czczym błądzeniem po nieweryfikowalnych ścieżkach światopoglądu. Co ciekawe, ten światopogląd – jest to bowiem światopogląd – ma swoje źródła (jak z resztą sama nauka) w filozofii, a dokładniej: w neopozytywizmie, reprezentowanym przez Koło Wiedeńskie.

Pogląd aksjonormatywny gloryfikujący nauki ścisłe zazwyczaj nazywany jest scjentyzmem. Jest to jednak skrajna jego wersja, ponieważ nie każdy scjentysta podważa wartość humanistyki i filozofii. Jego najbardziej brutalnym przykładem jest popnauka – czyli główna bohaterka niniejszego artykułu – jakże obecnie popularna w Internecie. W XXI wieku każdy może zacząć czytać, chociażby, Wikipedię, gromadząc wiedzę na temat ewolucji, religii, istnienia boga czy astronomii, by po nocach prowadzić zażarte spory z wrogami nauki i zdrowego rozsądku.

Czy ta postawa jest jednak postawą naukową? Mnie osobiście się nie wydaje. Mogłoby się wydawać, że naukowiec zajmujący się swoją dziedziną powinien być świadom ograniczeń własnej wiedzy i kompetencji. Naukowcy w Internecie rzeczywiście wykazują się większą pokorą metodologiczną i epistemologiczną. Wypowiadają się w kwestiach albo z zakresu własnej dziedziny, albo z zakresu własnych, bardziej poszerzonych zainteresowań. Niemniej w większości przypadków podają źródła swoich przekonań i w dyskusji są pokornymi dyskutantami. Skąd zatem bierze się popnauka, skoro sami naukowcy, jak się wydaje, nie wpadają w jej sidła?

Z powodu niskiego poszanowania filozofii, małej świadomości filozoficznej oraz powszechnego przekonania o wyższości kierunków technicznych i ścisłych nad humanistycznymi i społecznymi. Taka jest teza mojego tekstu. Pisząc to zdanie, wpadam w paradoks racjonalności1, ponieważ z jednej strony publikuję ten tekst, zatem mogłoby się wydawać, że się z nim zgadzam w całości, ale zarazem jestem świadomy tego, że mogą być w nim błędy i pochopne uogólnienia.

Popscjentyzm i popnauka

Nim przejdę do opisu, postaram się przedstawić definicje popnauki i popscjentyzmu, byś, szanowny czytelniku, wiedział, o czym będę w ogóle pisać.

Przez popscjentyzm będę rozumieć przekonanie o absolutnej wyższości nauk ścisłych i technologii nad wszystkim, co nie jest nauką ścisłą i technologią (czyli jest np. poezją, krytyką kultury, filozofią, teologią i tak dalej). Popscjentyzm cechuje się tak nadużywaniem, jak i nierozumieniem zasady falsyfikacji. Popscjentyści są przekonani, że tylko falsyfikowalne dziedziny mają jakąkolwiek wartość poznawczą.

Przez popnaukę będę rozumieć postawę cechującą się przede wszystkim – popscjentyzmem; ignorancją w stosunku do humanistyki; żartowaniem z humanistów i ich osiągnięć; nierozumieniem zarówno humanistyki, jak i nauk ścisłych; nieznajomością metodologii nauk i filozofii nauki (syndrom falsyfikacjonizmu); wyrywkową znajomością dziedzin nauki.

Powszechność obu zjawisk bierze się, moim zdaniem, z przemian, jakie nastąpiły w ramach samej filozofii, jak i gwałtownego rozwoju nauki i technologii w poprzednim wieku.

Zmiany w filozofii

Do XIX wieku filozofowie mieli swoje miejsce w świecie naukowców, gdyż często sami byli naukowcami, bądź mieli poważny wkład w rozwój nauki. XIX wiek to również ostatni wiek wielkich systemów filozoficznych i schyłek popularności maksymalistycznych programów filozofii.

Wśród filozofów mających istotny wpływ na poszczególne dziedziny nauki trzeba wymienić: Wilhelma Wundta i Williama Jamesa – na psychologię; Gottloba Fregego i Charlesa Sandersa Peirce’a – na nauki formalne; Augusta Comte’a i Karla Marksa – na socjologię; Friedricha Wilhelma Humboldta – na językoznawstwo; Ernsta Macha i Henriego Poincarego – na fizykę; na nauki polityczne i prawne – całego szeregu filozofów, od Jeremiego Benthama, przez Johna Austina, po Johna Stuarta Milla. Część z nich jest znanych przede wszystkim jako przedstawiciele nauki, należy jednak pamiętać, że skalali swoje nazwisko również filozofią.

Za ostatni wielki system filozoficzny uznaje się system Hegla, który na wiele lat zdominował intelektualnie świat niemieckojęzyczny i rozprzestrzenił się później na inne kraje. Wieść gminna niesie, że o Heglu rozmawiało się nawet w kolejkach do balwierza. Później powstawały takie systemy filozoficzne, jak chociażby system Schopenhauera, jednakże nie przebił się on do mainstreamu tak mocno, jak heglizm.

W XIX i na początku XX wieku również pojawiały się wielkie maksymalistyczne programy filozofii2. W drugiej połowie XIX wieku neokantyści mieli pomysł oparcia całej nauki o proste zasady metafizyczne. Na przełomie wieków Husserl ogłosił swój program fenomenologii, mający być podstawą nauk. W pewnym sensie paradoksalne jest to, że ostatnim maksymalistycznym programem filozoficznym był neopozytywizm, który wszak chciał filozofię zaorać. Neopozytywiści z czysto filozoficznych pobudek chcieli stworzyć nowy język nauki i tym samym, podobnie jak neokantyści i Husserl, chcieli stworzyć podstawy dla nowej nauki.

Tak się jednak złożyło, że naukowcy (w większości) nie bardzo byli zainteresowani pomysłami filozofów i ostatecznie wszystkie programy zostały odrzucone, a filozofowie zajęli się już bardziej szczegółowymi zagadnieniami i zginęli w pomroce akademickiej punktozy.

Ten upadek mariażu filozofii z nauką i udany mariaż filozofii z literaturą, oraz szerzej – humanistyką – spowodował, że filozofia coraz częściej i częściej była kojarzona z poezją i bełkotliwym językiem, co w poważnym i pozbawionym poczucia piękna środowisku popnaukowców oznaczało jedno.

Filozofia jest bezwartościowa

To przekonanie objawia się tym, że student filozofii (ogółem humanista) staje się synonimem człowieka bezrobotnego, że filozofia to kminy na kiblu o wszechświecie, że filozofia nie jest nauką, więc nie powinno jej być na uniwersytetach. Dość radykalne stanowisko, nieprawdaż? A jednak z każdym z powyższych stwierdzeń spotkałem się więcej niż jeden raz.

Swoistym gwoździem do trumny (w oczach popnaukowców) było pojawienie się tzw. postmodernizmu i wybicie się tego „nurtu” na najbardziej rozpoznawalny „nurt” w drugiej połowie XX wieku (psst, postmodernizm nie jest tak naprawdę nurtem). Podsumowaniem – moim zdaniem bardzo słusznym – była głośna Sprawa Sokala, o której w skrócie można przeczytać na Wikipedii. Sprawa nie dotyczy stricte filozofii, jednakże problem jest podobny. Wzrost popularności bełkotliwego języka, dążenie do jak najwyższego zagmatwania terminologicznego i pęd ku nie-intersubiektywności stał się wodą na młyn popnaukowców. Popełniają oni jednak klasyczny błąd pars pro toto, to znaczy biorą część za całość, i w ten sposób obrywa cała filozofia, i szerzej – humanistyka, a nie wszyscy filozofowie i humaniści są jak bohaterowie Sprawy Sokala.

Powyższe kwestie mocno przyczyniły się do ogólnoświatowego zmniejszenia prestiżu filozofii, jednakże – o ile mi wiadomo – Polska jest krajem, gdzie filozofia cieszy się jednym z najniższych wyników poważania społecznego. We Francji, w Niemczech, w Wielkiej Brytanii czy w USA filozofowie mają znacznie większe poważanie niż filozofowie w Polsce. Dlaczego? Moja hipoteza jest następująca: w związku z półwieczem dominacji marksizmu jako oficjalnej filozofii, wielu ludziom filozofia kojarzy się tylko i wyłącznie z marksizmem.

Nie jest to hipoteza wyciągnięta znikąd. Spotkałem się z takim stwierdzeniem kilkukrotnie w swoim życiu. Moja hipoteza jest o tyle prawdopodobna, że w każdej szkole wyższej istniała katedra marksizmu-leninizmu i każdy, niezależnie od tego, co studiował, musiał przejść 60 godzin wykładu marksizmu-leninizmu. Co więcej, by studiować filozofię, wcześniej trzeba było studiować inny kierunek studiów. W taki sposób kilku moich wykładowców z wykształcenia jest matematykami.

Połączywszy wszystkie powyższe historie z trywialnym przedstawieniem filozofii na lekcjach języka polskiego, otrzymujemy bardzo chimeryczny obraz filozofii w potocznym odbiorze. Jak do tej pory nie było żadnych realnych systemowych działań, by zmienić ten pogląd. Na szczęście są portale takie jak Radykalny słoń, na których można dowiedzieć się czegoś więcej.

Rozwój nauki i technologii

Niezwykła prędkość, z jaką rozwija się nauka w XX i XXI wieku, spowodowała powstanie kilku gatunków literackich i dziedzin sztuki. Mimo iż nie wydaje mi się, by przed XX wiekiem było mniej odkryć per capita, to jednak skondensowanie spowodowane gwałtownym przyrostem populacji oraz znaczącymi wynalazkami, jak elektryczność i maszyna parowa, doprowadziło do lawinowego wysypu wielkich odkryć. Ten nagły – wydawać by się mogło – postęp spowodował wielki wzrost optymizmu względem nauki i technologii. Byli oczywiście pesymiści, ale oni zostali zmarginalizowani albo zinternalizowani przez humanistów, jako narzędzie przeciw nauce i technologii.

Ten przerost optymizmu po przeniknięciu do popkultury stał się motorem napędowym popnauki. Superbohaterowie z komiksów Marvela są wielkimi naukowcami, wielkimi inżynierami i wynalazcami. Nie znajdziemy wśród nich myślicieli, humanistów czy literatów. Nawet dużo starszy Sherlock Holmes wzgardza czczymi spekulacjami na rzecz praktycznych umiejętności, przydających się w sztuce dedukcji. Pierwszym popularnym bohaterem przychodzącym mi na myśl i będącym zarazem humanistą, jest Robert Langdon, historyk sztuki, postać wykreowana przez Dana Browna. Być może jest więcej bohaterów-humanistów, jednakże wydaje się, że w najbardziej mainstreamowych mediach dominuje topos geniusza-naukowca w dziedzinach ścisłych oraz wynalazcy. Nie spotkałem się osobiście z toposem np. geniusza-socjologa.

Dziedziny techniczne takie, jak architektura czy automatyka i robotyka, dają również realne skutki w świecie. Jak się jest takim automatykiem i zbuduje się robota, to robot jest i można wysłać go do podboju Marsa, kopania diamentów albo na walki robotów. Jak architekt postawi most, to most stoi i mogą po nim jeździć samochody, co w realny sposób przyczynia się do zwiększenia dobrobytu netto na świecie.

Z kolei dziedziny scientii takie, jak chemia czy biologia, dają nam bezpośredni dostęp do świata. Biologowie mówią nam o tym, dlaczego rudzi są rudzi, a chemik będzie znać dokładną odpowiedź na pytanie „jaki pigment odpowiada za rudość rudego?”. Fizyk będzie wiedzieć, dlaczego kamienie spadają na ziemię, a matematycy będą znać dowód na niewymierność liczby Pi. Konkretna, kwantyfikowana wiedza. Duża część tej wiedzy powstała przez ostatnie 100 lat. To niebywałe, nieprawdaż?

Co w tym czasie wymyśliła humanistyka? Ile mostów zbudowała? Ile planet skolonizowała? Ile robotów skonstruowała? Ile dywizji ma filozofia?

Korekta i redakcja tekstu: Mateusz Pietrzak

Przypisy

1 Jak autora najdzie ochota, a czytelników zaintryguje temat, to autor napisze tekst o racjonalności decyzji.

2 Tutaj jeszcze wspomnę, że system filozoficzny, a maksymalistyczny program filozofii to dwie różne rzeczy. Systemy filozoficzne wyjaśniają całą rzeczywistość – od początku do końca – za pomocą jednej, bądź kilku zasad. Programy filozoficzne są metodologicznymi postulatami co do tego, jak filozofię powinno się uprawiać.

Autor