Kategorie
Esej Filozofia

(Nie)istnienie faktów negatywnych – ujęcie Ludwiga Wittgensteina oraz Romana Ingardena

Zagadnienie faktów negatywnych jest kwestią filozoficzną przedstawianą w pytaniu „czy niebyt / negacja / nicość jest czymś samodzielnym i autonomicznym?”. Dla osoby niezwiązanej na co dzień z filozofią, może się to wydać pytaniem absurdalnym i mocno wyabstrahowanym, jednak kiedy przyjrzymy się temu z bliska, w świetle ontologii, sprawa nie jest taka oczywista. Zagadnienie to jest z natury skomplikowane, chodzi o złożoność problemu i tego, jak interpretujemy pojęcie istnienia / nieistnienia faktów negatywnych. Nie należy mylić tego problemu z rozważaniami na temat istnienia / nieistnienia niebytu / nicości. Mimo złożoności tematu postaram się w kolejnych krokach wprowadzić w tematykę tego problemu i zdefiniować poszczególne pojęcia, niezbędne do dalszych rozważań.  Kwestia ta była poruszana przez wielu filozofów, jedni z nich opowiadali się za istnieniem faktów negatywnych, inni przeciwnie. W niniejszym artykule przytoczę ujęcie Ludwiga Wittgensteina w opozycji do rozumienia Romana Ingardena. W tle dołączę także własną argumentację.

Cztery sposoby rozumienia negacji

Negacja, przynajmniej w potocznej mowie, jest powszechnie obecna w naszym życiu, odwołujemy się do niej explicite lub implicite. Mówimy przecież, że nie mamy pieniędzy, nie jesteśmy chorzy lub że ktoś nie przyszedł na spotkanie. Jest to rodzaj negacji zdaniowej, inaczej „nie jest tak, że p”. Używamy też określeń takich jak niewiedza, beztroska, niedobry, niemiły – tu wyróżniamy negację nazwową: „X jest ~p”. Są to dwie funkcje syntaktyczne negacji. Nie jest to jednak wyczerpujący zasób informacji, byśmy mogli ruszyć dalej. Władysław Stróżewski[1] rozróżnia jeszcze dwa typy negacji, niezależnie od wyróżnionych powyżej. Są to: negacja przekreślająca i negacja różnicująca. Czym się różnią? Pierwsza z nich (przekreślająca) ma bardziej pierwotny i radykalny charakter, eliminuje całkowicie desygnat negowanego pojęcia czy zdania; jej określeniem jest nic i nie-byt. Druga (różnicująca) wskazuje, iż poza zanegowanym desygnatem jest inne coś (nie zawsze dokładnie określone), niebyt; jest relatywna i wtórna w stosunku do negacji przekreślającej. Negacja przekreślająca sprowadza to, co przekreśla, do niczego: przekreślenie nie mogłoby się dokonać, gdyby czynności tej nie uzasadniało nic. Jej absolutyzacją jest nicość, pojęcie szczególnie trudne do uchwycenia (według Stróżewskiego dość dobre intuicje na ten temat miał H. Bergson w dziele Ewolucja twórcza[2]).

W niektórych rachunkach logiki formalnej negacja może zostać wyeliminowana, jednak nie będę się na tym teraz skupiał. Wymagałoby to dookreślenia poziomów języka, którymi się posługujemy. Nie będę również interpretował słynnego zdania Parmenidesa: „Byt jest, niebytu nie ma”, chociaż sądzę, że to dobry temat na osoby artykuł[3].

Trzy sposoby rozumienia niebytu

By jeszcze dokładniej nakreślić omawianą problematykę, pozwolę sobie w skrócie przytoczyć trzy główne rozróżnienia niebytu, pojawiające się w filozofii:

  1. Niebyt jako radykalne wyrugowanie z bytu – absolutne zaprzeczenie jakiegokolwiek istnienia. Relacja byt – niebyt oparta jest tu na sprzeczności, a negacja, którą ją wyraża, jest przekreślająca (najmocniejsze pojęcie). Poezja pomoże nam to ująć w trochę bardziej zrozumiałej formie:

„Kiedy wypowiadam słowo Nic,

Stwarzam coś, co nie mieści się w żadnym niebycie”[4]

  • Niebyt jako to, co inne. Tego typu koncepcję zaproponował Platon. Relacja ta nie opiera się na sprzeczności, a na przeciwieństwie, w tym rozumieniu niebyt jest czymś innym, w odróżnieniu od bytu.

„Kiedy mówimy niebyt, to zdaje się, że wymieniamy nie przeciwieństwo bytu, tylko coś różnego od bytu”[5]

  • Koncepcja utożsamiająca byt i niebyt. Czysty Byt i czyste Nic są więc jednym i tym samym[6]. U Hegla, byt jako nieokreślona bezpośredniość, nie posiadająca żadnej różności, równa się tylko sobie samemu, niczemu innemu. W tej nieokreślonej bezpośredniości jest Niczym i niczym więcej ani niczym mniej niż Nic.Nic, czyste Nic”. Jest prostym równaniem się sobie samemu, całkowitą pustką, całkowitym brakiem określeń i treści, czystym myśleniem; jest niezróżnicowaniem w sobie samym. Hegel dochodzi do wniosku, że Nic jest więc tym samym określeniem, a raczej tym samym brakiem określenia, a to znaczy w ogóle, że tym samym, co czysty Byt.

Wstęp ten był nam niezbędny do przeprowadzenia dalszych rozważań. Jakie spojrzenie na problematykę faktów negatywnych mieli wspomniani w tytule Ingarden i Wittgenstein?

Teza Wittgensteina: 2.06 Istnienie i nieistnienie stanów rzeczy jest rzeczywistością[7]

Nieistnienie stanów rzeczy (fakty negatywne) jest rzeczywistością; istnieją fakty negatywne.

Czy opis faktu negatywnego, zniknięcia czegoś, da się ująć w kategoriach pozytywnych? Wyobraźmy sobie, że spłonął dom. Nie wystarczy powiedzieć, że w miejsce domu (A) pojawiły się zgliszcza (B), w tym sensie, że podczas procesu pożaru, stan B w pewien sposób zastępuje stan A, ani powiedzieć, „jest tak, że ~A”. Fakt negatywny polega na tym, że unicestwia stan, jaki sam zastał, na miejsce tego, co było, wchodzi niejako nic, pokrywające się z dotychczasowym zasięgiem bytowym. Mogłoby się więc wydawać, że fakt negatywny jest czymś najzupełniej realnym. Dotyczy on w końcu realnego istnienia i nieistnienia, zachodzi w rzeczywistości, którą współkonstytuuje. Śmierć człowieka[8], jego nieobecność jest czymś realnym. Tęsknota, pamiątki po nim i „żywe wspomnienia” sprawiają, że jego nieistnienie / nieobecność są czymś, w pewnym stopniu, realnie istniejącym. Wszak jest tak, że mój dziadek nie żyje, taki jest stan rzeczy na dzień dzisiejszy. Jego nie-życie istnieje w ten sposób, że o tym pamiętam. Jestem w stanie zobaczyć jego nagrobek, a także wiem, że był oraz mam świadomość, że go nie zobaczę – innymi słowy, wiem że był i równocześnie wiem, że już go nie będzie. To, że trwał w czasie przez 54 lata jest bardziej kruche niż to, że będzie „trwał” w nicości, w pustce, przez wiekuistą ciszę tych niemych przestrzeni, jak by powiedział Pascal. Kiedy spłonie dom, jest nieważnym to, że zostały po nim tylko zgliszcza. Najważniejsze jest stwierdzenie: nie ma domu. Fakt negatywny sprawia, że między stanem przed jego zajściem, a stanem po jego zajściu zachodzi czysta, egzystencjalna sprzeczność. Dlatego można sądzić, że musi istnieć. Jednakże stwierdzenie „stan rzeczy” może być rozumiane w różny sposób.

U Wittgensteina jest to rozumiane jako: 2.01. Stan rzeczy jest połączeniem przedmiotów (obiektów, rzeczy)”, natomiast w ujęciu Ingardena stan rzeczy jest określany jako odpowiednik sądu w sensie logicznym lub zdania orzekającego. Jest więc wiele rodzajów stanów rzeczy, określanych przez różne zdania orzekające, ale chodzi przede wszystkim o przypisanie określonemu przedmiotowi pewnych własności. Wówczas w stanie rzeczy bierze udział nie tylko sama własność jako czynnik, ale i to, co jest określane, a więc podmiot własności. Jaką więc tezę stawia Ingarden?

Teza Ingardena: Fakty negatywne nie istnieją; nie istnieją autonomicznie, lecz zawsze zależą od faktów pozytywnych.

Fakty negatywne nie są niczym więcej niż intencjonalnymi odpowiednikami zdań.

Charakteryzują się one tym, że własność, której w zdaniu negatywnym odmawia się przedmiotowi (np. w zdaniu „ta ściana nie jest pomarańczowa”) nie jest czymś realnym, lecz jedynie pomyślanym, i jako pomyślana jest „odrzucana”. To złudne, realne istnienie negatywnych stanów rzeczy, jak u Reinacha[9], występuje tylko dlatego, że bierzemy pod uwagę pewną ewentualność, tj. fakt, że ta ściana mogłaby być pomarańczowa. Nie sprawia to jednak, iż ściana, na którą patrzę i o której mówię „ta ściana nie jest pomarańczowa” istnieje realnie. Może istnieć jej obraz w mojej wyobraźni lub namalowany na kartce, jednak to jest inne ujęcie tej ściany, która w rzeczywistości pomarańczowa nie jest. Mamy więc do czynienia z innym sensem istnienia. Gdybyśmy w tym kontekście przyjęli tezę, że stany negatywne istnieją realnie[10] wówczas wypowiadając dwa zdania na temat koloru oczu – (T.1) Moje oczy są zielone i (T.2) Moje oczy nie są brązowe – musielibyśmy się zgodzić, że istnieją dwie pary moich oczu; tj. oczy zielone i oczy nie-brązowe. Warto dodać, że mogłyby one być tym samym[11], jednak nie muszą, ponieważ dochodzi również możliwość posiadania oczu niebieskich. I jeśli są tym samym, na pewno nie są w tym samym sensie. Skoro nieistnienie stanów rzeczy jest rzeczywistością”, to czy rozsądnym jest, aby mnożyć te „istniejące negatywnie oczy o kolorze x” w nieskończoność? Nie sądzę.

Gdyby jednak przyjąć, że są tylko dwie opcje – oczy zielone i brązowe – i powiedziałbym, że moje oczy są nie-brązowe (nie wspominając wcześniej o tym, że są zielone, powiedzmy, rozmawiając z kimś przez telefon), nie byłby to realnie istniejący fakt negatywny, ponieważ mówiłbym tylko w domyśle o oczach zielonych, które realnie istnieją. Nasza percepcja doświadcza zawsze tylko faktów pozytywnych – możemy widzieć w spiżarni ser, ale kiedy nie widzimy masła, to nie jest tak, że widzimy nie-masło, a jedynie miejsce w którym powinno ono się znajdować (na podstawie naszej pamięci); rejestrujemy jego brak, ale nie realnie istniejący fakt negatywny nieistnienia masła. Według intuicji Demokryta oraz atomistów sądzono przez wieki, że świat jest zbudowany z najmniejszych cząstek budujących rzeczywistość – atomów. Dziś fizyka dowodzi, że możemy schodzić niżej, do poziomu kwarków, i jeszcze niżej, być może tak w nieskończoność, lecz na samym końcu, sądzę, że musi być ta najmniejsza cząstka materii, która jest niepodzielna i niezniszczalna. Jeśli za byt przyjąć te najmniejsze cząstki, które są niezniszczalne i wieczne to nie ma on przeciwieństwa; nie ma więc też nicości, jakkolwiek byśmy jej nie postrzegali, gdyż to „coś”, co buduje wszechświat zawsze było, jest, będzie i nie może przejść w niebyt.

Zawieszamy na ten moment kwestię istnienia świata niematerialnego. Nie ma „realnie istniejących cząsteczek nie-masła”. Ktoś mógłby powiedzieć: przyjmijmy tezę, że ktoś bardzo głodny ukradł je ze spiżarni i już skonsumował – wtedy owszem, są takimi. Można by wtedy powiedzieć, że te „cząsteczki masła” ulegają przemianie i nie są już masłem, jednak taka nie wydaje mi się być przekonująca, ponieważ w jej świetle „cząsteczki”, z których zbudowane jest masło, w jednej chwili są masłem, w innej odchodami, a jeszcze w innej stają się, powiedzmy, kwiecistą różą. To czym w takim razie one są, jeśli nie zmiennym układem ułożenia tychże cząstek? Czy w tym świetle mielibyśmy prawo cokolwiek nazywać, skoro, jak pisał Heraklit „wszystko jest w nieustannym ruchu”? Zahacza to nam o inny problem, filozoficzny problem tożsamości, jednak nie na tym się teraz skupiamy. Nawet w kosmicznej próżni jest jakaś materia i nie jest to czysta nicość.

Co można zarzucić Inagrdenowi?

Ingardenowi można zarzucić to, że jego sformułowania nie wyczerpują wszystkich przypadków negatywności, jakie winniśmy brać pod uwagę. Niekiedy potrzebujemy negacji, by uchwycić istotę rzeczy. Weźmy pod uwagę ślepotę czy głuchotę. Owszem, musimy wziąć pod uwagę i wskazać na pozytywne czynniki powodujące zaburzenia wzroku, ale i tak nie obejdzie się bez określeń typu „nieprawidłowe funkcjonowanie”, „wada”, które ostatecznie zmierzają do powiedzenia o braku tego, co w danej sytuacji powinno być. Jakość negatywna jest zawsze podbudowana brakiem czegoś pozytywnego, co powinno być, a nie jest. W tym wypadku mamy do czynienia z określonym faktem egzystencjalnym dającym się wyrazić adekwatnie tylko za pomocą negacji przekreślającej. Podobnej sytuacji możemy doświadczyć w wypadku wartości negatywnych takich, jak zło. Zło jest, wedle definicji św. Augustyna, brakiem dobra, jednakże dobro w jednych sytuacjach postrzegane jako takie (np. woda), może być w innych sytuacjach postrzegane jako zło (dużo wody, która powoduje powódź). Istota wody się nie zmienia, tylko to, co się z nią dzieje. Zmienia się to jak ją postrzegamy wodę, będąca w jednej sytuacji niezbędnym do życia dobrem, a w innej  środkiem zniszczenia za pomocą sił natury. Nie chcę nakłaniać teraz do sofistyki oraz relatywizmu, pragnę jedynie pokazać, że spojrzenie na ten sam czynnik, w zależności od jednostki i okoliczności, może być pojmowany w różny sposób.

Dodam tylko, że można byłoby próbować odeprzeć zarzut, który teraz stawiam Ingardenowi, mówiąc choćby o tym, że zło jest wartością negatywną, jednakże nie istnieje materialnie, a jedynie objawia się w działaniu, a działanie, jeśli już wystąpi, jest stanem pozytywnym (pozytywnym w sensie zaistnienia). Można też przyjąć tezę, że istnieje w jakiś sposób niematerialnie i jest stanem negatywnym, lecz wtedy mógłbym zarzucić temu stwierdzeniu to, że zło i jego postrzeganie, zależy explicite od człowieka, ponieważ natura sama w sobie dąży do stanu równowagi i nie występuje tam coś takiego, jak zło.

Podsumowanie

Po rozpatrzeniu sprawy faktów negatywnych bardziej przekonujące w moim odczuciu wydają się poglądy Ingardena. Jego stanowisko oraz szersza argumentacja w ustępie, który mu poświęciłem, jest opozycyjna w stosunku do tez Wittgensteina. Pozwoliło to nam rozpatrzeć argumenty „za” i „przeciw” z dwóch różnych perspektyw. Sądzę[12], że niebyt nie może istnieć rzeczywiście, podobnie, jak nie mogą realnie istnieć nie-pomarańczowe ściany w moim pokoju, które są zielone, albo też nasze zdolności abstrakcji są zbyt niskie, żeby to pojąć lub spróbować ująć w słowa, jak to próbowała zrobić Szymborska. Nie-pomarańczowe ściany są jedynie pomyślane, nie ma ich rzeczywiście, są abstraktem w mojej głowie, który nie istnieje w realnym świecie do momentu aż nie pomaluję tych ścian właśnie na kolor pomarańczowy (roboczo przyjmijmy, że ściana zielona przemalowana na pomarańczowo jest taką samą ścianą, jaką by była, gdyby od początku była zielona). Choć wielu wyda się to zbyt wydumanym problemem, nie zmienia to faktu, że jest interesujący i warto pogłębiać rozmyślania w tym zakresie.

Myślę, że różnice w poglądach odnośnie faktów negatywnych u Wittgensteina i Ingardena zostały uwidocznione. Dla tego drugiego myśliciela fakt negatywny nie istnieje, może być jedynie pomyślany; zawsze uderza w sukurs temu pozytywnemu, aby mówić o jego braku. Dla Wittgensteina, stanem rzeczy jest połączenie przedmiotów (rzeczy), a ich nieistnienie – rzeczywistością (sądzę, że należy to rozumieć na zasadzie ciągu przyczynowo-skutkowego). Rozumiem zarówno metaforyczny, jak i dosłowny sens tego sformułowania, w końcu, jeśli stracę majątek, to bankructwo (pojmowane jako brak pieniędzy) i życie nędzarza staje się dla mnie rzeczywistością. W tym kontekście zgadzam się z Wittgensteinem. W innym świetle zaś, rzucanym przez Ingardena, nie mogę się z nim zgodzić.

Kropka nad „i”

Poruszyłem dziś, a bardziej „szturchnąłem”, rozległą kwestię (nie)istnienia faktów negatywnych w  ujęciu dwóch wybitnych filozofów, z komentarzem w tle. Ostatnią myślą, którą pragnę się podzielić, jest to, że niezależnie od tego, czy przyjmujemy realne istnienie faktów negatywnych w rzeczywistości, czy też nie, to dochodzimy do wniosku, że fakty negatywne zawsze występują w towarzystwie stanów pozytywnych (nie możemy mówić o bankructwie, jeśli nigdy nie mieliśmy pieniędzy, a także o konkretnym nie-domu, jeśli tego domu nigdy nie było).

Na zakończenie zaznaczę, być może trochę dyplomatycznie, że istnienie ukazuje się w swej pozytywności jako wypełnienie przez realność, poprzez pewien namacalny fakt, który jesteśmy w stanie zaobserwować. Jednakże z drugiej strony to właśnie nicość jest tym, co w szczególny sposób przenika i przestraja istnienie. Istnienia i nicości nie można zatem wyobrażać sobie jako wzajemnie rozłącznych dziedzin. Przeciwnie, nicość i istnienie zachodzą na siebie i towarzyszą nam w każdym momencie naszego życia, od narodzin, przez trwanie w czasie, aż po jego kres. Kwestia tego, „co nas czeka po drugiej stronie” w dalszym ciągu pozostaje zagadką.

Bibliografia

  • H. Bergson, Ewolucja twórcza, wyd. Książka i Wiedza, Warszawa 1957
  • G. W. Hegel, Nauka logiki, przeł. Adam Landman, wyd. PWN, Warszawa 1967
  • Platon, Sofista, przeł. Władysław Witwicki, wyd. Antyk 2002
  • B. Russel, Inquiry into Meaning and Truth, wyd. Penquin Books, Harmondsworth 1962
  • W. Stróżewski, „Z problematyki negacji”, [w:] Istnienie i sens, wyd. Znak, Kraków 2005
  • W. Stróżewski, Ontologia, wyd. Aureus; Znak, Kraków 2004
  • W. Szymborska, Chwila, Kraków 2002
  • K. Twardowski, O treści i przedmiocie przedstawień, [w:] I. Dąmbska, Wybrane pisma filozoficzne / Kazimierz Twardowski, wyd. PWN, Warszawa 1965
  • L. Wittgenstein, Tractatus logico-philosophicus, przeł. Bogusław Wolniewicz, wyd. PWN, Warszawa 1970

Przypisy

[1] W. Stróżewski, Z problematyki negacji, [w:] Istnienie i sens, wyd. Znak, Kraków 2005.

[2] Zob. H. Bergson, Ewolucja twórcza, tłum. F. Znaniecki, wyd. Książka i Wiedza, Kraków 1957, s. 248, 252, 258.

[3] Zob. W. Stróżewski, Ontologia, s. 165, 169.

[4] W. Szymborska, Chwila, Kraków 2002, s. 14.

[5] Platon, Sofista, tłum. W. Witwicki, wyd. Antyk, Kęty 2002, s. 256-259.

[6] G.W. Hegel, Nauka logiki, tłum. A. Landman, wyd. PWN, Warszawa 1967, s. 92-93.

[7] L. Wittgenstein, Tractatus logico-philosophicus, tłum. B. Wolniewicz, wyd. PWN, Warszawa 1970.

[8] W tym miejscu mam nadzieję, że nie jest to zbyt śmiały przykład wchodzący w nadinterpretację myśli Wittgensteina, jednak wydaje mi się adekwatny i dobrze ilustrujący to, co chciałem przekazać.

[9]  R. Ingarden, Spór o istnienie świata, t. II/I, s. 252.

[10] Poprzez „realnie istniejące” rozumiem jako istniejące w rzeczywistości.

[11] Podobnie rzeczy się mają kiedy mamy tylko dwie możliwości do wyboru czy też gdy domyślamy się czegoś w rozmowie. Przykładowo, są dwie opcje: mam konto w banku (stan rzeczy p) oraz nie mam konta w banku (stan rzeczy q). Jeśli mówi: Nie jest tak, że mam konto w banku (~p), to choć nie mówię wprost, że je mam (stan rzeczy q), to negacja stanu p jest w domyśle(!) przyjętym do wiadomości stanem q. W dalszej części artykułu dokładniej wyjaśniam to zagadnienie.

[12] Na ten moment. Stanowiska i poglądy z czasem potrafią ulec zmianie.

Autor

  • Gabriel Szuliński (ur. 1999) - Student filozofii na UG, z aspiracją na doktorat. Choć jego pasja nie spotyka się z powszechnym zrozumieniem ze strony rodziny i znajomych, to dalej widzi w tym cel i uparcie studiuje. Interesuje się filozofią języka, ontologią i epistemologią. W wolnej chwili pisze wiersze i piosenki, choć mało z tego, co pisze go zadowala. Stara się łapać prześwity wieczności między sekundami i zostawić po sobie świat choć trochę lepszym niż go zastał. Fan Platona.