Kategorie
Esej Filozofia

Czy warto być filozofią?

W poprzednich odcinkach (Filozofowie w ogrodzie nauki i Jak to jest być filozofią?) pisałem o tym, czym jest pop nauka, pop scjentyzm, jakie są relacje między nimi a filozofią, w końcu o tym, jaki jest stosunek filozofii do nauki i jakie są relacje między nauką a filozofią. W dzisiejszym odcinku przyjrzę się kwestii aksjologicznej i zadam bardzo ważne pytanie.

Czy warto być filozofią?

Z pewnej perspektywy to pytanie może wydawać się trywialne. Otóż oczywiście nie warto, bo nie przynosi pieniędzy, sukcesów ani szacunku wśród bliźnich. Zarazem jednak warto, ponieważ filozofia rozwija umiejętności miękkie, zdolność krytycznego myślenia i poszerza pogląd na świat.

„To warto czy nie warto?” – mógłby spytać niecierpliwy człowiek. „Chcę prostej i szybkiej odpowiedzi, która rozwieje wszystkie moje wątpliwości na temat filozofii, istnienia Boga, wolności woli i sensu życia!!!” – mógłby dodać.

Niestety, jak to w filozofii bywa, odpowiedź nie jest ani prosta, ani szybka. To znaczy w ramach pewnej teorii, odpowiedź jest prosta i szybka. Na przykład z punktu widzenia wulgarnego pragmatyzmu czy radykalnego utylitaryzmu nie warto zajmować się filozofią. Z kolei z punktu widzenia tomizmu czy arystotelizmu tylko filozofia jest wartościową czynnością. Nie mam zamiaru tutaj rozważać historycznych kwestii związanych z aksjologicznymi aspektami metafilozofii, chcę natomiast przedstawić parę możliwych punktów widzenia i parę faktów na temat samej filozofii, znacznie wpływających na ocenę jej wartości.

Czy nauki humanistyczne to nauki w sensie ścisłym?

Powyższą sentencją skończyłem wcześniejszy odcinek. To jest zasadniczo pytanie o naukową, bądź szerzej, poznawczą wartość nauki, w myśl paradygmatu głoszącego, że tylko poznanie naukowe jest coś warte. W poprzednim odcinku przynajmniej częściowo odpowiedziałem na to pytanie. W Kole Wiedeńskim i Szkole Lwowsko-Warszawskiej panowało przekonanie, że filozofia powinna być podobna do nauki, tj. dążyć do jak największej ścisłości. Do dzisiaj spotykam się z podobnymi stwierdzeniami. Moim celem jednak nie jest przedstawienie tutaj przeglądu poglądów na ten temat, a przedstawienie mojego poglądu i argumentacji za nim.

Kwestia ta chodzi za mną już jakiś czas. Wiele razy słyszałem w Internecie czy to na zajęciach porównywanie filozofii do nauki i twierdzenie, że filozofia jest bądź nie jest nauką. Często odnosiłem jednak wrażenie, że celem określenia filozofii jako nauki, bądź odebranie jej tego miana, ma charakter czysto retoryczny. To samo dotyczy również innych nauk humanistycznych. Nauki humanistyczne, w tym filozofia, jako że nie są podobne do biologii czy chemii, mają być zasadniczo bezwartościowe poznawczo. Widać to po punktacji topowych czasopism naukowych i popularnym stereotypie humanisty bezrobotnego.

Moim zdaniem humanistyka nie jest nauką w sensie ścisłym. I bardzo dobrze. Bycie nauką nie jest, wbrew pozorom, wyróżnionym poznawczo i aksjologicznie sposobem interakcji ze światem. Oczywiście jest małe prawdopodobieństwo, że humanista dokona tak znaczącego odkrycia jak lekarstwo na raka bądź sposób na otrzymywanie nieskończonej ilości energii.

Posłużę się teraz metaforą gier komputerowych, bowiem, jak się zdaje, one świetnie odzwierciedlają dialektyczne relacje między humanistyką a naukami ścisłymi.

Naukami ścisłymi w tej metaforze będą silnik gry, mechaniki, system fizyki, technologia graficzna i te wszystkie inne fikuśne rzeczy, które cieszą oko, gdy gra się w gry. Czy to jednak jest wszystko, czego oczekuje się od gier? By były ładne i miały dobry gameplay? No tak, w wielu przypadkach zasadniczo tak. Są całe gatunki gier oparte właśnie tylko i wyłącznie o jakieś ciekawe mechaniki czy rozwiązania technologiczne. Niemniej taką grę można stworzyć zasadniczo raz, bowiem za każdym innym razem będzie już tylko marną kopią wcześniejszej.

Humanistyką będzie w tej analogii fabuła, dialogi, dylematy moralne i kreacja postaci. Wiele gier jest zapamiętanych właśnie z tego. Ba! Cały gatunek RPG jest właściwie oparty o te kwestie. Co więcej, często gry mające głęboką i wciągającą fabułę zostają z nami na dłużej pomimo, że technologicznie gry już od dawna są przestarzałe.

Czemu ma służyć powyższa metafora? Nauki ścisłe, mimo że niewątpliwie obiektywnie podnoszą jakość naszego życia na poziomie technologicznym, to jednak nie mają takiego impaktu na aksjologiczną i po prostu egzystencjalną część naszego życia. Jasne, na chandrę może dobrze zadziałać farmakoterapia. Może również zadziałać dobra książka lub wieczór z ulubionym tytułem komputerowym.

Metodologiczna wartość filozofii

O metodologicznych kwestiach filozofii także ogólnie pisałem w drugim odcinku. W tym odcinku zajmę się szczegółami, to znaczy wartością poszczególnych dziedzin i nurtów filozoficznych. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że w żadnym wypadku nie jestem obiektywny w swoich ocenach i mam nadzieję, że szanowni czytelnicy ode mnie tego nie wymagają. Postaram się jak mogę, niemniej pewnych kwestii przemilczeć nie można.

Zasadniczo nie ma jednej filozofii, zarówno jako nurtu, ani jako dziedziny. Z tego względu nie może być również jednej, bądź jedynej słusznej metody filozofii. Spory o metodę filozoficzną są stare jak sama filozofia i zdaje się, że większość sporów między filozofami dotyczyła właśnie metody filozofowania. Nie wydaje mi się to w żaden sposób nadzwyczajne, gdyż to właśnie metoda wyznacza, że tak powiem, drogę, którą podążać mają filozofowie.

Właściwie każda dziedzina i każdy nurt ma własną metodę i metodologię. Często też próby przekładania metod z jednej dziedziny na inną kończą się groteską i chimerą. Dlatego też nomen omen, warto znać różne metody i metodologie, by nie wpaść w swoisty subiektywizm, a nawet solipsyzm metodologiczny i nie żyć w przekonaniu, że samemu ma się jedyną słuszną rację i dostęp do Prawdy, a wszyscy inni się mylą.

Makrometody

To urocze słowo zaczerpnąłem z wykładu „Elementy metodologii filozofii” prowadzonego przez dr Marka Peplińskiego. Użyję go jednak na własny sposób.

Otóż makrometodą nazwę tutaj aksjologiczną zasadę, którą kieruje się przy doborze metod filozoficznych. Makrometoda jest częścią metafilozofii. Metafilozofia natomiast jest zbiorem przekonań filozoficznych, metodologicznych i aksjologicznych na temat samej filozofii i dziedzin filozofii.

Obecnie w filozofii zachodniej dominują dwie metafilozofie: analityczna i kontynentalna, przy czym sam ten podział jest obecnie przedawniony i nieostry, jednakże jest najbardziej sensownym, jaki znamy. Ja osobiście będę się spierać, że pragmatyzm jest oddzielną metafilozofią, ponieważ nie spełnia definicji ani metafilozofii analitycznej, ani kontynentalnej. Rzecz jasna wszystkie te metafilozofie dzielą się na mniejsze metafilozofie i nurty, jednakże w mniejszym bądź większym stopniu każdy z nurtów można do którejś z metafilozofii przyporządkować.

Makrometoda kontynentalna

Zacznę kontrowersyjnie, ponieważ powiem, że makrometodą metafilozofii kontynentalnej jest metoda transcendentalna. Opieram swoją tezę o to, że większość istotnych nurtów w ramach filozofii kontynentalnej to pogrobowcy Kanta. Są to fenomenologia, hermeneutyka, a nawet egzystencjalizm. Niektóre odłamy marksizmu również podpadają pod to określenie, jednakże zdaję sobie sprawę z tego, że marksizm jest oddzielną metafilozofią z oddzielną makrometodą.

Opieram swoją tezę również o stwierdzenie prof. Wojciecha Żełańca, które padło na seminarium magisterskim w semestrze zimowym 2019/2020 na UG. Otóż opisując nam na seminarium specyfikę fenomenologii prawa Adolfa Reinacha, zwrócił uwagę na to, że nie znajdziemy tam ścisłych dowodów jak w filozofii analitycznej, a analizy ejdetyczne i opisy fenomenologiczne. Są to par exellence metody transcendentalne, ponieważ dotyczą warunków możliwości zjawisk i bytów, a nie dowodzą ich w sposób aksjomatyczny.

Podobnież jest z hermeneutyką. Nie znajdziemy w hermeneutyce aksjomatów i dowodów. Zasadniczą metodą hermeneutyki jest koło hermeneutyczne, które służy interpretacji rzeczywistości, tekstu, ludzi i próbie dojścia do rzeczy samych.

Teraz do aksjologicznego meritum.

Czy to źle, że owe nurty kierują się taką makrometodą?

Ależ nie, w żadnym wypadku.

Czy wszyscy i w każdym wypadku powinni się kierować makrometodą kontynentalną?

Nie no, w sumie to tak średnio bym powiedział.

Czy filozofia kontynentalna jest coś warta?

Jak najbardziej. Jeszcze jak!

Makrometoda kontynentalna ma swoje sukcesy i swoje zastosowanie. Nie do każdej dziedziny nadaje się analityczne smutne dzielenia włosa na czworo. Na przykład w estetyce metody kontynentalne moim zdaniem mają więcej sukcesów niż analityczne. Nie oznacza to jednak, że metody analityczne nie mają żadnego wkładu. Niemniej jak to pan Arystoteles powiedział, trzeba wiedzieć jak i kiedy, i wszystko z umiarem.

Nawet ja – przez wielu uważany za chuligana filozofii analitycznej – jako zwolennik pluralizmu i pragmatyzmu metodologicznego, w swojej pracy licencjackiej obok metod analitycznych stosowałem również metodę hermeneutyczną, gdyż uznałem, że będzie ona bardziej sensowna i na miejscu niż metoda analityczna.

Makrometoda analityczna

Z makrometodą analityczna nie ma kontrowersji, gdyż wszystko wyjaśnił Tadeusz Szubka1. Przyjmuje się, że założycielem metodologicznym filozofii analitycznej był George Edward Moore, a inspiratorami formalnych aspektów metodologii byli Gottlob Frege i Bertrand Russell. Nie jest to kontrowersyjne, gdyż właśnie od tych twórców zaczęła się filozofia analityczna. Ta jednak poszła różnymi drogami i nie każdy stosował się do metod zaproponowanych przez wyżej wymienionych. Niemniej jednak makrometoda była wspólna. Ciężko ją zwerbalizować, ale chodzi mniej więcej o to, że filozofię trzeba uprawiać jak najbardziej jasno, od przesłanek do wniosków i trzeba mieć wszystkie pojęcia zdefiniowane. Różnie to z tym bywało, ale tego się analitycy trzymają.

Na poziomie deklaracji jest to moim zdaniem najbardziej wartościowa makrometoda, gdyż a priori stara się wykluczać niejasności i rozwiązywać problemy interpretacyjne. Jak poczyta się analityków, to rzeczywiście wszystkie pojęcia są zdefiniowane, a wnioski zdają się wynikać z przesłanek. Niektórym to nie w smak, gdyż takie treści są często suche i nudne (brytyjska filozofia analityczna jest niezwykle nudna), niemniej zazwyczaj wiadomo, co autor miał na myśli, dzięki czemu nie trzeba się uciekać do metod hermeneutycznych.

Jednakże, jak już wyżej wspominałem, metody analityczne nie do wszystkiego się nadają. Wartość zarówno metod analitycznych, jak i kontynentalnych, jest zasadniczo (a przynajmniej powinna być) zrelatywizowana do efektów, jakie chce się osiągnąć i dziedzin w jakich się je stosuje. I to moim zdaniem powinno być głównym wyznacznikiem wartości makrometody.

Inne makrometody

Jak wspomniałem wyżej, zasadniczo pragmatyzm i marksizm to oddzielne metafilozofie z własnymi makrometodami. Taka sama sytuacja występuje również ze strukturalizmem i postrukturalizmem. Podobnie jak w przypadku metafilozofii analitycznej i kontynentalnej, również w przypadku tutaj wymienionych trzeba wziąć pod uwagę kontekst i cele, jakie przed sobą stawiają owe metafilozofie.

Na przykład taki pragmatyzm, który jest mi najbliższy, więc o nim się wypowiem, czerpie garściami z innych metafilozofii i inkorporuje je na swój użytek. Pragmatyzm jest Rzymem wśród metafilozofii. Metodologicznie wprowadził do filozofii bardzo istotną maksymę pragmatyczną, która ułatwia rozdzielić problemy istotne od problemów czysto słownych. Pragmatyści nie zaprzątali sobie głowy kwestiami, które uważali za nieistotne, co pozwalało im skupiać się na kwestiach istotnych.

Rzecz jasna można się powiedzieć, że jest to zlewczo olewczy stosunek do poważnych problemów filozoficznych (i to się robi), niemniej jednak warto się zastanowić, na ile Wielkie Problemy Filozoficzne są rzeczywiście problemami, a nie aporiami wynikającymi z paradoksów semantycznych lub innych rzeczy?

Ja osobiście uważam metafilozofię pragmatyczną za najlepszą (najbardziej wartościową), no ale z drugiej strony byłoby nieracjonalne z mojej strony, gdybym uważał inaczej. Jestem zdania, że przynosi najwięcej korzyści filozofowi i ludziom w jego otoczeniu.

Dziedziny

Nie będę wymieniać dziedzin filozofii, a rozwinę wątek, który poruszyłem wyżej, a mianowicie kwestię różnorodności dziedzin filozofii i ich dywersyfikację metodologiczną. Metody analityczne, mimo że osobiście przeze mnie często preferowane, w wielu dziedzinach trącą po prostu groteską. Na drugim roku studiów mieliśmy przedmiot pt. estetyka. Na egzamin z niego mieliśmy się nauczyć między innymi koncepcji wygenerowanej na łonie filozofii analitycznej. Jak to ówcześnie stwierdził mój kolega, Artur Szalsza2, jest to mielenie mięsa. Zaiste jest to udana metafora. Za pomocą maszynki do mięsa rzeczywiście możemy rozdrobnić mięso na mniejsze kawałki, ale zasadniczo przez to mięso traci część swojej istoty (w tym przypadku struktury białkowe).

Tak samo jest z niektórymi dziedzinami filozofii. Ciągła analiza pojęciowa i logiczna niczego nie powiedzą o przedmiocie estetyki, bowiem estetyki nie da się sprowadzić do pojęć.

Z drugiej jednak strony w epistemologii czy ontologii metody transcendentalne prowadzą do generowania setek pojęć i bytów, z którymi nie do końca wiadomo co zrobić.

Czy warto być filozofią?

Dam odpowiedź najbardziej filozoficzną z możliwych. To zależy. Zależy od tego, czego od filozofii oczekujesz. Jeżeli oczekujesz sławy, władzy i pieniędzy, to raczej nie. Jeżeli oczekujesz, że filozofia da ci taką wiedzę, jaką dają chemia, fizyka czy biologia, to również nie. Czy negatywne czy negatywne odpowiedzi na powyższe oczekiwania powodują, że filozofia jest bezwartościowa? Także nie.

Z tego też względu myślę, że odpowiedź na pytanie „Czy warto być filozofią?” brzmi: raczej tak.

Rekapitulacja

Ten tekst jest podsumowaniem całego cyklu o relacjach między nauką a filozofią. Powstał na kanwie odpowiedzi na zadania z proseminarium w semestrze letnim 2019/2020 na Uniwersytecie Gdańskim i początkowo miał być jednym tekstem, jednak już na początku, gdy zacząłem go pisać, rozrósł mi się do trzech niezależnych tekstów. Ten cykl jest w pewnym sensie apologią filozofii i obroną przed zarzutami scjentystów. Mam nadzieję, że spostrzeżenia, jakie poczyniłem i argumenty, jakie wystosowałem pomogą Wam, szanowni czytelnicy, w obronie przed zarzutami scjentystów i pozwolą spać spokojnie zajmując się humanistyką.

Redakcja i edycja: Mateusz Dolewski

Grafika: Statuetka z brązu przedstawiająca filozofa na podstawce pod lampę (ang. Bronze statuette of a philosopher on a lamp stand), rzeźba rzymska, z końca I wieku p.n.e., licencja Creative Commons 0 (CC0), za: Metropolitan Museum of Art [ odnośnik do obrazka na stronie muzeum ]

Przypisy

1 Tadeusz Szubka, Filozofia analityczna. Koncepcje, metody, ograniczenia, Wrocław 2009.

2 Współautor wspaniałego albumu Kairos: https://www.youtube.com/watch?v=dS7mcSG3lBc&t=646s

Autor